Syn Tarkowskiego mieszkał na Florydzie. Zrobił karierę, stać go było na posłanie dzieci na uniwersytet. Tarkowski też – jak na polskie warunki – nie mógł narzekać. Miał niewielki zakład. Nikt tak jak on nie potrafił dobrać ram do obrazów.

Nieźle zarabiał, kiedy kolejna fala nowobogackich zamawiała „obraz przodka” do salonu. Teraz zwolnił obroty. Już nie to zdrowie… Z dworca pojechał tramwajem do domu. Drzwi do zakładu były otwarte. „Czyżbym nie zamknął przed wyjazdem?” – zdążył pomyśleć. Przekroczył próg. I stracił przytomność.

***

– Czy oprócz płatków złota zginęło coś jeszcze? Może jakieś obrazy? – dopytywał komisarz Marek Ryński.

To do niego trafiło zgłoszenie o włamaniu do zakładu Tarkowskiego. Jakby innych śledczych nie było w komisariacie… Pech, akurat nie było.

– Kilku płócien i map brakuje, ale dokładnie jeszcze nie sprawdziłem – odpowiedział przybity Bronisław Tarkowski.

Powoli dochodził do siebie. Pracownia była zdemolowana. Sprzęty, obrazy porozrzucane na podłodze. Stary fachowiec zemdlał na widok połamanych ram.

– Najlepsze, sosnowe, z Czech, żadna chińska podróbka. Niechby już zabrali, ale żeby łamać! – nie mógł przeboleć barbarzyństwa złodziei.

– Mówił pan komuś, że wyjeżdża na weekend? Znajomym klientom, może sąsiadom – Ryński szukał punktu zaczepienia.

– Mogłem coś wspomnieć sąsiadom, ale głowy nie dam. Takie piękne ramy połamać…

Ryński zrozumiał, że przedłużanie rozmowy z Tarkowskim niewiele da. Postanowił przepytać sąsiadów. Zaczął od najbliższych.

– Przykro nam z powodu włamania, ale nie mamy pojęcia, kiedy mogło się wydarzyć ani kto się włamał – powiedział Jan Zawodny, zapraszając do środka.

Ryński rzucił okiem na ramy wiszące w korytarzu.

– Zbiera pan mapy?

– Och, mam kilka. Chociaż nie takie cenne jak mapy klientów Tarkowskiego.

Ryński uważnie przyjrzał się kolekcji, zostawił numer telefonu i poprosił o informację, gdyby coś zamknięte. Zadzwonił do następnych. Drzwi otworzyło dwóch młodych ludzi.

– O co chodzi? – zapytał jeden z nich.

– Komisarz Ryński. Ktoś się włamał do zakładu na

parterze. Może zauważyli panowie coś nietypowego,

słyszeli jakieś hałasy?

– Niestety nie. Nie było nas przez weekend. Panu

Tarkowskiemu nic się nie stało? To taki sympatyczny gość…

– Nie było go w domu, ale ktoś połamał ramy i ukradł trochę rzeczy.

– Przykro nam, chętnie pomoglibyśmy, ale nas też nie było w domu. Może sąsiad z parteru coś widział. Często zaglądał do pana Tarkowskiego.

– A co panowie robili w ten weekend?

– Zwykle dorabiamy na czesne, jesteśmy studentami. Ale tym razem pojechaliśmy na ryby.

– A gdzie biorą o tej porze?

– Na Bałtyku. Za niewielkie pieniądze można wynająć kuter i połowić sandacza.

– To musi być fajna przygoda. Też lubię wędkować. Będzie okazja o tym porozmawiać. Oto moja wizytówka. Zapraszam jutro w południe do komisariatu.

 

Dlaczego komisarz Ryński postanowił przesłuchać sąsiadów pana Tarkowskiego?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze