Mord u Św. Patryka

Sobotni wieczór Angelika miała spędzić pomagając „Patowi McLaughlinowi” w pracy. Ten jako kościelna złota rączka budował wówczas szopę. Jednak, gdy nadarzyła się okazja do spotkania ze znajomym z ubiegłego roku, który na dodatek obiecał jej sesję treningową w klubie golfowym, przeprosiła Pata i pojechała ćwiczyć zamachy. Gdy wróciła zajrzała jeszcze do mężczyzny, by opowiedzieć mu, jak dobrze się bawiła.

W niedzielne popołudnie dziewczyna odszukała Pata. Być może czuła się winna, ponieważ zostawiła go samego dzień wcześniej. Być może chciała po prostu pomóc. Znalazła go w warsztacie, gdzie McLaughlin kończył malować szopę. 23-latka wzięła pędzel i pracowała z nim, zanim mężczyzna nie zarządził przerwy na herbatę. Posiedzieli chwilę w kuchni. Pogadali z kilkoma osobami, które zajrzały tam po mszy i wrócili do warsztatu.

Gdy Angelika przekroczyła próg uderzył ją w tył głowy nogą od stołu. Dziewczyna upadła. Zasłoniła się. Następne uderzenie trafiło w wyciągniętą rękę. Złamało palec. Za nim poszły następne. W sumie siedem mocnych ciosów. Rozbryzgi krwi znalazły się na ścianach i na podłodze. 23-latka przestała się bronić. Oprawca związał ją i zakneblował. Zgwałcił. Gdy ocknęła się i próbowała bronić – zaczął dźgać. Uderzył ją nożem aż 19 razy.

Po wszystkim ukrył ciało. Zawinął je w plastikową folię i przeciągnął do kościoła. Tam w okolicy konfesjonału znajdowała się piwniczka, która zapewniała dostęp do rur z wodą. Wiedziały o niej jedynie sprzątaczki oraz „złota rączka”.

McLaughlin wrzucił tam zwłoki swojej ofiary. Przykrył je folią. Pozbył się też spodni, które zakrwawił w czasie zbrodni. Dzięki temu mógł liczyć, że zanim ktoś znajdzie jej ciało minie co najmniej kilka dni.

Następnego dnia na plebanii pojawił się zaniepokojony kochanek dziewczyny. W niedzielę, kiedy byli umówieni, próbował zadzwonić do niej 18 razy. Bez powodzenia. Kolejne 20 następnego dnia. W końcu skontaktował się z siostrą 23-latki. Razem sprawdzili pokój, w którym mieszkała Angelika. Wszystko było na miejscu: komputer, bilety do Gdańska, paszport i pieniądze. Wystraszeni zawiadomili policję. Do kościoła przyjechali funkcjonariusze. Przepytali wszystkich obecnych. W tym Pata McLaughlina. Przeszukali – bez powodzenia – teren. We wtorek rano „złota rączka” spakował swój skromny dobytek i zniknął z plebanii. W tym samym czasie Martin MacAskill i siostra dziewczyny szukali 23-latki. Pomagała im nawet żona 40-letniego kochanka Angeliki.

Kilka dni później na terenie kościoła znaleziono zakrwawioną nogę od stołu i ukryte w koszu na śmieci dżinsy. Technicy kryminalistyczni trafili też na piwniczkę, w której znaleźli nóż i ciało studentki. A także DNA oraz odciski palców napastnika. Wszystko wskazywało, że zabójcą był zaginiony Pat McLaughlin. Policja zaczęła go intensywnie szukać. Między innymi media opublikowały zdjęcia mężczyzny. Wkrótce zgłosiła się kobieta, która znała mężczyznę z fotografii. Twierdziła jednak, że jej przedstawiał się innym nazwiskiem: Peter Tobin.

Policyjna kartoteka ujawniła, że chodzi o skazanego przestępcę seksualnego, który od ponad roku był poszukiwany, ponieważ nie poinformował komisariatu o zmianie adresu. Chciano go też przesłuchać w związku z donosami mówiącymi, że utrzymuje kontakty z nieletnimi dziewczętami.

 

Atak serca Jamesa Kelly’ego

Peter Tobin nie pierwszy raz ukrywał się przed policją. Wiedział co robić. Na początek wybrał sobie nowy pseudonim: miał przedstawiać się jako James Kelly. Pojechał do Londynu. Tam spróbował sztuczki, z której korzystał już wcześniej. Kiedy skończyły mu się pieniądze i nie miał gdzie się podziać zgłosił się do szpitala. I to nie byle jakiego. Wybrał jeden z najlepszych ośrodków neruologii w Europie: National Neurology and Neurosurgery Hospital.

Takie zachowanie bywało skuteczne wcześniej, bo Tobin robił to nie pierwszy raz. Jednak 60-latek nigdy wcześniej nie był jednym z najbardziej – o ile nie był na tej liście pierwszy – poszukiwanych przestępców w Wielkiej Brytanii. Dlatego pojawiły się jego zdjęcia na pierwszych stronach gazet, materiały w telewizji i internecie oraz nagłaśniane apele policji. Szanse, że nikt go nie rozpozna były niewielkie.

W szpitalu skarżył się na bóle w klatce piersiowej i osłabienie lewej strony ciała. Przeprowadzone testy wykluczyły jednak zawał serca – a to właśnie chciał symulować Tobin. Jednocześnie coś w nim i jego zachowaniu zaniepokoiło lekarza. Może było to oczywiste udawanie? Lub unikanie kontaktu wzrokowego? A może po prostu przeprowadzający badanie widział jego twarz wcześniej w telewizji lub gazecie? W każdym razie szpital zawiadomił policję, która wysłała na miejsce jednego z funkcjonariuszy. Ten udając pielęgniarza wszedł do pokoju i dokładnie przyjrzał się „panu Kelly’emu”. Wyszedł. Wrócił i zapytał: Czy pan Peter Tobin? – Tak. Szukaliście mnie – usłyszał w odpowiedzi.

Sprawa trafiła do sądu w Edynburgu. Mimo oczywistych dowodów sprawca nie przyznał się do winy.

Twierdził, że owszem uprawiał seks z Angeliką, ale wszystko odbyło się za jej zgodą i nie może być mowy, ani o morderstwie, ani o gwałcie. Ława przysięgłych nie uwierzyła.

Uznano, że Tobin jest winny. Wyrok: dożywocie z możliwością starania się o przedterminowe zwolnienie po 21 latach.

Proboszcz Świętego Patryka także został ukarany: za obrazę sądu nakazano mu przeznaczyć 100 godzin na pracę dla lokalnej społeczności. Ksiądz chcąc ukryć swój romans z 23-letnią studentką plątał się w zeznaniach wprowadzając w błąd sędziego.

 

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]