Duchy najczęściej nawiedzają zamki lub opuszczone budynki. Stąd też wniosek, że lubią ustronne miejsca. Tymczasem w Toruniu rozgościła się wyjątkowo towarzyska zjawa.

Można ją spotkać w samym centrum Torunia, przy ulicy Szerokiej 35. Pod tym adresem znajduje się kamienica, którą w połowie XIX wieku wydzierżawił od miasta pewien kowal – Carl Benjamin Dietrich. Razem z kilkoma czeladnikami produkował tam gwoździe. Z czasem zaczął robić także okucia do drzwi.

Firma prosperowała całkiem dobrze do czasu, kiedy na rynku pojawiły się gwoździe produkowane masowo. Wówczas Carl Dietrich zajął się nie tylko produkcją, ale także handlem detalicznym swoich wyrobów. W 1858 roku, w rodzinnym biznesie, zaczął mu pomagać najstarszy syn, 15-letni Emil. Chłopak solidnie wywiązywał się ze swoich obowiązków. W okolicy znany był z sumienności i pracowitości. Z warsztatu prawie nie wychodził. Czasem opowiadał, że nawiedzają go duchy… kóz wychodzących ze ścian. Tak nietypowe zjawy tłumaczył historią miejsca, gdzie znajdował się warsztat. Kiedyś bowiem na jego zapleczu działała rzeźnia.

Pracowitość i wyrzeczenia sprawiły, że rodzinne przedsiębiorstwo zaczęło coraz lepiej funkcjonować. Po pewnym czasie, w 1903 roku, powołano spółkę, w skład której weszły dwa zamiejscowe przedsiębiorstwa handlowe i hurtowe. Przeobrażenie zaowocowało stale zwyżkującymi obrotami.

Niestety, przyszedł czas, że Emil Dietrich musiał wyjechać. Zmarł w Berlinie w 1931 roku. Do ostatnich chwil myślał o rodzinnym Toruniu. Podobno jego duch do dzisiaj chodzi po mieście i czuwa nad kamienicą przy ulicy Szerokiej, gdzie obecnie znajduje się sklep. Niektórzy pracownicy doświadczyli jego obecności, słyszeli kroki i odgłos upuszczanych gwoździ. Jednak Emil Dietrich nie chce nikogo straszyć, raczej po gospodarsku dogląda spraw, zamyka niedomknięte drzwi czy przesuwa leżące w nieładzie przedmioty.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze