Oszuści matrymonialni od lat stosują te same metody działania. Poznają swoje ofiary najczęściej na portalach randkowych i społecznościowych, obiecują złote góry, rozkochują w sobie, by w końcu wyłudzić pieniądze i zniknąć. Dlaczego dorosłe, rozsądne osoby dają się na to nabrać? I to zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

A jak to wyglądało w czasach, kiedy nie było internetu? Czy problem oszustów matrymonialnych nie istniał? Nic bardziej mylnego! To właśnie w czasach Polski Ludowej działał największy krajowy uwodziciel XX wieku. Mowa oczywiście o Jerzym Kalibabce. Jego urokowi – choć nie był ani wysoki, ani szczególnie przystojny – uległo ponad 200 kobiet. Ofiar było zdecydowanie więcej, ale wiele z nich, zwłaszcza tych zamężnych, wolało przemilczeć stratę gotówki czy biżuterii, niż zgłaszać się z tym na milicję…

Jak Kalibabce udało się zbałamucić tyle „kocmołuchów” (tak określał swe zdobycze)? Prawdopodobnie dzięki dużej pewności siebie i przekonaniu, że jest stworzony do wyższych celów niż praca. Zresztą sam mówił: – Jestem najprzystojniejszy w tym kraju i nie ma potrzeby, abym niszczył sobie ręce; tylko chamy i motory pracują.

Kulisy działalności słynnego podrywacza to jeden z tematów, który podejmujemy w tym numerze.

Więcej interesujących tekstów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym wydaniu kwartalnika „Detektyw Extra–Kryminalny świat PRL-u” nr 4/2018 w sprzedaży od 23 października 2018 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze