Z obrazu, który pochodził z początku XX wieku, po tygodniu benedyktyńskiej pracy zdjął pumeksem wierzchnią warstwę zeschniętych farb olejnych i na tak oczyszczonym płótnie namalował Maneta. Potem zajął się jego postarzaniem. Pierwszego dnia wypiekał go przez 3 i pół godziny w temperaturze 70 stopni Celsjusza. Potem zostawił obraz na 12 godzin w temperaturze 28 stopni Celsjusza.

Drugiego dnia, po wyjęciu z pieca i 4-godzinnym schłodzeniu malowidła do temperatury pokojowej, Van Grog pociągnął obraz werniksem końcowym, który miesiąc wcześniej sam zrobił z mastyksu, żywicy naturalnej, olejku terpentynowego i toluenu zmieszanego z etanolem. Obraz na powrót trafił do pieca, tym razem na 50 minut i był wypiekany w temperaturze między 76 a 78 stopni Celsjusza.

Po 6 godzinach chłodzenia w temperaturze 28 stopni, Van Grog nawinął Maneta na metalową rurę o średnicy pół metra, która wcześniej została nagrzana do temperatury 35 stopni. Ponieważ lico obrazu było ułożone do góry, stąd po wygięciu na całej powierzchni wystąpiła rozległa sieć mikropęknięć. W nawinięty na rurę obraz Van Grog  wtarł kurz zebrany na strychu odkurzaczem. Brud wypełnił utworzone szczeliny w mikropęknięciach. Po odwinięciu i rozprostowaniu kopii, nadmiar kurzu został wypchnięty ze schodzących się szczelin i jego resztki wystarczyło już tylko zetrzeć delikatną suchą szmatką. Obraz ponownie trafił do pieca nagrzanego do 42 stopni. W ciągu trzeciego i czwartego dnia brud, który pozostał w mikroszczelinach, ostatecznie zespolił się z warstwami farby, dając świadectwo temu, że od czasu namalowania upłynął cały wiek.

Piątego dnia Van Grog naciągnął Maneta na drewnianą ramę. Poprzednio znajdował się na niej obraz mało znanego malarza z początku XX wieku, z terenów wschodniej Polski. Musiało to być drewno z tego właśnie rejonu Europy, gdyż przy dokładnych badaniach dendrologicznych blejtramy z Europy Zachodniej wykazywały śladowe ilości węgla, który w tamtym czasie pojawił się w powietrzu na zachodzie Europy w wyniku boomu industrialnego. A latem 1914 roku senne miasto gubernialne Witebsk, gdzie Manet namalował ten obraz, miało czyste powietrze, pozbawione takich zanieczyszczeń.

Van Grog  brał również pod uwagę naniesienie w róg płótna sztucznej pleśni, która zaatakowałaby farby w miejscu mało istotnym dla obrazu i już po tygodniu nadałaby całości dodatkową patynę starości. Jednak marszand będzie twierdził, że przez lata płótno było rzekomo przechowywane w suchym bankowym skarbcu, stąd ten numer byłby na wyrost.

– Jaka jest cena twojego Édouarda Maneta?

– Ponieważ to niedawno szczęśliwym trafem odkryta wprawka artysty, którą wykonał do obrazu „Bar w Folies-Bergère”, więc cena nie będzie powalająca – Van Grog najwyraźniej dobrze się bawi – ale z drugiej strony masz do czynienia z oryginałem. Hmm, niech będzie, że sprzedam płótno za sto dwadzieścia tysięcy euro. Powiem szczerze, to okazja i powinieneś kupować bez zastanowienia.

 

Paweł Szlachetko

 

 

 

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze