Miarka tym razem jednak się przebrała i dość tolerancyjni do tej pory sąsiedzi zaczęli zeznawać w sprawie. Ustalono, iż Teresa F. kłamała. Z jej mieszkania dobiegało kilka męskich głosów, a Roman O. ostatni raz żywy widziany był o godzinie 3 nad ranem pod drzwiami kobiety, próbując wymusić ciszę. Zarzuty o pobicie ze skutkiem śmiertelnym, z użyciem niebezpiecznego narzędzia postawiono Henrykowi C. Pomimo, iż ten nie przyznał się do czynu, został skazany na 10 lat więzienia. Teresa F. za składanie fałszywych zeznań i zacieranie dowodów przestępstwa otrzymała wyrok 2 lat pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 18 miesięcy.

Kryminalny chrzest

Po śmierci sąsiada, Teresa F. musiała na czas śledztwa zaprzestać prowadzenia interesu w domu. W tym celu przeniosła się na pobliskie targowisko, gdzie wraz ze znajomym „Czaszki”, Filipem Ł. zwanym „Fifi”, sprzedawała spirytus i papierosy z przemytu. W 2007 roku wyszedł z więzienia jej syn Rafał. Na zwolnieniu warunkowym był zmuszony do podjęcia pracy i pozostania pod nadzorem sądu.

Chłopak wyszedł na wolność skruszony, chciał wrócić na ścieżkę uczciwego życia. W domu jednak brutalnie wyperswadowano mu te zamiary. Z relacji sąsiadów wynikało, że Teresa F. miała do niego wielkie pretensje o zwolnienie warunkowe na pół roku przed końcem kary. Sąsiadka słyszała awanturę z udziałem jego matki i owego „Fifi”:

 

 Ty debilu! – wrzeszczała na syna – Nie mogłeś już odsiedzieć do końca? Sprowadzasz na nasz dom „psy”. Nikt ci nie powiedział, że będziesz miał nadzór? Najpierw dałeś się złapać, a teraz nie dajesz nam żyć!

Rafał wytrzymał niezadowolenie matki i podjął pracę na skupie złomu. Długo tam jednak nie popracował. Gdy kurator dał mu spokój, zaczął jeździć z „Fifim” na Ukrainę po kontrabandę, a jego matka zaczęła rozkręcać z powrotem interes w domu. W 2009 roku na wolność wyszedł także jej konkubent. Nie wiedział jednak, że jego miejsce zajął już ktoś inny. Filip Ł. oraz Teresa uknuli plan, jak z powrotem wysłać za kratki byłego konkubenta, by mieć dalej wolną rękę i dach nad głową.

Grzegorz P. jednak nie był skłonny odpuścić. „Fifi” próbował go nakłonić do udziału w kolejnym włamaniu, tym razem do lombardu w centrum Lublina. Jednak mężczyzna przeczuwał, że plan był zdradziecki i nie dał się ostatecznie w niego wciągnąć. Ponieważ rodzina F. w takich sprawach nie miała przed sobą tajemnic, szczegóły napadu były omawiane przy wspólnym obiedzie. Gdy Grzegorz P. odmówił udziału w przestępstwie, planem „Fifiego” zainteresował się Rafał F. i jego 17-letni brat Jan, dla którego miał to być kryminalny chrzest.

W listopadzie 2009 roku, chłopcy uzbrojeni w noże wtargnęli do lokalu Mirosława N., prowadzącego skup złota oraz lombard. Jak już wcześniej ustalił doświadczony przestępca, Filip Ł., lokal nie był dobrze zabezpieczony. Jubilera chroniła uzbrojona szyba, ale z tyłu nie było drzwi pancernych. Bracia F., podając się za kuriera z paczką, zażądali od N. otwarcia tylnych drzwi, a wtedy – grożąc mu przystawionym do szyi nożem – zmusili go do oddania pieniędzy i biżuterii.

Amatorski napad nie mógł jednak zakończyć się szczęśliwie dla Rafała i Jana F. Pierwszy z nich został zidentyfikowany przez poszkodowanego, a Jan F. w trakcie przesłuchania przyznał się do wszystkiego, obciążając brata. Jan za współudział trafił do zakładu poprawczego, a Rafał na 5 lat do więzienia.

Czarna seria

W listopadzie 2009 roku zatrzymano obu synów Teresy F. Kilka tygodni później, na początku 2010 roku, do zakładu karnego za oszustwo finansowe wrócił na 8 miesięcy Grzegorz P. W lutym 2010 roku straż graniczna aresztowała Filipa Ł. za próbę przemytu 250 litrów spirytusu. Teresa została sama z córką, a sprzedaż alkoholu zaczęła sukcesywnie spadać. Jak stwierdził sąsiad:

– Po wejściu do unii zlikwidowano większość melin z alkoholem, a zwykli konsumenci przestawili się na najtańsze produkty sklepowe. Oczywiście do Tereski przychodzili dalej, ale obroty miała już kilka razy mniejsze, niż w latach 90.

Teresa F. musiała zmienić charakter swojej działalności, gdyż zaczęło jej zaglądać w oczy widmo nędzy. Przypadkowo dowiedziała się, że jej szwagier wraz ze wspólnikiem, Bogdanem J., otworzyli legalny sklep monopolowy na lubelskiej Wieniawie. Teresa F. postanowiła zdobyć pieniądze na otwarcie podobnego interesu. Najprostszym sposobem było wzięcie kredytu z banku. Kto jednak dałby jakąkolwiek pożyczkę niepracującej przez całe życie kobiecie? Należało zatem znaleźć kogoś, kto miał zdolność kredytową.

Na taką osobę F. upatrzyła sobie Krzysztofa K. Mężczyzna był inżynierem elektrykiem. Miał jednak skłonności do alkoholowych wypadów w miasto. Podczas jednego z nich Teresa F. sprytnie go omotała i namówiła, aby pożyczył 50 tysięcy złotych z banku. Początkowo miał być współwłaścicielem nowo powstającego sklepu, ale gdy Teresa F. stanęła mocno na nogi i interes zaczął się kręcić, Krzysztof K. został odsunięty od biznesu.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze