Poznali się, gdy Piotr S. wykładał prawo i ekonomię na jednej z wrocławskich uczelni, a Magdalena B. była jego studentką. Jednak coś zaiskrzyło dużo później – w 2009 roku, kiedy wpadli na siebie w dyskotece.

Związek przetrwał jedynie kilka tygodni. Tyle czasu potrzeba było, aby mężczyzna zorientował się, że Magda zarabia na życie własnym ciałem. Wtedy zaczął składać wszystkie puzzle w całość: fragmenty zasłyszanych rozmów, nieregularne godziny spotkań… Mężczyzna nie chciał wiązać się z prostytutką, dlatego natychmiast zerwał znajomość. Chciał jednak pomóc dziewczynie i proponował pomoc w znalezieniu „uczciwej” pracy.

Kobieta nie mogła pogodzić się z koszem.

Przekonywała Piotra, aby do niej wrócił. Mężczyzna był nieugięty. Magda B. nie darowała. Nie prośbą, to groźbą – zaczęła szantażować go, że przez niego popełni samobójstwo, oczerniała go przed znajomymi i cały czas nękała SMS-ami i telefonami. Miewała zmienne nastroje. Raz pisała: „Zniszczę cię.” Niedługo potem: „Bądź mój. Będziesz moim bóstwem”.

Piotr nie reagował, ale kiedy Magda zaczęła rozsyłać do przełożonych i kolegów wydziału maile szkalując go i oskarżając o gwałt, miarka się przebrała – poinformował o wszystkim policję. Kobieta dowiedziawszy się o tym wpadła w szał. Kazała mu wszystko odwołać, a potem stanąć z nią na ślubnym kobiercu!

Tak minęły 3 lata. W tym czasie Piotr stracił pracę. Zrozumiał też, że informowanie policji o poczynaniach byłej kochanki nic nie daje, dlatego złożył zawiadomienie w prokuraturze. Zeznał, że kobieta niszczy jego karierę i obawia się o swoje życie.

     Magdalena przed sądem wyznała, że Piotra poznała na jednym z portali erotycznych i on doskonale zdawał sobie sprawę w jaki sposób kobieta zarabia na życie. Podobno na początku w ogóle mu to nie przeszkadzało.

Perfidnie rozkochał mnie w sobie. Organizacja WHO traktuje zakochanie jako chorobę. On sprowadził na mnie chorobę umyślnie. Chciał się zabawić, bo jako jedyna ze studentek oparłam się jego urokowi. Wszystkie dziewczyny na roku robiły do niego maślane oczy, tylko nie ja. To była przyczyna mojej zguby – oświadczyła.

Wyrok zapadł w 2013 roku. Ostatecznie Magda przyznała się do wielokrotnego grożenia Piotrowi. Prokuratura zaproponowała kobiecie dobrowolne poddanie się karze. Sąd wymierzył karę w zawieszeniu i orzekł 2-letni zakaz zbliżania się do byłego wykładowcy.

Piotr odetchnął z ulgą, ale jego radość nie trwała długo.

W nocy otrzymał SMS-a: „Zemszczę się, ty ch…”. Potem były następne.

Prokuratura przygotowała drugi akt oskarżenia przeciwko Magdalenie B. Tym razem kobieta nie przyznawała się. Jej zdaniem Piotr chciał ją wrobić. Jednocześnie sama sobie zaprzeczała, ponieważ w piśmie do sądu wyznała: „Mój umysł był zajęty Piotrem totalnie. Byłam pełna żalu i pretensji. Potrafiłam wysłać kilkadziesiąt SMS-ów jednego dnia. Ciągle wierzyłam, że będziemy razem. Całymi dniami nie wstawałam z łóżka, tyłam, źle jadłam, zaprzepaściłam szansę na pracę. Tylko te SMS-y wysyłałam”.

Magdalena B. została skazana na 4 miesiące bez zawieszenia (działała w warunkach recydywy), 5-letni zakaz zbliżania się do Piotra i tysiąc złotych nawiązki na jego rzecz.

Anna Pacuła

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze