Czy powszechny dawniej szacunek dla nauczyciela odszedł już do lamusa? Kiedyś mówiło się, że to nauczyciel zawsze ma rację. Teraz – z pewnością uczeń

Nauczycielka matematyki z jednego z suwalskich gimnazjów zapewne doskonale znała historię kolegi po fachu z Torunia, któremu uczniowie podczas lekcji założyli na głowę kosz na śmieci. Być może dlatego postanowiła zareagować, gdy sytuacja podczas prowadzonych przez nią lekcji zaczęła przekraczać granice przyzwoitości. O tej sprawie zrobiło się głośno we wrześniu 2012 roku. Zaraz po tym, jak sąd wyznaczył termin przesłuchania jej uczniów z III klasy gimnazjum. Sprawa była precedensowa i dotyczyła wydarzeń, do jakich doszło pod koniec roku szkolnego, kiedy kwiat polskiej młodzieży uczęszczał jeszcze do II klasy. Nauczycielka, znieważona przez uczniów podczas lekcji, poskarżyła się przed sądem.

Pedagog zarzucała aż 11 nastolatkom (ośmiu chłopcom i trzem dziewczynom) z jednej klasy znieważenie funkcjonariusza publicznego, czyli jej. Sprawa była poważna, bo za znieważenie funkcjonariusza publicznego można trafić za kratki na 3 lata. Koleżankę po fachu poparło czterech innych nauczycieli, którzy mieli podobne problemy z uczniami.

Młodzież na prowadzonych przez nią lekcjach robiła, co chciała. Normą było używanie wulgaryzmów, również skierowanych pod adresem matematyczki. Plucie, prowadzenie rozmów przez telefony komórkowe, wychodzenie z klasy bez pozwolenia były na porządku dziennym. Jeden z uczniów nawet się obnażył. Zdarzało się oddawanie moczu do butelki czy rzucanie przedmiotami podczas lekcji.

Kiedy rodzice uczniów dowiedzieli się o sprawie, zdenerwowali się na nauczycielkę. Ich zdaniem postępowanie matematyczki było niewspółmierne do zachowania młodzieży:

Sprawa powinna być załatwiona w szkole, a nie od razu ciągać dzieciaki po sądach – padały głosy. Rodzice brali w obronę swoje „pociechy”, wytykając pedagogom nieudolność działania:

Nie damy z naszych dzieci zrobić bandziorów –stwierdzali bojowo. – Widać nie potrafią sobie poradzić z wychowaniem dzieciaków – kwitowali.

Przecież nie doszło do takiej sytuacji, jak przy okazji naszej sprawy pokazała jedna z telewizji, że wyzywano nauczyciela na lekcji czy próbowano mu nałożyć na głowę kosz na śmieci – opowiadali rodzice. To były materiały archiwalne, a pół Polski pomyślało sobie, iż tak działo się w naszym gimnazjum i że uczniowie znęcali się nad nauczycielką.

Padały też zarzuty, że nikt wcześniej nie informował ich o problemach wychowawczych. Rodzice przypominali sobie, że dzieci opowiadały, jak zachowuje się pani od matematyki. Do jednego ucznia miała przy wszystkich powiedzieć, że nie warto go uczyć matematyki, bo i tak nic nie zrozumie. To nie koniec! Ponoć nieustannie krzyczała na dzieci, a nawet wypędzała je z klasy.

Do mojej córki powiedziała, że skoro rozbierała się przed swoim chłopakiem, to niech teraz zrobi to przed całą klasą – żaliła się matka jednej z oskarżanych o złe zachowanie dziewczynek. – Podobno chodziło o zasłyszany na korytarzu fragment rozmowy. Córcia mówiła, że coś tam swojemu znajomemu pokazała. Ale to nie to, co zapewne na myśli miała nauczycielka.

Matka nastolatki stwierdziła, że córka nie chciała chodzić do szkoły właśnie przez matematyczkę. Kobieta twierdziła nawet, że dziewczynka próbowała popełnić samobójstwo!

Sprawa przybrała bardzo dziwny obrót. Zainteresowanie mediów sprawiło, że niektórzy rodzice poczuli się jak gwiazdy i postanowili wykorzystać swoje pięć minut. Chętnie udzielali wywiadów i negatywnie wypowiadali się na temat systemu nauczania, a nawet straszyli sądem, jeśli ktoś będzie mówił, że ich dziecko chodziło do „trudnej” klasy.

Rodzice zgłosili się także ze swoimi dziećmi do poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Nasze dzieci powinny przejść przez ten trudny okres bez szwanku – stwierdzali z troską. – W szkole nie mają dobrej atmosfery. W jakimś sensie są napiętnowane i czują to.

Nauczycielka nie wypowiadała się przed kamerami (dziennikarze chętnie zajęli się sprawą i pojawiali się przed szkołą), mimo to znaleźli się tacy, którzy z przekonaniem mówili, że taki rozgłos zapewne sprawia jej dużą przyjemność.

O sprawie rozpisywano się także w internecie. Padały komentarze popierające decyzję matematyczki. A jak komentowali to najbardziej zainteresowani – czyli uczniowie? Owszem, przyznali, że na lekcjach nie zachowują się może wzorowo, ale ich zdaniem nauczycielka też nie jest ideałem.

O wszystkim było na tyle głośno, że przedstawiciele różnych władz także musieli się ustosunkować do wydarzeń w szkole. Prezydent miasta zastanawiał się, czy nie został popełniony błąd przy dzieleniu gimnazjalistów na klasy, skoro w jednej znalazło się stosunkowo dużo uczniów, którzy stwarzali problemy wychowawcze już w szkole podstawowej.

 

***

Nauczycielka przestała uczyć gimnazjalistów matematyki. Jej obowiązki przejął inny pedagog. Rodzice podkreślali, że ich pociechy kłaniają się tamtej na szkolnym korytarzu, ale „ta pani ich ignoruje i nie odpowiada”.

Wyroki zapadły 26 stycznia 2014 roku.

Sąd uznał, że wszyscy uczniowie, łącznie jedenaście osób, są winni znieważenia funkcjonariusza publicznego, jakim jest nauczyciel podczas prowadzenia lekcji – powiedziała rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Suwałkach. – Stanowi o tym 226 artykuł Kodeksu karnego.

Uczniowie mieli przeprosić nauczycielkę i jeszcze innych pedagogów. Pięcioro z nich ukarano upomnieniami, sześcioro otrzymało nadzór kuratora. Dodatkowo troje z tej szóstki ma uczestniczyć w zajęciach socjoterapeutycznych.

Dyrektorka szkoły dostała zadanie – musiała zorganizować nauczycielom szkolenia z rozwiązywania problemów wychowawczych i radzenia sobie ze stresem. „Niegrzeczną” klasę podzielono na dwie.

 

***

Wydarzenia z Suwałk nie są wyjątkiem. Wystarczy przejrzeć wiadomości w internecie, by ze zgrozą stwierdzić, że takich sytuacji nie brakuje. Uczniowie nagrywają swoje wyczyny telefonami komórkowymi i chętnie publikują filmiki w sieci. Co jakiś czas zapadają wyroki: a to za pobicie nauczyciela, a to za zniszczenie jego mienia np. podpalenie samochodu.

Nauczyciele niechętnie mówią, że mają problemy z uczniami. Wstydzą się swojej bezradności i wolą milczeć.

Anna Pacuła

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze