W trakcie ponownego przesłuchania w pomieszczeniach zakładu karnego Robert R. oświadczył, że chce złożyć zeznania przy założeniu wywiązania się przez śledczych z obietnicy zawnioskowania przez prokuratora o nadzwyczajne złagodzenie kary.

 

Skruszony współsprawca

Zeznania Roberta R. rzuciły nowe światło na dotąd nieznane śledczym okoliczności śmierci Haliny Z. oraz kradzieży z jej domu. Robert R. wyjaśnił, że brał udział w napadzie rabunkowym na mieszkanie emerytki. Do udziału w skoku namówił go Henryk M., który dowiedział się o zamożności starszej pani i zaplanował szczegóły skoku.

Do mieszkania emerytki dostali się metodą „na gazwonika”. Sprawcy ubrani byli w stroje robocze, kamizelki fluoroscencyjne z napisem „Gazownia”, dodatkowo mieli duże skórzane torby przewieszane przez ramię. Zadzwonili wideodomofonem około godziny dwudziestej drugiej i zadali jedno kluczowe pytanie, które sprawiło, że emerytka bez wahania otworzyła drzwi i wpuściła ich do środka: „Czy nie czuła Pani dziś wieczorem gazu ulatniającego się z instalacji? Chcieliśmy sprawdzić zawór.” Proste zdanie spowodowało, że trzeźwo myśląca i niewpuszczająca obcych do domu kobieta dobrowolnie otworzyła drzwi i o bardzo dziwnej porze zaprosiła dwóch obcych mężczyzn do mieszkania.

Dalej wszystko odbyło się zgodnie z zaplanowanym scenariuszem. Henryk M. powalił kobietę na podłogę, zakneblował jej usta i skrępował ręce oraz nogi, a następnie założył gumowe rękawiczki. Emerytka krztusiła się i charczała przewracając oczami, więc Henryk M. wpadł na pomysł żeby zamknąć ją w sofie, w pojemniku na pościel. Po opróżnieniu szafek z biżuterii i precjozów, zdjęciu kilku obrazów ze ścian, zabraniu gotówki zgromadzonej w biurku, kasetki z kosztownościami – sprawcy przez nikogo nie niepokojeni opuścili mieszkanie starszej pani. Zdaniem Roberta R. kobieta jeszcze wtedy żyła, gdyż słychać było jej pokasływania dochodzące z wnętrza sofy.

 

Zdrada

Ustalenia dokonane przed skokiem pomiędzy Robertem R. a Henrykiem M. były proste – wszystkim mieli podzielić się po połowie. Jednak po opuszczeniu mieszkania Henryk M., starszy wiekiem i „branżowym” doświadczeniem, stwierdził, że umowa się nie zmienia, ale Robert R. dostanie swoją połowę dopiero po minimum pół roku. Przez ten czas, dopóki sprawa nie przycichnie, żaden z nich nie powinien afiszować się gotówką, ani żaden z antyków nie powinien znaleźć się na wolnym rynku, gdyż każdy taki trop będzie mógł łatwo naprowadzić policję na ślad sprawców.

Robert R. niezadowolony z takim obrotu sprawy, a dodatkowo w tym czasie bez środków do życia, samodzielnie dokonał kolejnego rozboju. Trafił za to  do aresztu tymczasowego, a następnie dostał wyrok, który aktualnie odsiadywał. Jedyną rzeczą, którą udało mu się schować do kieszeni kamizelki w trakcie napadu do mieszkania Haliny Z. (bez wiedzy wspólnika) był dziewiętnastowieczny naszyjnik z pereł. Robert R. wiedział, że nie powinien go na razie sprzedawać, więc ukrył biżuterię u swojej ówczesnej miłości, Aldony B. Ta ostatnia potraktowała naszyjnik, jako swoją własność i chciała go sprzedać za pośrednictwem antykwariatu. Robert R. stwierdził, że nie ma o to pretensji do Aldony B., ale wini ją za to, że go zdradziła. Według słów mężczyzny, po jego aresztowaniu stosunki między dotychczasowymi kochankami uległy gwałtownemu ochłodzeniu. Co więcej, Aldona B. stwierdziła, że nie widzi z nim swojej przyszłości i wreszcie zakochała się „prawdziwie”.

Nowym wybrankiem serca Aldony B. został Henryk M. Mało tego — miłość dodała skrzydeł nowym kochankom i postanowili razem mieć dziecko. Aldona B. w trakcie swojej ostatniej wizyty u Roberta R. w zakładzie karnym była w stanie błogosławionym. Tymczasem przez cały związek z Robertem R. twierdziła, że jest bezpłodna i nigdy nie będzie mogła mieć potomka. Robert R. stwierdził, że nie może wybaczyć kobiecie, którą kochał, że cały czas go oszukiwała i dla pieniędzy związała się z człowiekiem, który go wykorzystał.

 

Rachunek za grzechy

Zeznanie Roberta R. były podstawą do zatrzymania i tymczasowego aresztowania Henryka M. Porównanie pobranych od niego odcisków palców ze śladami linii papilarnych odciśniętych na taśmie izolacyjnej krępującej Henrykę Z., wykazały pełną zgodność. Henryk M. mimo niezaprzeczalnie obciążającego go dowodu stwierdził, że jest niewinny, że został wrobiony w przestępstwo przez zdradzonego kochanka i odmówił składania wyjaśnień.

Sąd okręgowy nie dał wiary twierdzeniom o niewinności Henryka M. i skazał go na karę dwunastu lat pozbawienia wolności. W stosunku do Roberta R. sąd przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary, wymierzając oskarżonemu (już osadzonemu w zakładzie karnym) karę czterech lat pozbawienia wolności. Odpowiedzialności karnej nie uniknęła również, występująca w drugim planie, Aldona B. Za paserstwo sąd skazał ją na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo zawieszając jej wykonanie na okres dwóch lat. Aldona B. nie donosiła ciąży i poroniła.

 

Business is business

Zakochana bizneswoman w trakcie okresu warunkowego zawieszenia kary zachowywała się poprawnie. Co więcej, rozwinęła własną działalność gospodarczą — oprócz drogerii otworzyła salon kosmetyczny i butik z odzieżą. Środki na rozwój nowych przedsięwzięć podobno miały pochodzić z kredytów. Jednakże to Henryk M., według oficjalnych dokumentów rejestrowych, jest udziałowcem spółki prowadzącej sklep odzieżowy i salon kosmetyczny. Kobieta regularnie odwiedza w zakładzie karnym swojego wybranka i jednocześnie partnera biznesowego. Henryk M. w trakcie odbywania orzeczonej kary sprawuje się wzorowo, w zamian korzystając z możliwości tzw. mokrych widzeń ze swoją ukochaną. Aldona B. pochwaliła się swoim przyjaciółkom, że chce sformalizować związek z Henrykiem M. Podpisanie aktu małżeńskiego miałoby mieć miejsce w pomieszczeniach zakładu karnego.

Nigdy nie odnaleziono pieniędzy ani antyków skradzionych z domu Haliny Z.

 

Tomasz Łukaszewicz

 

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]