Grupa z twarzą

 Czterdzieści lat od premiery pierwszego odcinka serialu „07 zgłoś się” („Major opóźnia akcję”) to wystarczający czas na weryfikację założeń serialu. Bronisław Cieślak, filmowy porucznik Borewicz, wspominał, że reżyser Krzysztof Szmagier (wcześniej dokumentalista), odznaczał się niebywałym słuchem w odbiorze rzeczywistości. W 1976 roku zapowiadał, że „07 zgłoś się” będzie to: „Przekrojowy obraz środowiska przestępczego. Każdy odcinek ukazuje inną grupę marginesu społecznego. Wielkomiejskie tło jest elementem łączącym poszczególne odcinki. W każdym filmie spotkamy tę samą grupę dochodzeniową prowadzącą śledztwo”.

Wiemy już, że grupa śledczych miała twarz porucznika Borewicza. Z ekranu padają nawet sugestie, dotyczące „rysopisu” głównego bohatera:

Musi pan pracować nad swoją twarzą. Jest zbyt uczciwa.

Raczej nie wygląda pan na myśliciela, ale na boksera.(…) I to kiepskiego, bo panu nos rozkwasili.

Wiemy też, że Borewicz nie miesza się do polityki. Woli łapać przestępców i uwodzić kobiety. Na obydwu tych frontach odnosi sukcesy.

Wprawdzie w odniesieniu do kobiet zaznacza czasami, że „z obcymi nie pije”, ale zazwyczaj szybko przestają one być obce… Porucznik traktuje seks instrumentalnie i prawie w każdym odcinku ma nową partnerkę. W ich rolach zresztą obsadzane były powabne aktorki, co bez wątpienia przydało serialowi popularności. Borewicz jest przy tym pracoholikiem. Czasami poświęca się, ale nie uznaje sentymentów. Jeśli zachodzi taka potrzeba, to wspólna randka, nawet zakończona pod kołdrą, nie zwalnia od aresztowania partnerki.

Podobną satysfakcję przynosi służba ku chwale ojczyzny. Właściwie tylko w jednym odcinku porucznik bliski jest porażki. Motywuje go jednak zwierzchnik, major Wołczyk:

Gorzko smakuje taki pierwszy wniosek o umorzenie…

Borewicz bierze się więc w garść i dopada bandytów. Niekiedy, mimo zawodowych sukcesów, ma zwykłe, ludzkie poczucie porażki. Stać go wówczas na refleksję:

Znam całą prawdę i właściwie komu ona przyniesie szczęście?

 

Typy z marginesu

Zadania ma niełatwe. Już w pierwszym odcinku, działając incognito, zajmuje się ściąganiem długów, wymuszeniami, ustawianiem krnąbrnych gangsterów z Wybrzeża (m.in. w Sopocie). Tematami kolejnych odcinków są m.in.: napady na sklepy jubilerskie w Warszawie, kradzieże samochodów, rodzinne szantaże, zabójstwa, przemyt cennych dzieł sztuki i kulisy ich sprzedaży za granicą, przestępstwa gospodarcze, handel walutą, samochodami i fałszywym złotem, zastraszanie osób prowadzących nielegalne interesy, przemyt narkotyków, ucieczki na Zachód.

Większość z nich zapewne była tematem prawdziwych odpraw w komendach milicji, a następnie działań operacyjnych. Niektóre historie przedstawione w filmie zdają się być jednak mało prawdopodobne. Na przykład w odcinku „Hieny” porucznik Borewicz wpada na trop kobiety oraz jej wspólnika z Londynu, którzy w trumnach ze zwłokami przemycali do Polski złote monety i sprzedawali je za dolary.

Inne odcinki, jak „Wagon pocztowy”, choć bliskie życia, mogą dzisiejszego widza ubawić np. realiami gastronomicznymi. Oto trzej konwojenci pocztowi zostali uśpieni środkiem nasennym dodanym do piwa. Wydaje się, że mógł to zrobić jeden z nich, w zmowie mógł być wózkarz, który przywiózł piwo, a także steward, który zaniósł je do wagonu. Decydujący jest rodzaj piwa – w pociągu było dostępne tylko piwo marki „Okocim”, zaś środek podano w „Żywcu”. Wreszcie wychodzi na jaw, że jeden z konwojentów najpierw wypił piwo niezatrute, ukradł pieniądze i schował je pod podłogą, a potem wypił piwo zatrute. Na podstawie piwnej analizy Borewicz zastawia pułapkę i aresztuje sprawcę, który z pozostawionego celowo na bocznicy wagonu zamierza zabrać ukryte pieniądze.

Są też odcinki, których akcję można by z powodzeniem osadzić w dzisiejszych realiach i nakręcić świetny – już nie milicyjny, a policyjny – thriller. Choćby ten po tytułem: „Morderca działa nocą”, o seryjnych zabójstwach. Ale są i takie, których aktualność została „wygumkowana” przez nowe realia polityczne i gospodarcze. Dziś nikt nie musi porywać samolotu, żeby przedostać się na Zachód. Wówczas był to temat na czasie. W odcinku „Bilet do Frankfurtu”, jeden z pokazanych samolotów, Antonow An-24 o numerze bocznym SP-LTI, rzeczywiście został uprowadzony trzy lata wcześniej (21 lipca 1981 roku, w trakcie lotu z Katowic do Gdańska). Na żądanie porywacza, samolot lądował na lotnisku Berlin-Tempelhof w Berlinie Zachodnim.

Można się pokusić o stwierdzenie, że w latach 1976-1987 zaprzestanie kręcenia filmów z porucznikiem Borewiczem byłoby ciężkim przestępstwem gospodarczym.

Nastały jednak inne czasy. Po roku 1989 twórcy nie musieli już płacić ideologicznych serwitutów ani ocieplać wizerunku milicji (od 1990 roku policji). Zresztą w jednym z odcinków sam Borewicz przejęzyczył się i powiedział o sobie policjant zamiast milicjant…

Anna Jagodzińska

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze