W jednym z mieszkań na Grochowie kobieta pomogła swojemu sąsiadowi w tarapatach. Był związany i zakneblowany, leżał na podłodze, a później powiedział, że został także okradziony. Gdy w sprawę zaangażowała się policja, okazało się, iż sprawy mają się zupełnie inaczej.

Mieszkanka Grochowa (Praga-Południe) usłyszała zza ściany wołanie o pomoc. Postanowiła zareagować i poszła do mieszkania, z którego dobiegały krzyki. Drzwi były otwarte, więc gdy weszła do środka jej oczom ukazał się przerażający widok. Jej sąsiad leżał na podłodze związany i zakneblowany, podejrzewała również, że został pobity. Pomogła mu się uwolnić i natychmiast wezwała policję.

Gdy policjanci zjawili się w lokalu, dowiedzieli się od poszkodowanego Arkadiusz N., że został napadnięty i obrabowany. 50-latek opowiedział, że do jego mieszkania zapukali mężczyźni podający się za ochroniarzy, a gdy wpuścił ich do środka – pobili go i unieruchomili. Co więcej, twierdził także, że został okradziony. Napastnicy mieli zabrać około 150 tys. złotych z sejfu i zamrażalnika. Dodał, że pieniądze nie należały do niego, tylko do jego kolegi, dla którego pracuje i od którego wynajmuje mieszkanie.

Niedługo potem 50-latek trafił do szpitala, a policjanci zajęli się sprawą. Kryminalni dokładnie przeanalizowali całe zdarzenie i nabrali poważnych wątpliwości. Mieli podstawy, aby podejrzewać, że Arkadiusz N. nie mówił prawdy, a wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż powiedział. Szybko okazało się, że w sprawę zamieszany jest jeszcze 27-letni Patryk B., kolega rzekomo pobitego mężczyzny. Policjanci podejrzewali, że napad i rabunek zostały sfingowane przez 50-letniego warszawiaka. Miał on poprosić 27-latka, aby ten przyszedł do jego mieszkania, a później go związał i zakneblował. W zamian miał dostać kilkaset złotych zapłaty.

Dlaczego Arkadiusz N. chciał upozorować napad? Mundurowi podejrzewają, że chciał w ten sposób przywłaszczyć sobie 150 tys. złotych, które należało do wcześniej wspomnianego kolegi. Chciał zgłosić napad, a później tłumaczyć, że nie może oddać pieniędzy, bo przepadły wraz ze złodziejami. Gdy policjanci skonfrontowali mężczyznę z taką wersją wydarzeń, zaprzeczył. Cały czas upierał się, że było dokładnie tak, jak opowiedział za pierwszym razem. Złożył w tej sprawie zawiadomienie i zeznania. Mimo to 50-letni Arkadiusz N. został zatrzymany, ponieważ udało się zebrać dowody, które świadczą o tym, że mężczyzna złożył nieprawdziwe zeznania. Udało im się także dowieść, że żadnego rozboju nie było, a całą historia została wymyślona z powodu prawdopodobnego wcześniejszego przywłaszczenia pieniędzy znajomego.

50-letni Arkadiusz N. usłyszał zarzut przywłaszczenia 150 tysięcy złotych, powiadomienia o przestępstwie, którego nie było i składania fałszywych zeznań. Z kolei 27-letni Patyk B. odpowie za pomocnictwo w przywłaszczeniu pieniędzy i posiadanie narkotyków, które miał przy sobie w chwili zatrzymania.

źródło: gazeta.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze