Więźniowie z grupy „A”, tzw. antypaństwowi, trzymani byli w celach izolatkach, nie mieli widzeń, ani prawa do korespondencji. Nie mogli dostawać paczek, nie korzystali ze spacerów, ani nie dostawali do czytania książek. W zimie nie wolno im było mieć swetra ani skarpet, a przysługiwała im jedynie odzież więzienna i drewniaki. Do kar za najdrobniejsze uchybienia regulaminowe należało bicie i ubliżanie. Mniej groźnych więźniów politycznych umieszczano w przepełnionych do granic możliwości pojedynczych celach. Skład celi często zmieniano, aby utrudnić tworzenie jakichkolwiek więzi między osadzonymi, a także aby łatwiej było wprowadzać do cel konfidentów.

 

Po odwilży gomułkowskiej

Przemiany „polskiego października” uwolniły więźniów politycznych. Do najsłynniejszych w Rawiczu należeli: Kazimierz Pużak – zamordowany w 1950 roku, Władysław Bartoszewski, Wiesław Chrzanowski i as lotnictwa – Stanisław Skalski. Po odwilży gomułkowskiej do cel w Rawiczu zaczęli trafiać groźni przestępcy, mający wyroki nawet dożywotnie.

W 1958 roku przywieziono tu Leszka Prymowicza. Jego rodzice przed wojną trafili do więzienia, najprawdopodobniej za działalność komunistyczną. Sześcioletnim chłopcem i jego siostrą zajęła się wówczas przyjaciółka matki z Żyrardowa. Po wybuchu wojny Niemcy przesiedlili wszystkich na Pomorze. Leszek był jedynym polskim dzieckiem w majątku. Pracował, ale nie uczył się. Wyrastał na przystojnego młodzieńca, na którego uwagę zwracają dziewczyny. Prawdopodobnie ukończył jakąś szkołę po wojnie, a z niej – być może ze względu na pochodzenie społeczne – trafił do aparatu bezpieczeństwa. Jako klasyczny ubek z awansu społecznego, szybko zasmakował w sprawowaniu władzy i w budzeniu respektu wśród otoczenia. Był przystojny, miał pieniądze i powodzenie wśród kobiet. Lubił potańczyć na zabawie w remizie, ale unikał bójek — w końcu zawsze mógł ewentualnego przeciwnika czy konkurenta po prostu aresztować.

Już wtedy okazało się, że ma talenty przywódcze. Kres kariery ubeckiej nastąpił wkrótce po październikowej odwilży. Leszek Prymowicz najpierw trafił do SB, ale potem został z niej usunięty. Pozostały mu kontakty z innymi ubekami, poczucie bezkarności i umiejętność posługiwania się bronią. Wtedy, wraz z dwoma kolegami zaczął dokonywać napadów z bronią w ręku — lufę do starego pistoletu dorobił mu miejscowy kowal.

Najpierw obrabował sklep w Lejkowie, a potem własną ciotkę, która miała młyn. W 1958 roku powinęła mu się noga i został złapany przez milicję na stacji w Dygowie. Niedługo potem, były funkcjonariusz UB z Koszalina został skazany na 15 lat więzienia i trafił do zakładu karnego w Rawiczu.

Najpierw siedział w pojedynczej celi, ale ponieważ samotność bardzo mu dokuczała, poprosił o towarzystwo. Być może dla eks-ubeka naczelnik więzienia miał trochę więcej litości i Prymowicza dokwaterowano do celi, w której — też samotnie — siedział Leopold Labryszewski. Dziś o jego losach wiadomo bardzo niewiele, gdyż w odróżnieniu od Prymowicza, wszelkie akta dotyczące Labryszewskiego zaginęły. Zachowało się jedynie zdjęcie człowieka z wąsikiem, nieco starszego od swego kompana spod celi.

 

Plany ucieczki

Leszek Prymowicz w czerwcu 1961 roku postanowił uciec z „polskiego Alcatraz” i przygotował – początkowo w tajemnicy przed współwięźniem z celi – plany ucieczki. Obserwował strażników i stwierdził, że wykonują oni swoje obowiązki bardzo niedbale, czytają książki, obserwują ludzi poza więzieniem, prowadzą długie rozmowy, a wieczorami i nocą po prostu drzemią albo głęboko śpią. Prymowicz skonstruował sobie procę i strzelał małymi kamykami w wieżyczkę, co nie wywoływało żadnej reakcji strażnika. Raz wystrzelił małą strzałkę z płonącym kawałkiem waty. W efekcie, w wieżyczce doszło do niewielkiego zaprószenia ognia, na który strażnik nawet nie zareagował, bo spał.

Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie uciekać w nocy, i to w czasie deszczu, który zagłuszy piłowanie kraty. Potem droga ucieczki prowadzić miała do rowu w pobliżu magazynu mundurowego, a stamtąd na dach i przez kuchnię na ulicę.

Alternatywnym rozwiązaniem miało być ukrycie się w węglu i zrobienie podkopu, albo ucieczka podczas pracy w warsztacie samochodowym, który oddzielał od ulicy tylko jeden mur.

Więzień brał także pod uwagę drogę przez halę magazynową lub — co wydaje się najbardziej barwne i fantastyczne — schowanie się w bagażniku samochodu naczelnika więzienia i ucieczka w momencie, gdy auto zostanie użyte do pościgu. Realizacja tego ostatniego wariantu z pewnością zaowocowałaby w przyszłości scenariuszem filmowym.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze