Niewieścin to wieś o bogatej tradycji, położona około 30 km od Bydgoszczy. To właśnie tam, na początku lat 80. XX wieku, postanowili osiedlić się państwo M.

Kupili gospodarstwo od mężczyzny o imieniu Jan, który po sfinalizowaniu transakcji miał się ze sprzedanego domu wyprowadzić. Wyprowadziła się jednak tylko jego żona z dziećmi, jako że pan Jan wkrótce po zawarciu umowy sprzedaży zmarł niespodziewanie na zawał serca, w swoim ulubionym fotelu zresztą.

Przez kilkanaście lat w domu nie działo się nic niepokojącego. Życie gospodarzy zmieniło się jednak w 1999 roku, kiedy to nagle zaczęły się dziać niewytłumaczalne rzeczy. Małżeństwo z dwójką synów przeżywało ciężkie chwile. W nocy „coś” zaciskało palce na ich szyjach, a niemal każdego dnia widywali cień ducha, przechadzającego się po domu i gospodarstwie. Słychać było także tajemnicze dźwięki odgłosy, a telewizor czy pralka same się włączały.

Zdaniem gospodarzy był to duch byłego właściciela posesji, Jana, jako że najczęściej widywany był w pokoju, w którym zmarł. Właściciele nie wiedzieli, jak poradzić sobie ze zjawą. Próbowali modlić się, ale wtedy upiór robił się jeszcze bardziej aktywny. Zdesperowany i zdenerwowany sytuacją pan M., postanowił wystraszyć ducha pistoletem-straszakiem. Kiedy tylko słyszał dziwne odgłosy lub widział cień – strzelał. Przestał kiedy pewnego razu obudził się z uczuciem, że… ktoś przykłada mu lufę do skroni!

Sytuacja zrobiła się dość nerwowa. Duch najbardziej nękał żonę pana M. oraz ich najmłodszego syna. Czemu darował najstarszemu dziecku, państwo M. dowiedzieli się dopiero po jakimś czasie. Otóż gospodarkę przepisali na starszego syna, a duch pana Jana najwyraźniej wyznawał zasadę, że gospodarzowi życia się nie uprzykrza. Wracając jednak do działalności ducha – małżeństwo wielokrotnie miało wrażenie, że w ich łożu „gości” ktoś trzeci. Obecności upiora nie mogły też znieść zwierzęta. Psy wyły i skomlały. Doszło do tego, że gospodarze przestali przyjmować gości. Zresztą rodzina nie paliła się do goszczenia w nawiedzonym domu, nie wspominając o nocowaniu kogokolwiek.

Właściciele rozważali sprzedaż siedliska, ale wieść o dziejących się tam dziwnych zjawiskach rozeszła się lotem błyskawicy i nie było chętnych na zakup. Państwo M. wszędzie szukali pomocy – u świeckich i duchownych specjalistów, zajmujących się złymi mocami. Ksiądz odprawiał w domu msze i święcił obejście. Wszystko bez skutku. Dopiero pewna egzorcystka wyprowadziła ducha z gospodarstwa. Czy na stałe?

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze