Nikodem Skotarczak „Nikoś”, nazywany także „Królem waluciarzy” czy „Królem bramek”, uważany był za pierwszego mafiosa PRL-u.

Trójmiasto było zawsze krok do przodu, bliżej Zachodu. Tu interesy z zagranicą na własny rachunek można było rozkręcać, bo portowe miasta to okna na świat.

W latach 80. SB przymykała oko na działalność „Nikosia”. Milicjanci i urzędnicy chętnie dawali się korumpować. Wiadomo było, że „Nikoś” da zarobić. Zaczynał jako bramkarz. W 1973 roku dostał pracę ochroniarza w knajpie Lucynka we Wrzeszczu. Szef był z niego zadowolony i wkrótce awansował do lepszego lokalu, do słynnego Maxima w Gdyni, gdzie stał się osobistym ochraniarzem przełożonego. Z czasem awansował na szefa cinkciarzy, handlujących walutą pod trójmiejskimi pewexami i hotelami. Organizował także kradzieże samochodów (podobno jego dola wynosiła 400 dolarów – wówczas równowartość 20 miesięcznych pensji). Do końca lat 70. budował podwaliny organizacji, która później kontrolowała całe Wybrzeże.

Maxim, w którym „Nikoś” szlifował swoje umiejętności, był jedną z bardziej popularnych i ekskluzywnych knajp w PRL-u. Położona tuż nad morzem, urządzona z rozmachem i przepychem, ściągała obcokrajowców, znane osoby, marynarzy i podejrzane typy. Jedna whisky z colą kosztowała równowartość średniej wypłaty. W lokalu kręcono sceny tak znanych seriali jak: „O7 zgłoś się” czy „Czterdziestolatek”. O tym miejscu śpiewała grupa Lady Pank. Muzyków namówił do tego sam właściciel, notabene doktor nauk humanistycznych, prowadzący na Wybrzeżu liczne interesy.

Lokal nie wytrzymał próby czasu. Dzisiaj pozostało po nim jedynie wspomnienie i wiecznie żywa piosenka „Tańcz, głupia tańcz”.

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze