W jednym z domów mieszkał z rodziną leśniczy – Henryk K. Pewnego dnia wrócił pijany do domu i zaczął kłócić się z żoną. Wyciągnął znienacka strzelbę myśliwską i dwukrotnie strzelił w stronę kobiety. Pierwsza kula trafiła ją w ramię, druga w serce. Na tym jednak nie koniec. Leśniczemu nie wystarczyło, że zabił żonę. Odciął jej głowę i wrzucił ją do stajni, gdzie mieścił się chlewik dla świń. Opętany szałem nie przestał, nawet kiedy usłyszał płacz własnego dziecka. Dopadł do niego z nożem i skierował ostrze w stronę oczu… Kiedy wreszcie dotarło do niego, co zrobił, chwycił za sznur, poszedł na strych i powiesił się na belce.

Po tych dramatycznych wydarzeniach dom długo stał pusty. Ktokolwiek próbował w nim zamieszkać, długo nie wytrzymywał. Przeraźliwe kłótnie, krzyki, świdrujący w uszach płacz dziecka – skutecznie doprowadzało do zmiany adresu zamieszkania.

Niedaleko Byczyny wydarzyła się także inna tragedia. Około 20 października 1939 roku jedna z mieszkanek nieistniejącej już wsi usłyszała w środku nocy wystrzały. Pospiesznie obudziła swoje dzieci, ubrała je i postanowiła uciekać w kierunku Byczyny. Kiedy zorientowała się, że nie ma szans na ucieczkę, zatrzymała się w zagajniku. Sięgnęła po nóż i poderżnęła gardła swoim najstarszym dzieciom, niemowlę które niosła na rękach powiesiła na przewieszonym przez drzewo szalu, po czym sama podcięła sobie żyły. Tragedia ta przez długi czas pozostawała niewykryta, ciała znaleziono w stanie zaawansowanego rozkładu i pochowano w miejscu, w którym zostały znalezione. Dziś groby te są ledwo zauważalne. Przez pewien czas mówiono o duchach dzieci stojących przy drodze ze smutno spuszczonymi głowami bądź przebiegających z jednej strony jezdni na drugą. Ludzie, którzy rowerami przejeżdżali obok owego miejsca, mówili o płaczu dziecka rozlegającym się pośród ciszy. W strachu przed owymi zjawiskami, przez długi czas miejscowi zostawiali na skraju lasku zabawki, by uciszyć upiory.

Trzecia mroczna historia, która rozegrała się w okolicy Byczyny, jest związana ze wzgórzem czarownic. Sześć kilometrów od miejscowości, przy starej szosie, stoi krzyż. Aby poznać jego historię, trzeba cofnąć się do XV wieku. Wtedy na tamtejszym wzgórzu została spalona kobieta. Ponoć była czarownicą. Nigdy nie ustalono jej pochodzenia, chociaż niektórzy twierdzą, że to panna mieszkająca z matką. Pracowała jako służka i słynęła ze zniewalającej wręcz urody. Piękne lico bez wątpienia przyczyniło się do nieszczęścia. Kobieta, u której pracowała, posądziła ją o rzucenie uroku na jej męża.

Po procesie, w którym jednoznacznie uznano ją za winną, została przetransportowana w klatce na wspomniane wzgórze, gdzie została poddana szykanom i ostatecznie spalona. Podobno jej ostatnim słowem było: „Powrócę”. Ludzie bojąc się, iż obietnica zostanie spełniona, w miejscu gdzie popełniono zbrodnię, postawili krzyż, który ma zapobiec rozprzestrzenianiu się mocy diabła. Jak głosi legenda, z chwilą gdy krzyż upadnie, diabelskie moce wrócą do okolicy. Osoby wracające z miasta tą drogą mówią o silnych podmuchach wiatru od strony krzyża, jęku wydobywającym się spod ziemi i szmerach drzew, które sprawiają wrażenie ludzkiej mowy…

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze