Wiosną 1988 roku Dolly i Bart stanowili nierozłączną, z daleka rozpoznawalną parę. Czasem oboje chodzili ubrani na czarno. Na wydziale dentystycznym Medical College of Georgia wciąż aż huczało od komentarzy na ich temat, lecz nie miało to żadnego wpływu na ich związek. Dolly straciła dla Barta głowę. On po raz drugi w krótkim czasie  zakochany był w sposób trudny do kontrolowania.

Bart przede wszystkim pysznił się swoją zdobyczą. Dolly miała wszystko to, czego oczekiwał po kobiecie: wysoka, z imponującą figurą, długimi nogami, dużym biustem, ujmującym spojrzeniem ogromnych oczu, pięknej twarzy, obramowanej kaskadą długich czarnych włosów. Dziewczyna od małego uprawiała tenis, pływanie, jazdę konną. Grała na kilku instrumentach, znała języki obce, kochała zwierzęta i uwielbiała ludzi. Miała już za sobą ukończone ze świetnymi wynikami studia w trzech najlepszych college’ach stanu Georgia oraz wielokrotną wakacyjną praktykę w gabinecie ojca. Studia w uczelni dentystycznej stanowiły więc ciąg dalszy jej szczerych zainteresowań, wynikających z tradycji rodzinnej.

Teoretycznie wielka miłość nie mieści się w programie studiów dentystycznych, przeładowanych ciężką pracą i odpowiedzialnością za każdy dzień w uczelni, opłacany bankowym kredytem.

Dolly chciała potraktować tę znajomość jak wiele innych przedtem, bez większych zobowiązań. Jednak z Bartem wszystko przebiegło inaczej: oboje zagrali na wysokiej nucie, zgubili poczucie rzeczywistości.

Bart zapomniał o niedawnej porażce z Sandrą; Dolly zatraciła odruchy obronne. Bart był jej pierwszym mężczyzną, a to, co się stało usprawiedliwiały jej słowa o „pierwszej prawdziwej miłości” oraz przyznanie się jednej z koleżanek do myśli o małżeństwie z Bartem i wspólnych dzieciach.

Właściwie nic nie powinno stanowić przeszkody w spełnieniu planów. Oboje studiowali na tym samym wydziale, mieli wspólne zainteresowania oraz podobne plany na przyszłość. Może z tą jedną różnicą, że Bart traktował swój rychły już zawód, jako sposób na zamożne życie, a Dolly łączyła z nim cele altruistyczne, na pierwszy plan wysuwając pomaganie ludziom w potrzebie. Nic nie powinno zniszczyć tej miłości, lecz jesienią 1989 roku Dolly zaczęła zdradzać poważne zaniepokojenie stanem związku z Bartem. Mijały już dwa lata znajomości, gdy dziewczyna zdała sobie sprawę, że Bart powoli lecz konsekwentnie zamyka ją w swoim małym świecie, gdzie rządzi zazdrość i konsekwentna kontrola każdego jej kroku.

W październiku Dolly podjęła pierwsze wysiłki, by się uwolnić spod paraliżującej kontroli zakochanego w niej mężczyzny. Odbyła z nim poważną rozmowę. Temat ten pojawiał się i znikał w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Mieli już za sobą wiele kłótni: Dolly domagała się „większego oddechu”, swobody i wieczorów na swoje sprawy, a wtedy Bart posądzał ją o przyziemne zagrywki z powodu wyimaginowanego innego mężczyzny. Dolly odchodziła. Bart uruchamiał wszystkie swoje talenty aktorskie, kupował kwiaty, przyrzekał poprawę. Na nic się to jednak zdawało, bo wkrótce wypracowaną w ten sposób zgodę zakłócały kolejne ataki gniewu i zazdrości.

Z czasem Dolly miała tego dość. Gwałtowna huśtawka nastrojów zaczęła się odbijać negatywnie na jej wynikach w nauce, a przecież głównym celem pobytu w jednej z najlepszych uczelni dentystycznych w Ameryce był jej przyszły zawód, a nie afera z zazdrosnym chłopakiem z wydziału.

Zmagania Barta i Dolly z niepokojem obserwowali ich najbliżsi przyjaciele. Kilku kolegów Barta znało jego poprzednią historię z Sandrą, dlatego na początku znajomości z Dolly ostrzegali go przed stawianiem sobie w związku z córką dentysty mało realistycznych oczekiwań.

Z kolei koleżanki Dolly były czasem świadkami jego gwałtownych ataków zazdrości i bały się o nią. Dlatego pod koniec października 1989 roku wszyscy odetchnęli z ulgą na wiadomość, że Bart i Dolly postanowili rozstać się w przyjaźni i zachować o sobie jak najlepsze wspomnienia.

 

Mściciel bez sensu

Bart Corbin ciężko zniósł rozstanie. Nie wyobrażał sobie życia bez Dolly. Wraz z jej odejściem stracił poczucie równowagi. To już druga kobieta zażądała wolności. A przecież świat miał być urządzony tak, że to mężczyzna podejmuje takie ostateczne decyzje. Bart stracił wiarę w miłość i przeżywał męczarnie na myśl o Dolly w ramionach innego mężczyzny.

Bart próbował sobie radzić. Zaczął walczyć o nadrobienie strat w urażonej własnej godności. Rozkochał w sobie jakąś dziewczynę i pojawiał się z nią tam, gdzie zwykle przebywała Dolly, aż do momentu, gdy ta dziewczyna szybko zorientowała się w swojej roli. Wydzwaniał do wspólnych znajomych i z płaczem prosił o negocjacje w sprawie powrotu Dolly. Nękał ją również osobiście, błagając o „przyjacielskie” spotkania, bez żadnych zobowiązań. Czasem Dolly się nawet godziła, ale zdecydowanie odrzuciła propozycje powrotu do tego, co zostało już utracone. Choć cierpiała bardzo, bo brakowało jej Barta, ceniła sobie nową sytuację i nie potrafiła zrezygnować ze spokoju i niezależności. Dostawała dreszczy na wspomnienie jego dominacji, a gdy popłakiwał, doradzała mu  poradę psychologa, co Bart traktował jak przykrą zniewagę.

 

W listopadzie i grudniu 1989 roku ten z trudem odzyskany spokój Dolly zakłóciła seria dokuczliwych, trudnych do wyjaśnienia zdarzeń. Najpierw ktoś ukradł jej kota imieniem Tabitha, ukochane stworzenie, znalezione kiedyś na ulicy w stanie bliskim śmierci i dzięki jej staraniom przywrócone do świetnej kondycji. Sprawca umiał się włamać do mieszkania Dolly i pozostawił za sobą otwarte drzwi na taras, jakby sugerując, że to ona lub jej współmieszkanka Angela przyczyniły się do utraty stworzenia. Poszukiwania Tabithy trwały tygodniami, aż w końcu przyjaciele zmusili Barta do przyznania się do winy. Bart zawiózł Dolly do zakazanej dzielnicy, gdzie po długim poszukiwaniu odnaleźli Tabithę wynędzniałą i buszującą po śmietnikach.

Przyłapany na akcie zemsty niewiarygodnie niepoważnym, a wręcz dziecinnym, Bart  nie zaznał wstydu i nawet nie przeprosił. Zachodziło podejrzenie, że jest w posiadaniu dorobionego klucza do apartamentu Dolly i Angeli, ale on się wypierał i na jakiś czas nie wchodził im w drogę. Nastąpiło zawieszenie broni i nikt nie potrafił przewidzieć, na jak wiele Barta jeszcze stać.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze