Jego życie biegło już podwójnym torem. W pracy i pod dachem rodzinnego domu był człowiekiem odpowiedzialnym, wzbudzającym zaufanie, dającym oparcie i poczucie bezpieczeństwa swym najbliższym, szlachetnym, mądrym i godnym szacunku. W jego drugim wcieleniu reprezentował sedno zła. Miał na swych rękach krew siedmiorga ludzi, których zgładził w okrutny sposób, nie wykazując cienia litości, zaspokajając chorą wyobraźnię obrazami i dźwiękiem agonii.

W normalnym życiu wszystko było proste i podlegało codziennej rutynie. Ranek zaczynał z teczką w ręce i papierową torbą na lunch,  jak wszyscy urzędnicy. Otaczał się przedmiotami zwyczajnymi i banalnymi, jak wszyscy inni ludzie. Jednak gdy bestia brała nad nim górę i kierowała jego myśli w tę sferę życia, gdzie było miejsce na spisek przeciwko kolejnej ofierze, jego uwaga skupiała się na kilku przedmiotach, składających się na przybornik mordercy. W sportowej torbie trzymał dwa rewolwery, kilka zwojów linki, taśmę przylepiec do kneblowania, kilka noży o długim ostrzu. Woził je w samochodzie, miał je przy sobie niemal zawsze, bo przecież długotrwały proces wypatrywania a następnie rozpracowywania kolejnej ofiary mógł się w każdej chwili zakończyć wezwaniem do ostatecznej akcji.

W świecie zbrodniczej iluzji, który starannie zaplanowała sobie jego chora wyobraźnia, było miejsce również na ubiór. Jego odzież wkładana na nocne polowania na ludzi zdecydowanie różniła się od codziennego stroju, noszonego w domu czy do pracy. Nazywał to „crime clothing” (strój do przestępstwa). Nic szczególnego: nie był to żaden specjalny kostium z dodatkiem strasznej maski. Wyruszając na akcję wkładał na siebie stare, znoszone części garderoby, trzymane w staromodnej piwnicznej szafie na niepotrzebną już odzież. Natychmiast po powrocie do domu upychał je w plastikowym worku i wystawiał na ulicę w pojemniku na śmieci. Pozbywał się w ten sposób jednego z możliwych obciążających dowodów.

 

Bywało również tak, że miał w samochodzie jakieś akcesoria pomocne w podszywaniu się pod ludzi wzbudzających zaufanie, przed którymi właściciele domów, a zwłaszcza kobiety, bez wahania otwierają drzwi. Miał latarkę, torbę z narzędziami i kask naprawiacza telefonów.

 

Piwniczne misteria

List pozostawiony na stole kobiety, której nie zastał w domu, był na długo ostatnim sygnałem od mordercy, dziwnym punktem zwrotnym w jego postępowaniu.  BTK zamilkł, przestał mordować, jakby ostatecznie zmył krew z rąk i zaczął prowadzić normalne, stateczne życie. Tak zresztą się stało, bo morderca wycofał się z akcji, koncentrując się na pracy, nadzwyczaj udanym życiu rodzinnym i zajęciach społecznika. Ciągnęło jednak wilka do lasu. Nadal nie tracił okazji, by na marginesie codziennych zajęć patrolować swój „rejon łowiecki”, wypatrując miejsc, gdzie żyją jego przyszłe ofiary. A w czasie wolnym od natłoku zajęć zbiegał w pośpiechu po schodach w swe piwniczne zaklęte rejony, gdzie gasił podniecenie wpatrując się w fotografie dokumentujące agonię zamordowanych kobiet.

Tam, w piwnicy, BTK tworzył swój hermetycznie zamknięty świat i coraz głębiej wchodził w bagno perwersyjnych fantazji. W świecie tym nie zrywał emocjonalnego i fizycznego kontaktu ze swymi ofiarami i aby maksymalnie uwiarygodnić ich fikcyjną już egzystencję, wyznaczył im konkretne role. Jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu mieli mu służyć i zawsze spełniać jego zachcianki. Joseph Otero otrzymał zadanie szefa prywatnej ochrony. Shirley Vian w tym fikcyjnym świecie została służącą, Kathryn Bright – dziewczyną uwielbiającą seks w więzach, zaś mała Josephine Otero – młodziutką pokojówką.

W tej grze wyobraźni BTK również dla siebie znalazł rolę do spełnienia. W konflikcie ze społeczeństwem wyznaczył sobie rolę szlachetnego mściciela. Gdy wypełniał swą wyobraźnię obrazem strzelaniny do brata Kathryn Bright, widział siebie w roli Johna Wayne’a, pacyfikującego rozwydrzonych typów spod ciemnej gwiazdy w jakimś miasteczku na Dzikim Zachodzie. Wdzierając się w tweedowym długim płaszczu do domu Shirley Vian, czuł się jak tajny agent James Bond. W kilku dokonanych już i przyszłych morderstwach wcielał się w postać detektywa poszukującego jakiejś pary kryminalistów lub też zwyczajnego technika od naprawy telefonów.

Wyobraźnia podsuwała mu różne karkołomne pomysły gier i zabaw w towarzystwie tylko własnym. Naciągał na siebie skradzioną bieliznę zamordowanych kobiet, krępował sobie sznurami kończyny i wykonywał serię zdjęć aparatem z samowyzwalaczem. Albo zamieniał się w wynalazcę i sporządzał dokładne rysunki techniczne wymyślnych i skomplikowanych urządzeń do torturowania przyszłych ofiar. Jednym z nich była ciasna komora w kształcie trumny, urządzenie nadające się do powolnego, niespiesznego duszenia.

 

Kolejna ofiara

Na normalnym życiu oraz na tych paranoidalnych zajęciach w piwnicznym pokoju, BTK upłynęło całe osiem lat. Ósmą ofiarę miał zabić dopiero 27 kwietnia 1985 roku. W ten wieczór całą zawartość „przybornika mordercy” umieścił w torbie na kręgle. Jego druga natura podpowiadała mu, że już dłużej nie może czekać, toteż zaraz po wyjściu z domu zaczął zachowywać się jak spiskowiec.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze