Namierzeni

 Te dwa zabójstwa bardzo szybko, bo raptem po kilku godzinach, zostały ze sobą powiązane. Do wszystkich jednostek w kraju wysłano polecenia wytypowania sprawcy. Komendant z Konstantynowa też stanął przed takim zadaniem. Okazało się, że jedną z osób przez niego wskazanych był Janusz Dębiński.

– W jego mieszkaniu znaleźliśmy przyrządy do montowania „samodziałów”, książkę „Mein Kampf”, swastyki i hasła rodem z organizacji podziemnej. To utwierdziło nas w przekonaniu, że to oni mogą być sprawcami tego zabójstwa – opowiadał funkcjonariusz MO. Chociaż i tak najważniejsze było to, że żona zamordowanego stolarza rozpoznała ich na zdjęciach.

Fotografie obu morderców pojawiły się w prasie. Policja wiedziała, kto dopuścił się zamordowania dwóch mężczyzn.

Niestety nie było wiadomo, gdzie ukrywali się podejrzani. Zarządzono ogólnokrajową akcję poszukiwawczą. W gazetach pojawiły się artykuły, w których policja apelowała do społeczeństwa: Jeśli dostrzegłeś niebezpiecznych przestępców – poinformuj natychmiast Milicję Obywatelską.

Presja była ogromna. Obawiano się niebezpiecznych, zdesperowanych i uzbrojonych morderców.

– Te obydwa zabójstwa wydawały się irracjonalne. Początkowo nie znaliśmy ich motywu. Obawialiśmy się, że jeśli szybko ich nie złapiemy, będą wybierać kolejne przypadkowe ofiary i siać wśród Polaków strach i śmierć – wspomina milicjant pracujący przy sprawie.

Tymczasem mordercy siedzieli w pociągu relacji Jelenia Góra – Opole. Na stacji w Wałbrzychu do przedziału wsiadł młody milicjant. Doskonale znał rysopisy poszukiwanych mężczyzn. Tylko spojrzał na współtowarzyszy podróży i od razu wiedział, z kim ma do czynienia.

– Cały czas intensywnie myślałem, kiedy najlepiej ich zatrzymać – relacjonował tamten dzień milicjant. – Pociąg wtoczył się właśnie na stację w Jaworzynie Śląskiej. Kazałem im spokojnie wychodzić i powiedziałem, że są aresztowani.

Na peronie panowało zamieszanie i tłok. Wystarczyła chwila, a sprytny Feder szarpnął się i zniknął w tłumie. Zatrzymano go dopiero sześć dni później we wsi Tarnowa koło Świdnicy, kiedy zmęczony i głodny zapukał do drzwi jednego z domów, prosząc o jedzenie.

 

Droga na Zachód

 Dębinski i Feder zgodnie wyjaśniali, że chcieli uciec do RFN. Planowali przedrzeć się przez czeską granicę, ale potrzebowali samochodu. Dlatego napadli na taksówkarza. On jednak, ku ich zaskoczeniu, zaczął się bronić. Dlatego go zastrzelili.

Mimo iż nie zdobyli auta, nie zrezygnowali ze swoich planów. Do ich realizacji potrzebne były pieniądze na drogę, dlatego zapukali do drzwi stolarza. Ten jednak nie przestraszył się wycelowanej w siebie broni i nie zamierzał oddawać im swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Dlatego go zastrzelili.

Czy mieli zadatki na morderców? Dlaczego ukradli samochód i planowali nim podróż, skoro żaden z nich nie potrafił prowadzić?

Konstanty Feder, rocznik 1954. Skończył 6 klas szkoły podstawowej. Pochodził z rozbitej rodziny. Ociec nie stronił od kieliszka. Często podnosił rękę na żonę i dzieci.

Janusz Dębiński, rocznik 1953. Skończył szkołę podstawową. Jego rodzice się rozwiedli.

Obaj pochodzili z Konstantynowa, w którym niewiele się działo. Nie mieli specjalnych zainteresowań. Nie ciągnęło ich do nauki, nie ekscytował ich też sport. Dębiński marzył o założeniu tajnej organizacji i interesował się bronią. Właściwie to była jego jedyna pasja.

– Dla mnie to było najlepsze dziecko – zeznawała podczas procesu matka Dębińskiego. – Kiedy mąż mnie bił, on na siebie brał uderzenia i kopniaki. Gdy mąż odszedł, poszedł do pracy, aby mi pomóc.

Dębiński i młodszy o rok Feder przyjaźnili się. Łączyło ich zmęczenie nudą, jaką wiało w Konstantynowie i podobna sytuacja rodzinna. Feder chętnie słuchał wizji Dębińskiego o utworzeniu podziemnej organizacji. Chciał być jej członkiem. Jednak kiedy rozpoczął się proces, po przyjaźni zostało jedynie wspomnienie…

Feder i Dębiński uznali, że „podzielą się” ofiarami. Każdy z nich miał przyznać się do zastrzelenia jednego mężczyzny. Tak też się stało, ale w listopadzie 1972 roku Dębiński niespodziewanie zmienił swoje wyjaśnienia: – Nic nie zrobiłem, aby zapobiec zbrodni, ale to nie ja strzelałem, tylko Feder.

Żona zamordowanego stolarza zeznała, że „mózgiem” operacji był zdecydowanie Dębiński. To on miał żądać pieniędzy i przeszukiwać mieszkanie. To on ją skrępował i ściągnął z palca ślubną obrączkę. To do niego Feder zwracał się „poruczniku Śmigły”…

– Feder zachował się tak, jak ustalili, ale kiedy zorientował się, że „przyjaciel” chce go wrobić, szybko się obudził – wspominał sprawę obrońca Konstantego Federa. – Uratowało go tylko to, że według Kodeksu karnego był młodociany. A na młodocianych nie wolno było wykonywać wyroków śmierci…

 

Sąd wnikliwie przyjrzał się poczynaniom młodych mężczyzn. Okazało się, że nie byli aniołkami. W 1971 roku usiłowali dokonać napadu rabunkowego na Urząd Pocztowy w Konstantynowie. Sceneria napadu miała wszystkie cechy bandyckiej klasyki. Napadł nie wyszedł, jednak oni nie zrazili się i wkrótce okradli prywatne mieszkanie. Lista ich poczynań była dość długa: włamania, kradzież, szantaż, nielegalne posiadanie broni, aż wreszcie morderstwo dwóch osób.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]