Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do sądu krakowska prokuratura.

 – Do przestępstwa doszło w styczniu br. – potwierdza Janusz Hnatko, rzecznik krakowskiej prokuratury.

Z ustaleń śledztwa wynika, że trzyosobowa szajka oszustów przyjechała do Krakowa z Legnicy i najpierw 15 stycznia br. wyłudziła od mieszkańca miasta 99 tys. zł. Pokrzywdzonego zwiedziono opowieścią przez telefon, że jego pieniądze w banku są zagrożone, bo czyhają na nie hakerzy. Mężczyzna uwierzył w tę bajeczkę, bo zapewniała go o tym Maria Nowicka podająca się za funkcjonariuszkę Centralnego Biura Śledczego. By się uwiarygodnić kobieta opowiedziała rozmówcy, że za chwilę zadzwoni do niego prokurator i potwierdzi jej słowa. Faktycznie po chwili odezwał się drugi oszust, który podał się za prokuratora o nazwisku Marcin Wróbel. Poszkodowany wtedy już uwierzył, że jego fundusze należy lepiej chronić i w trzech transzach wypłacił 99 tys. zł.

Pracownikom banków mówił, że to na zakup auta.

Wszystko oddał Piotrowi N., o którym sądził, że jest nieumundurowanym policjantem. Oszuści przez telefon zobowiązali poszkodowanego do dyskrecji i złożenia przysięgi, że będzie milczał o „tajnej akcji policji wymierzonej w hakerów”. Mężczyzna stracił wszystkie pieniądze.

Jednak prawdziwą fortunę oszustom udało się wyłudzić już następnego dnia od mieszkanki Krakowa. Przez telefon zdradziła im ile ma na kontach i wystraszona, że hakerzy mogą jej pozbawić pieniędzy zaczęła wypłacać je w kilku bankach. Wszystko przekazywała kilka razy Piotrowi N., rzekomemu policjantowi.

Te kontakty trwały z nim dwa dni.

Z poszkodowaną rozmawiała fikcyjna policjantka CBŚ Maria Nowicka i prokurator Wróbel.

Przekonali kobietę, że może im pomóc w zdobyciu dowodów o korupcji w bankach i powinna wypłacić swoje pieniądze. W sumie w kilku transzach pobrała 530 tys. zł i dała je Piotrowi N. W pewnej chwili zadzwoniła do znajomego adwokata i on dopiero uświadomił ją, że padła ofiarą oszustów. Już z prawdziwymi policjantami zaplanowano zasadzkę pod pozorem przekazania oszustom kolejnych 420 tys. zł. Kobieta odwiedziła banki i udawała, że wypłaciła pieniądze i trzyma je w kopertach. Faktycznie były tam ścinki papieru. Po odbiór „paczki” zgłosił się Piotr N. i został wówczas zatrzymany.

Oskarżony nie był do tej pory karany, to 51-letni mieszkaniec Legnicy, ekonomista z wyższym wykształceniem. Potwierdził, że od trzech miesięcy dokonuje podobnych przestępstw ze wspólnikami. Jego rolą był odbiór pieniędzy i uspokajanie ofiar, że wszystko jest pod kontrolą i po zakończeniu tajnej operacji gotówka będzie im zwrócona.

Nie udało się ustalić wspólników mężczyzny.

Wiadomo, że w telefonie Piotr N. miał do nich kontakty, jeden pod literą „K”, a drugi „Ch”.

Oskarżony chce się teraz dobrowolnie poddać karze. Tłumaczy, że dział pod presją, bo miał kłopoty finansowe i był uzależniony od narkotyków. Wyłudzonych pieniędzy nie udało się odzyskać. Piotr N. pozostaje w areszcie od stycznia, grozi mu do 12 lat więzienia.

Źródło: www. gazetakrakowska.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze