W policji, jak w każdym środowisku zawodowym, trafiają się psychopaci, a nawet sprawcy ciężkich przestępstw. Policjant też człowiek i czasem nasiąka dewiacjami przestępczego świata, które potrafią ściągnąć go na samo dno.

Wtedy wszystko jest możliwe: od skoku na bank, po gwałt i morderstwo. Jednak rzadko kiedy słyszy się o policjancie, który z premedytacją niszczący własną rodzinę. A zwłaszcza o takim, który popełniając zbrodnię na najbliższej osobie nosi na sobie mundur nieskalanych szeregów policji stanu Teksas.

W to, co się stało, nie wierzy dziś nawet sam Roger Hunter. Wstępując na pierwszy stopień kariery zawodowej w teksańskiej policji nawet przez ułamek sekundy nie brał pod uwagę możliwości, że kiedyś przekroczy zasadniczą granicę, oddzielającą policjanta od bandyty. Takiego końca ich wspólnego życia nie oczekiwała także jego żona. Gdyby jeszcze dziesięć lat temu ktoś próbował opowiedzieć im choćby tylko w części podobną historię, oni sami oraz cała reszta rodziny i przyjaciele wyraziliby szok graniczący z niedowierzaniem i potępieniem.

Więc co się dzieje z ludźmi? Jakie prawa zaczynają rządzić ich losem, że nagle budzą się w więzieniu, a to wszystko, co mają przed oczami nie jest wcale sennym koszmarem?

 

Oczy na Michelle

Nikt nie zwracał na nią większej uwagi. Michelle Frish była raczej przeciętną dziewczyną: w rodzinie, wśród innych dziewcząt w dzielnicy, a potem w szkole. Dziś każda z nich nosi w swej pamięci wspomnienia najszczęśliwszych lat życia, jeszcze zanim w polu widzenia pojawili się pierwsi chłopcy. Michelle stanowiła ważną część ulicznej paczki pięciu dziewczyn, dojrzewających w tym samym sąsiedztwie ludzi średniej klasy miasta Denton niedaleko Dallas. Z początku wymieniały się ze sobą lalkami Barbie i rowerami.

Jennifer, jej najbliższa przyjaciółka z tamtych lat, opowiada reporterom o tym, co już zaszło: – „Nic nie wskazywało na to, że Michelle zdobędzie najlepszego chłopca w okolicy. Trochę otyła, z aparatem na przednich zębach, przedstawiała się bardziej jako larwa niż motyl”.

 

Robin, kolejna przyjaciółka: – „Była bardzo szczęśliwą dziewczyną. Trochę może wstydliwa, aż za skromna, a jednak szczęśliwa. Podczas gdy wszystkie z nas miały już swoich chłopców, i – rzecz jasna – związane z tym problemy – ona wolała odrabiać lekcje lub jeździć na rowerze. Raptem przełom: w jej życiu pojawił się Roger Hunter, natychmiast gdy skończyłyśmy high school. Odtąd stali się nierozłączni: tam gdzie Michelle, tam Roger”.

Zdaniem najbliższych koleżanek Michelle, ten dziwny chłopiec z początku miał tylko taki jeden plus, że był trochę starszy i już zarabiał pieniądze, zwyczajem amerykańskich nastolatków pracując po szkole, w jego przypadku – na stacji benzynowej należącej do ojca. Dziewczyny go lekceważyły, bo nie należał do żadnej liczącej się grupy, i nikt go właściwie dobrze nie znał. Nie chodził przedtem z żadnymi dziewczynami, tylko od razu przylgnął do Michelle. Poświęcał jej cały swój wolny czas, a miał go w końcu niewiele, bo przecież ta stacja benzynowa zajmowała mu kilka godzin po szkole.

Robin: – Drążył jednak sprawę tak intensywnie, że w końcu zdobył nieśmiałą Michelle, wyłącznie dla siebie. Do dziś nie rozumiemy, co się stało. Nastąpiła gwałtowna odmiana w jej osobowości – z brzydkiego kaczątka narodził się łabędź. To chyba cud, świadczący o tym, jak miłość może odmienić człowieka.

Nawet typowa kobieca zazdrość nie była już w stanie powstrzymać zachwytów koleżanek Michelle nad gwałtownym wybuchem jej szczęścia. Roger, ten jej chłopak, ciągle wzbudzał ich niepokój. Próbowały obrzydzić go w jej oczach, po prostu wybić go z jej głowy.

Mówiły: taki nadęty, oficjalny, bez poczucia humoru. Jednak być może właśnie to podobało się dziewczynie, która mogła mieć przecież swoje zdanie i korzystać z prawa do swobodnego wyboru. A w Denton wybór był niewielki; tutejsi chłopcy zgrywali się na idiotów, których pasjonuje wchodząca właśnie w modę  muzyka heavy metal.

Wreszcie chłopak Michelle zniknął z miasta, po czym pojawił się w mundurze kadeta Akademii Policyjnej. Michelle paradowała przy jego boku, nieco zawstydzona, z rumieńcem na twarzy, choć widać było, że jest szczęśliwa i dumna ze swego mężczyzny. Jej najbliższe koleżanki znowu próbowały czepiać się drobiazgów: chodzi napuszony jak paw, spogląda na wszystkich z góry, zachowuje się już teraz jak agent elitarnych jednostek szybkiego reagowania, choć dopiero jest kadetem, a nie policjantem. Jednak już wkrótce te niby zastrzeżenia, w oczach zwierzchników świeżo upieczonego policjanta były samymi zaletami. W swym środowisku zawodowym Roger Hunter natychmiast otrzymał jak najlepsze notowania: wysoki, przystojny, świetnie czujący się w mundurze, zawsze gotowy do akcji.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze