Związek nabierał rumieńców, kochankowie, od czasu do czasu, zaczęli wspólnie spędzać weekendy. Oczywiście, na tyle, na ile Wojtek mógł oszukać żonę.     

Magda stała na przystanku autobusowym w podwarszawskich Jankach i próbowała złapać stopa w kierunku Warszawy. Autobus uciekł jej sprzed nosa. Nie miała wyjścia, w pracy musiała być o godzinie 9.

Magdalena K. do Warszawy przyjechała mając 19 lat. Pochodziła z Jędrzejowa. Rozpoczęła studia zaoczne na Uniwersytecie Warszawskim. Wybrała stosunki międzynarodowe. W przyszłości chciała pracować w zagranicznej firmie, a może i wyjechać z Polski. Dlatego sumiennie uczyła się angielskiego (biegle posługiwała się niemieckim).

Niestety, marzenia zderzyły się z rzeczywistością. Dziewczyna myślała, że znajomość dwóch języków obcych wystarczy, aby znaleźć dobrą pracę. Niestety bardzo się myliła… I tak wylądowała na infolinii jednej z firm zajmujących się telefonią komórkową, gdzie dziennie odbierała setki telefonów. Plus był taki, że pracowała w dziale, gdzie mogła, a nawet musiała, rozmawiać po angielsku i niemiecku. Dobrze, że chociaż ćwiczyła język. Zarobki jednak były niewielkie i ledwo jej starczało na opłacenie studiów i na jedzenie. Początkowo rodzice pomagali jej, ale po dwóch latach była skazana tylko na siebie. Musiała wyprowadzić się pod Warszawę, gdzie wynajęcie mieszkania było tańsze. Zamieszkała razem z koleżanką w podwarszawskich Jankach. Dziewczyny miały do swojej dyspozycji pokój i kuchnię przy domu jednorodzinnym.

 

***

Magda zdążyła już solidnie zmarznąć, był chłodny luty i mróz bezlitośnie wciskał się za kołnierz kurtki. Po 20 minutach przed zrezygnowaną dziewczyną zatrzymał się Leksus. Kierowca, przystojny czterdziestokilkulatek, zaprosił dziewczynę do środka. Miło się z nim rozmawiało. Niestety trasa skończyła się w okolicy ulicy Hynka, gdzie mężczyzna skręcał (jechał do pracy w zagłębiu „białych kołnierzyków” na ulicę Postępu). Magda natomiast kierowała się w stronę centrum.

Po kilku dniach dziewczyna ponownie spóźniła się na autobus, ponownie łapała stopa i ponownie zatrzymał się przed nią Leksus…

– To może będę cię codziennie zabierał – zaproponował mężczyzna. – Wojtek jestem – dodał.

Od tego dnia przez kolejne dwa miesiące Magda i Wojtek razem jeździli do pracy, z czasem mężczyzna nadkładał drogi i zawoził Magdę do centrum.

Podczas wspólnych dojazdów do pracy zdążyli opowiedzieć sobie wiele rzeczy. Magda, wówczas studentka ostatniego roku, dowiedziała się, że Wojtek ma 45 lat i zajmuje kierownicze stanowisko w jednej z większych firm farmaceutycznych. Od czterech lat mieszka razem z żoną i dwójką dzieci pod Warszawą w Starej Wsi. Mężczyzna jednak regularnie wspominał o złych relacjach ze ślubną połowicą. Ponoć kryzys w małżeństwie trwał już dobre dwa lata.

Wojtek, oczarowany urodą młodej kobiety, chętnie podwoził ją do pracy. Z zachwytem obserwował jej kuszące ciało, które dzięki wiośnie, zaczęła coraz śmielej odsłaniać. Pod koniec kwietnia zaproponował Magdzie spotkanie.

– Co powiesz na wspólny obiad, około 18.00? – zapytał. – Pasuje ci jutro?

Dziewczyna przytaknęła zachwycona, bo Wojtek podobał jej się coraz bardziej.

Biznesmen zaprosił dziewczynę do najdroższej restauracji na warszawskiej Starówce. Ceny w karcie przyprawiały ją o zawroty głowy, ale nie komentowała tego, nie chcąc wyjść na „gęś z prowincji”.

Tego dnia mężczyzna nieśmiało złożył pocałunek na ustach Magdy. Dziewczyna nie oponowała…

Potem były kolejne obiady, kolacje, spacery i oczywiście, wspólne podróże do pracy. Magda nie musiała się nikomu tłumaczyć z popołudniowych wyjść, natomiast Wojciech okłamywał czekającą w domu żonę. Mówił, że ma telekonferencję z USA i dlatego musi dłużej zostać, aby dopasować się do różnicy czasu albo że wychodzi na służbową kolację.

Po kolejnych tygodniach randkowania para zapragnęła poznać się nieco bliżej. Niestety Magda nie mogła zaprosić mężczyzny do siebie, bo mieszkała w jednym pokoju z koleżanką, natomiast sytuacja lokalowa Wojtka była oczywista. Postanowili „zwiedzać” warszawskie hotele. Wojtek imponował jej nie tylko zasobnym portfelem, ale również znajomością muzyki i literatury.

– To moja bratnia dusza! – myślała dziewczyna. – Chciałabym z nim spędzić życie… – snuła fantazje. Dzieląca ich różnica wieku nie była dla niej problemem. Przeszkodą do szczęścia była żona i dzieci ukochanego. Miała nadzieję, że któregoś dnia mężczyzna sam zacznie mówić o rozwodzie.

– Od kilku lat nie potrafimy się dogadać. Właściwie trzymają nas tylko dzieci. Na szczęście dużo pracuję i mało bywam w domu, ale takiej sytuacji zaczynam mieć serdecznie dość – opowiadał Magdzie.

 

***

Związek nabierał rumieńców, kochankowie, od czasu do czasu, zaczęli wspólnie spędzać weekendy. Oczywiście, na tyle, na ile Wojtek mógł oszukać żonę. Bywało, że dziewczyna przyjeżdżała do jego biura. Zamykali się wtedy w gabinecie, bodaj na 15 płomiennych minut…

Atmosfera między kochankami zaczęła się psuć po dobrym ponad roku, kiedy kobieta zaczęła wspominać o wspólnym mieszkaniu.

– Ale ja mam żonę! – odpowiedział Wojciech, wyraźnie zdziwiony propozycją dziewczyny.

– Teraz tak, ale chyba zamierzasz się rozwieść – podsumowała Magda.

Mężczyzna popatrzył uważnie na kochankę. Przeraziła go jej stanowczość, ale w tej chwili zostawił te myśli i szybko przyciągnął do siebie ponętną kobietę. Magda pomyślała: „To dowód, że się rozwiedzie”.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze