Bardzo szerokim echem odbiła się  przed kilkoma laty sprawa państwa Grazinski – którzy będąc świeżo upieczonymi emerytami postanowili kupić sobie auto typu camper i pozwiedzać swój piękny kraj. Nie byłoby w tej historii nic niesamowitego gdyby nie fakt, że państwo Grazinski nie grzeszyli inteligencją jeśli chodzi o obsługę samochodów, a także nie mieli w tej dziedzinie zbytniego doświadczenia.

Otóż zmęczony pan Walt Grazinski postanowił dać żonie poprowadzić, a samemu zdrzemnąć się na tyle, ta natomiast po około godzinie jazdy uznała, że przydałoby się zrobić kanapki. Znalazła na desce rozdzielczej przycisk „cruise control” – co w wolnym tłumaczeniu oznacza – kontrola trasy, kontrola podróży, a tak naprawdę oznacza zwykły tempomat.

Pani Grazinski wcisnęła przycisk, który zaświecił się na zielono informując, że system „cruise control” jest w użyciu, po czym udała się na tył popracować nad kanapkami nie budząc przy tym męża.

No cóż – pan Grazinski przeżył niemiłe przebudzenie kiedy camper uderzył w barierkę z boku drogi, od której się odbił i uderzył w barierkę po drugiej stronie tracąc stabilność i przewracając się na bok powodując wypadek.

Na szczęście państwu Grazinski nic poważnego się nie stało, aczkolwiek nie przeszkodziło im to w pozwaniu producenta auta na kwotę 750 tys. dolarów za nie umieszczenie w instrukcji obsługi auta informacji o tym, że po załączeniu tempomantu (cruise control) nie można odchodzić od kierownicy.  Sprawę wygrali…

Źródło: https://najciekawszeprocesy.wordpress.com

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze