Do zaginięcia 47-letniego Gilberta Gilmana doszło 24 czerwca 2004 roku w Parku Narodowym Olympic. Teren ten jest jednym z najczęściej odwiedzanych takich rejonów w Stanach Zjednoczonych. Skaliste góry, porośnięte kilkusetletnimi lasami, otaczają  liczne jeziora i rzeki. Mnóstwo tu dzikich terenów, które o każdej porze roku przyciągają amatorów dziewiczej przyrody.

Gilman był twardym mężczyzną. Dużo przeszedł w życiu, i nie poddawał się zwykłym, codziennym problemom. Był spadochroniarzem armii amerykańskiej, pełnił służbę w Panamie, Afryce Wschodniej i Izraelu. Ukończył kilka renomowanych uczelni, zarówno w USA jak i w Europie Zachodniej. Biegle władał językiem arabskim, rosyjskim i chińskim. Z wykształcenia był ekonomistą, swego czasu pracował jako ekspert Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ostatnio zatrudniony był jako zastępca dyrektora w jednym z zakładów emerytalnych. Był umówiony ze swoimi szefami na 25 czerwca w siedzibie firmy. Mieli rozmawiać na ważne, służbowe tematy. Nie pojawił się na spotkaniu i nikogo nie uprzedził o swojej nieobecności.

Takie zachowanie było do niego zupełnie niepodobne. Do tej pory dał się poznać jako wyjątkowo sumienny i zdyscyplinowany pracownik, co w branży finansowej ma olbrzymie znaczenie. Milczał też jego telefon komórkowy. Coś musiało mu się stać! Szybko ustalono, że poprzedniego dnia pojechał do Parku Narodowego Olympic. Samochód Gilmana, pachnący nowością luksusowy Ford Thunderbird Convertible, został znaleziony następnego dnia na jednym z leśnych parkingów. Pojazd był otwarty, znaleziono w nim kilka rzeczy osobistych Gilmana. Rozpoczęły się wielkie poszukiwania zaginionego mężczyzny.

Tak nie ubiera się człowiek, który ma zamiar chodzić po górach

Ostatnim człowiekiem, który widział Gilberta Gilmana, był jeden ze strażników Parku, Sanny Lustig. – Był akurat przy swoim samochodzie, w którym grała muzyka. Była zbyt głośna, więc poprosiłem, by ściszył radio. Bez dyskusji spełnił moją prośbę. Mężczyzna miał przy sobie jedynie aparat fotograficzny, na pewno nie miał plecaka. Odniosłem wrażenie, że wybiera się na krótki spacer, by zrobić kilka zdjęć, a na pewno nie na kilkugodzinną wędrówkę. Ubrany był w jasnozieloną koszulę w stylu hawajskim, spodenki w kolorze moro. Na nogach miał klapki. Tak nie ubiera się człowiek, który ma zamiar chodzić po górach.

Grupa kilkunastu przyjaciół i wynajęci przez nich prywatni detektywi spędzili dziesięć dni w parku, szukając jakiegokolwiek śladu po zaginionym mężczyźnie. Penetrowali pobliskie szlaki i grzbiety górskie, w tym strome, skaliste wzgórza, gęsty las, kilka kilometrów pobliskiej rzeki. W poszukiwaniach wykorzystano specjalnie tresowane psy wyspecjalizowane w ujawnianiu ludzkich zwłok, samolot wyposażony w kamerę termowizyjną. Wszystko na nic. Po 10 dniach bezowocnych poszukiwań został uznany za zaginionego.

Matka Gilberta nigdy się z tym nie pogodziła. – Trudno sobie wyobrazić, że ktoś może tak po prostu zniknąć bez śladu, tak jakby rozpłynął się w powietrzu – powtarza od lat. Mój syn jest zbyt odpowiedzialnym człowiekiem, aby podejrzewać go o jakiekolwiek nierozsądne zachowania. Był inteligentny, dużo podróżował, kochał góry, którym poświęcał każdą wolną chwilę…

Co zatem stało się z Gilbertem Gilmanem tego dnia, kiedy robił zdjęcia w Parku Narodowym Olympic? Bezpośrednio po jego zaginięciu policja nie potrafiła podać ani jednej wiarygodnej wersji tłumaczącej jego zaginięcie. Pozostawały domysły i snucie hipotez… ale i to nie było łatwe. Nieprawdopodobne wydawało się, aby Gilman, były komandos, zboczył z oznakowanego szlaku turystycznego albo spadł w przepaść w okolicy, która przystosowana jest nawet dla tzw. niedzielnych turystów. Był zbyt dobrze przygotowany do takich wędrówek. W samochodzie Gilmana pozostały okulary mężczyzny cierpiącego na poważną wadę wzroku. Dlaczego ich nie zabrał, wychodząc z pojazdu? Bez nich praktycznie nic nie widział, a spacer po górskich szlakach był szaleństwem. Takie nieodpowiedzialne zachowanie zupełnie nie pasowało do tego poważnego mężczyzny.

Z biegiem lat pojawiały się różne, niekiedy wręcz nieprawdopodobne hipotezy. Jedna z nich zakładała, że  Gilman pracował wcześniej nad ściśle tajnymi zadaniami wywiadu wojskowego, a potwierdzeniem tej hipotezy miał być fakt, że prowadził wyjątkowo tajemnicze życie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze