Rzecznik Nadleśnictwa Daleszyce Tomasz Stachera podkreśla w rozmowie z reporterem RMF FM, że najważniejsza rada dotyczy tego, aby na grzyby nie chodzić samemu. Jeśli ktokolwiek zauważy niepokojącą sytuację, powinien poinformować o tym straż leśną albo policję.

Sprzedawcy grzybów przyznają, że za kosz prawdziwków czy rydzów w skupie można teraz dostać kilkadziesiąt złotych.

Informacje o krążących po lasach amatorach cudzych grzybów pojawiają się na forach internetowych mieszkańców Daleszyc, Łagowa i Bielin w województwie świętokrzyskim i Smerekowca w powiecie gorlickim w Małopolsce.

Leśniczy uspokajają, że w czasie weekendu nikt nie zgłosił się w tej sprawie na policję.

„Docierają do nas niepokojące doniesienia jakoby w lasach na terenie naszej jednostki grasowała grupa strasząca i odbierająca zbiory grzybów. Informujemy, że doniesienia te docierają do nas drogą nieformalną i nie mamy potwierdzonego przypadku takich wydarzeń. Jeśli macie Państwo wiarygodne informacje o tego typu praktykach lub jeśli padliście ofiarą takiego ataku bardzo gorąco apelujemy o informowanie nas oraz działającej przy naszym nadleśnictwie jednostce Straży Leśnej, a przede wszystkim policji. Lasy są naszym wspólnym dobrem, otwartym dla wszystkich, w których każdy może zbierać płody runa leśnego. Jedynym wyjątkiem są obszary wyłączone z użytkowania przez ustawy o lasach i ochronie przyrody, a także objęte czasowym zakazem wstępu do lasu, o czym zawsze informujemy” – czytamy na profilu Nadleśnictwa Daleszyce na Facebooku.

„Podobno to jest prawda, to może być dobry sposób na zysk dla tych ludzi. Współczuję tym, którzy zbierają i im są zabierane te grzyby. To nie jest lekka sprawa zebrać grzyby. To nie tylko spacerek, pochodzić, poschylać się, to zajmuje czas i energię. Wczoraj byliśmy w lesie na grzybach, zebranie kilograma prawdziwków zajęło dwie godziny, bo prawdziwki się już kończą. Łatwiej jest z maślakami, bo maślaków jest więcej” – mówią grzybiarze.

Źródła: www.fakty.interia.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze