Po śmierci ojca Adrian K. został jedynym posiadaczem nieruchomości z okazałym drzewem i równie pokaźnym domem. Miał trzydzieści siedem lat i posiadał prawie wszystko, co powinien mieć mężczyzna w jego wieku. Wszystko, z wyjątkiem syna. Adrian K. wyjątków nie lubił, a ponieważ do tego czasu zdołał poznać wiele życiowych mądrości, jak nigdy dotąd zapragnął posiadać także syna.

Podobno każdy mężczyzna powinien obowiązkowo zrobić w życiu trzy rzeczy: zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Żadne życiowe mądrości nie mówią jednak nic na temat zalecanej kolejności spełniania tych powinności. I bardzo dobrze, bo trudno wymagać od mężczyzny, zwłaszcza młodego, aby na budowę domu był przygotowany już za młodu. Z płodzeniem syna jest już zwykle znacznie lepiej. Jednak po pewnym czasie pojawia się pewien problem, bo o ile samo spłodzenie dziecka drogie zwykle nie jest, to już jego wychowanie owszem. Jeżeli zamiast syna urodzi się córka, jest jeszcze drożej. Najtaniej wychodzi posadzenie drzewa, bo na kupnie sadzonki koszty zwykle się kończą. W policyjnych protokołach nie brakuje jednak historii niezwykłych, które dowodzą, że nie zawsze tak jest.

 

Lipa

Gdy Adrian K. sadził swoje pierwsze drzewo, był na tyle młody, że o obowiązkowym budowaniu, płodzeniu i sadzeniu oraz wielu innych życiowych mądrościach niewiele jeszcze wiedział. Motywację do sadzenia miał zupełnie inną. Drzewo nazywało się lipa, a posadził je wyłącznie dlatego, że mu ojciec kazał.

Gdy się ma piętnaście lat, powód sadzenia jest zupełnie nieważny. Ojciec z pewnością jakiś powód miał. Może kierował się życiową mądrością o trzech męskich powinnościach, a może czymś innym. Przez następne dwadzieścia dwa lata swojego życia powodu zasadzenia lipy jednak nie ujawnił, a potem tajemnicę zabrał do grobu. Lipa wyrosła w tym czasie na wielkie drzewo, okazjonalnie cieszące wszystkich spragnionych ochłody swoim rozległym cieniem. Lipa, jak już sama jej nazwa sugeruje, jest bowiem drzewem mało pożytecznym, oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia.

Po śmierci ojca Adrian K. został jedynym posiadaczem nieruchomości z okazałym drzewem i równie pokaźnym domem. Miał trzydzieści siedem lat i posiadał prawie wszystko, co powinien mieć mężczyzna w jego wieku. Wszystko, z wyjątkiem syna.

Adrian K. wyjątków nie lubił, a ponieważ do tego czasu zdołał poznać wiele życiowych mądrości, jak nigdy dotąd zapragnął posiadać także syna.

Swoje pragnienia wyznał 29-letniej Sylwii N., z którą od pewnego czasu „chodził”, a niczego dotychczas „nie wychodził”. Kobieta odebrała wyznanie jako ofertę matrymonialną, z klauzulą obowiązkowego rodzenia. Z powodu niewątpliwie dojrzałego wieku i wątpliwej urody, Sylwia N. nie spodziewała się wielu ofert. Z charakteru była „zgodna”, więc zgodziła się urodzić Adrianowi K. dziecko. Ponieważ miała „gest”, obiecała, że nawet niejedno (bez gwarancji, że to będzie syn), ale dopiero po ślubie i przeprowadzce do jego domu. Adrian spodziewał się takich komplikacji, ale przystał na nie. Nie spodziewał się natomiast warunku, jakim Sylwia N. skłonna była okupić swoją zadeklarowaną płodność i cywilną wolność. Oświadczyła, że zamieszka z Adrianem K. w jego domu dopiero po jego gruntownym „odświeżeniu”. Odświeżeniu domu oczywiście. Miała w tym trochę racji, bo dom był stary, zaniedbany i „wołał” już o poważny remont. „Odświeżenie” Adriana K. było niemożliwe.

 

Działka na sprzedaż

Dom był nie tylko stary, ale i duży, przez co remont zapowiadał się na bardzo kosztowny. Na tak duży wydatek Adrian K. nie był przygotowany. Na mniejszy zresztą także. Pracował tylko „dorywczo”, czyli jak to mawiał, okazjonalnie. Ponieważ okazji do pracy szukać nie lubił, pracował rzadko. O wiele częściej znajdywał okazje do wypicia, co wprost uwielbiał. To z kolei jeszcze bardziej pogarszało jego sytuację finansową.

Adrian K. wymyślił, że musi sprzedać część ojcowizny i za uzyskane w ten sposób pieniądze wyremontuje swój dom. To z kolei miało przekonać Sylwię N., aby z nim zamieszkała.

Działka była na tyle duża, że nawet po spieniężeniu znacznej jej części, gwarantowała dalsze bytowanie na pozostałej powierzchni na przyzwoitym poziomie.

 

Adrian K. przeprowadził formalny podział działki na dwie części. Nieruchomości rozgrodził kilkoma wbitymi w ziemię drewnianymi palikami i zamieścił ogłoszenie. Na klienta długo czekać nie musiał. Nieruchomość zdeklarował się zakupić Tomasz K. na co dzień prowadzący z dużym powodzeniem małą firmę z branży remontowo-budowlanej. Zaplanował wybudować na działce dom dla swojej licznej rodziny. Zamierzał to zrobić jak najszybciej. Z racji prowadzonej działalności gospodarczej miał na to jak najlepsze widoki. Panowie spotkali się u notariusza, podpisali dokumenty, przeliczyli pieniądze i serdecznie się pożegnali. Na tym serdeczności łączące obu panów bezpowrotnie się zakończyły

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze