To była niedziela, ostatni dzień ferii zimowych. Należący do zielonogórskiego PKS-u jelcz 043 jechał trasą Słubice-Zielona Góra. Około godziny 20, w Osiecznicy (niedaleko Krosna Odrzańskiego) zderzył się z ciężarówką.

Jadący z przeciwka KrAZ-255B, wiozący składany most pontonowy, prowadził młody radziecki szeregowy – żołnierz jednostki Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej stacjonującej w Szprotawie. Był trzeźwy. W wyniku zderzenia jelcz, wiozący głównie młodzież, został niemal rozcięty na pół – elementem mostu pontonowego. Zginęło wówczas 15 osób (w tym jedna, której tożsamości nie ujawniono, zmarła w szpitalu), chociaż w niektórych relacjach jest mowa o 17 ofiarach. 14 osób zostało poważnie okaleczonych, tracąc w wypadku nogi lub ręce. O godzinie 20.30 na miejscu były dwa dźwigi, milicja, wojsko i lekarze. Dźwigi unosiły autobus i wówczas można było wyciągnąć uwięzionych rannych.

Z protokołu milicyjnego: „Lewa strona rozpruta na całej długości, fotele wraz z pasażerami wyrzucone na jezdnię i pobocze… Jelcz uległ całkowitemu zniszczeniu. Część wydartej karoserii znajduje się na lewym pontonie przewożonym przez radziecki samochód. Kraz również się wywrócił na bok… Nie doznał większych uszkodzeń. Załoga kraza nie odniosła obrażeń”.

Przybyli na miejsce ratownicy nie wierzyli w to, co ujrzeli: ciała i kończyny były porozrzucane w promieniu kilkunastu metrów.

Pierwsze informacje na temat liczby poszkodowanych były zawyżone za sprawą stanu szczątków rannych i zabitych. Informowano o 24 ofiarach śmiertelnych. Pod koniec akcji ratunkowej, około godziny 3.30 w nocy liczba ta została skorygowana do 17 osób. Ostateczna liczba zabitych została potwierdzona dopiero w południe następnego dnia po wypadku, kiedy do prosektorium w Zielonej Górze trafiły wszystkie ludzkie szczątki zebrane w miejscu katastrofy. Ruch na trasie przywrócono dopiero 23 stycznia o godzinie 18.

Ofiar czy poszkodowanych byłoby prawdopodobnie więcej, ale kierowca nie zatrzymał się na przystanku w Osiecznicy, mimo że stali na nim ludzie. Prawdopodobnie pomstowali na kierowcę autobusu, ale później mogli mu tylko dziękować… Dlaczego doszło do wypadku? Była zima, ale warunki drogowe całkiem niezłe. Śnieg zalegał jedynie na poboczach. 21-letni kierowca ciężarówki zobaczył postać na drodze, chciał ją ominąć i dlatego niespodziewanie przekroczył oś jezdni, zahaczając o autobus. W rzeczywistości okazało się, że to nie był człowiek, tylko słup, którego nie przesunięto na pobocze przy poszerzaniu drogi w tym miejscu.

Wyniki prowadzonego przez parę miesięcy śledztwa nigdy nie zostały opublikowane w środkach masowego przekazu. Same informacje o katastrofie dość oszczędnie pojawiały się w prasie. Sprowadzały się jedynie do krótkich notek. Nie brakowało oczywiście wyrazów współczucia władz wojewódzkich dla rodzin poszkodowanych. Dziennikarz, który pisał wówczas o wypadku, wspomina, że informację o tragedii miał gotową już 23 stycznia rano, ale do późnego popołudnia trwało ustalanie wersji tekstu, który miał ukazać się w gazecie. Oczywiście jej ustaleniem zajmował się Komitet Wojewódzki PZPR, a ostateczna wersja była zatwierdzona przez Wydział Prasy KC PZPR. Ostatecznie dziennikarz mógł napisać tylko o stanie zdrowia rannych i pomocy udzielanej rodzinom ofiar wypadku.

Sprawa z uwagi na wątki międzynarodowe została utajniona.

Jej skutkiem było podpisanie porozumienia między PRL i ZSRR, aby wszystkie pojazdy Armii Czerwonej poruszały się po terenie Polski poprzedzane samochodami pilotami. Kierowca autobusu cudem przeżył, ale stał się kaleką – stracił lewą rękę. Natomiast kierowca ciężarówki został skazany na karę 8 lat ciężkich robót i pozbawiony prawa jazdy na 5 lat.

Władza robiła wszystko, aby jak najmniej osób dowiedziało o tym, co wydarzyło się w Osiecznicy. Wielu poszkodowanym udało się zamknąć usta odszkodowaniami. Obawiając się o polityczną atmosferę podczas pogrzebów ofiar (przypomnijmy – sprawcą tragedii był Rosjanin), postawiono w stan pogotowia wszystkie jednostki ZOMO w województwie zielonogórskim i część z Poznania. Do ochrony tych uroczystości oddelegowano także 125 funkcjonariuszy SB i 60 milicjantów.

 

25 czerwca 2010 roku w miejscu katastrofy został odsłonięty pomnik upamiętniający wszystkie ofiary.

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze