Zdecydowali się nie podejmować żadnych działań. Kolega Michała, z zawodu prawnik, poradził im, że w takiej sytuacji najlepszym dla nich rozwiązaniem będzie rozprawa w sądzie. – Jeśli nie zapłacicie tej hurtowni, możecie się w najbliższych tygodniach spodziewać wezwania do sądu – powiedział.

– Ale Robert, to znaczy właściciel hurtowni, nie będzie na nas naciskał. Jest tak samo wkurzony tym idiotyzmem, jak my – Joanna miała wątpliwości. – Możemy razem z nim udać się do sądu i wszystko wyjaśnić? Po co nam rozprawa?

Prawnik stwierdził, że takie działanie, choć niewątpliwie słuszne i logiczne, nic w praktyce by nie dało. Sąd nie może bowiem na takiej podstawie anulować nakazu płatniczego. Po cóż więc robić dodatkowe zamieszanie, które niewątpliwie wpłynęłoby na odwleczenie rozprawy, a tym samym opóźniłoby wyjaśnienie nieporozumienia?

– Chyba masz rację, zrobimy jak radzisz – stwierdzili w końcu Joanna i Michał.

Niestety, kolega Michała nie wspomniał im o ewentualnych konsekwencjach niezastosowania się do sądowego nakazu płatniczego. Albo nie chciał im o tym powiedzieć, albo zapomniał, albo był kiepskim prawnikiem.

Kilkanaście dni później mieli gościa. Był to komornik. Oznajmił zdumionym małżonkom, że wobec tego, iż nie zastosowali się do sądowego nakazu zapłacenia za towar z hurtowni, będą musieli teraz zapłacić jeszcze więcej. Należność za pobrane artykuły spożywcze plus koszty postępowania sądowego i komorniczego. Razem 6 tysięcy złotych. I to najlepiej natychmiast.

Joanna spojrzała na męża, któremu w tym momencie krew odpłynęła z twarzy. Stwierdzili, że nie mają takiej kwoty. A w ogóle to jakieś kosmiczne nieporozumienie, które należałoby wyjaśnić.

– Dlaczego mamy płacić za coś, za co już raz zapłaciliśmy? – spytali naiwnie.

Komornik wzruszył ramionami. Odparł, że on nie jest od wyjaśniania nieporozumień, ale od wykonywania postanowień sądu, po czym przystąpił do swoich czynności. Na poczet rzekomego długu małżonków R. zajął część wyposażenia baru: krajalnicę do frytek, wagę i kasę fiskalną. Wychodząc zaznaczył, że nie żegna się z nimi, bo wkrótce pewnie znowu się tu zjawi. Życzliwie poradził małżonkom, żeby szybko postarali się o pieniądze i spłacili należność. W ten sposób unikną dalszych kłopotów, bo przecież odsetki rosną i mogą ich doprowadzić do bankructwa.

 

* * *

Byli nie tylko zdezorientowani i wzburzeni, ale wystraszeni całą sytuacją. Na własne oczy zobaczyli, że żarty się skończyły. Nigdy nie mieli do czynienia z sądem, ani z komornikiem, nie znali tych wszystkich procedur. Słuchali dobrych rad, które, jak się okazało, wcale nie były takie wspaniałe.

– Chyba jednak musimy zapłacić – stwierdził po pewnym czasie Michał. – Zgadzam się, że ktoś pokpił sprawę, ale innego wyjścia nie widzę. To tak, jak z jazdą na gapę. Możesz się odwoływać od mandatu, uważać, że kontroler się pomylił, ale najpierw musisz zapłacić karę. Tak działa biurokratyczno machina wymiaru sprawiedliwości.

Joanna przyznała mu rację. Problem jednak dopiero w tym momencie się zaczął. Bo naprawdę nie mieli pieniędzy. Prawie wszystkie oszczędności inwestowali w bar, a w dodatku przez ostatnie dwa miesiące odnotowali dość kiepskie obroty. Próbowali szukać pomocy u Roberta R. W końcu dług mieli wobec jego hurtowni, więc z czystej przyzwoitości powinien pożyczyć do czasu wyjaśnienia nieporozumienia. Parokrotnie dzwonili do niego, ale jego komórka nie odpowiadała. Pofatygowali się więc osobiście.

– Szef musiał pilnie wyjechać za granicę – powiedział jeden z pracowników hurtowni. – Nie odbiera komórki? Najprawdopodobniej nie wziął jej ze sobą, bo i my nie możemy się z nim skontaktować. Kiedy wróci? Niestety nie mówił. Proszę zadzwonić za tydzień, albo najlepiej za dwa.

Nie mogli czekać tak długo. Trochę zastanawiający był ten nagły wyjazd i milczenie Roberta, ale przecież takie rzeczy się zdarzają. Nie mieli teraz czasu, żeby to analizować, rozkładać na czynniki pierwsze. Po długich naradach opowiedzieli o wszystkim rodzicom i poprosili ich o pożyczkę. Rodzice Michała wzięli kredyt na 4500 zł. Wręczyli młodym gotówkę, tłumacząc się, że więcej nie udało im się zdobyć.

Michał i Joanna niezwłocznie przekazali tę sumę do hurtowni artykułów spożywczych. Ale – niestety -kłopotów i tak nie uniknęli. Musieli spłacić jeszcze komornika, który co kilka dni ich odwiedzał i plombował kolejne sprzęty barowe. Potrzebowali jeszcze 1500 złotych.

Tym razem uratował ich starszy brat Joanny, biorąc w banku kredyt. Z ulgą przekazali tę sumę komornikowi, przekonani, że na tym nareszcie koniec.

Postanowili, że jak tylko dojdą do siebie po przykrych przeżyciach, zażądają wyjaśnienia pomyłki. I nie będą czekać na rozprawę sądową, bo do tego czasu może będą musieli znaleźć sobie do spania jakiś przytulny kącik pod mostem.

 

* * *

W dalszym ciągu jednak prześladował ich pech. Zanim jeszcze spłacili rzekomy dług, zostali wezwani przez policję na przesłuchanie. Okazało się, że złożono doniesienie o popełnieniu przez Joannę i Michała B. przestępstwa, polegającego na próbie wyłudzenia towarów z hurtowni. Kto na nich doniósł? Ano rzekomy przyjaciel i sojusznik, Robert R.…

– A to świnia! – stwierdził Michał. Nie mogli pojąć, jak mógł to zrobić! Przecież obiecywał pomoc… A może cały ten rzekomy ich dług to także jego sprawka? Przecież to on zyskiwał na tym zamieszaniu. Mógł więc to wszystko zaaranżować.

– Chyba jednak zagalopowaliśmy się – ochłonęła po chwili Joanna. – Owszem, Robert zarobił na nas 4500 zł, ale nakaz wzywający do zapłacenia tej sumy wydał nie on i nie jego szwagier, ale sąd, który nie uwierzyłby mu na słowo, gdyby powiedział, że mamy wobec niego dług. To nie takie proste.

Na komisariacie poczuli się jak bohater powieści „Proces” Franza Kafki. Zostali potraktowani niczym recydywiści, choć nigdy wcześniej nie mieli żadnych problemów z prawem. Pobrano od nich odciski palców, zrobiono zdjęcia do policyjnej kartoteki. Musieli długo tłumaczyć, nie zważając na ironiczne uśmieszki przesłuchujących, że za wszystkie towary, zakupione w ciągu ostatnich kilku miesięcy w hurtowni Roberta R. zapłacili natychmiast po zakupie. I że mają na to dowody w postaci faktur.

Postępowanie wobec małżonków zostało w końcu umorzone, ale Joanna wpadła w silną nerwicę, musiała przyjmować środki uspokajające. Niewiele brakowało, a wylądowałaby w szpitalu.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]