Tego dnia samolot An-24 (produkcja radziecka) należący do Polskich Linii Lotniczych LOT, o numerze rejestracyjnym SP-LTE wykonywał kurs z warszawskiego Okęcia na lotnisko Wrocław-Strachowice. Maszyna wystartowała o godzinie 16.35. Około godziny 17.35 znajdowała się w okolicach Wrocławia. Za sterami samolotu w dniu feralnego lotu 149 siedział kapitan Rudolf Rembieliński. Drugim pilotem był Czesław Kamiński, a mechanikiem pokładowym Henryk Kruk. Na pokładzie znajdowała się ponadto stewardesa oraz 44 pasażerów.

Warunki atmosferyczne były bardzo złe. Gęsta mgła utrudniała lądowanie. Mimo to samolot próbował wylądować. Około godziny 17.35, w okolicy osiedla Muchobór Wielki zaczepił o korony drzew, potem o przewody wysokiego napięcia i trakcję kolejową. Następnie skosił słupy oświetleniowe i to dzięki jednemu z nich nie wpadł do znajdującego się obok stawu. Po uderzeniu w ziemię z prędkością 200 km/h, zatrzymał się w poprzek drogi. Nieopodal znajdowała się Wrocławska Fabryka Mebli. Pracownicy, którzy usłyszeli warkot silników, błyskawicznie ruszyli na miejsce katastrofy. Zaprowadzili pasażerów i załogę do jednej z hal produkcyjnych. Wezwano pogotowie i straż pożarną. Kilku podróżnych (w tym kapitan i drugi pilot) odniosło drobne obrażenia, ale nikt nie zginął.

Przyczyną katastrofy pod Wrocławiem był błąd pilota i niezachowanie procedur bezpieczeństwa. Kapitan został poinformowany, że widoczność na lotnisku wynosi 800 metrów. Minimum dla Wrocławia-Strachowic wynosiło 1100. Możliwe, że kapitan uznał, że mimo to poradzi sobie, ale prawdopodobnie leciał zbyt nisko. Po wypadku obaj piloci stracili uprawnienia i zostali zwolnieni z LOT-u. Rozbita maszyna nadawała się jedynie do kasacji.

Ten wypadek nie został szerzej odnotowany w krajowej prasie. Informacje o zdarzeniu były lakoniczne i sprowadzały się jedynie do wzmianki o braku ofiar śmiertelnych. Wśród pasażerów krążyła pewna anegdota. W momencie, gdy byli oni transportowani autobusem do centrum Wrocławia, jeden z nich zażartował, że osoby wierzące mogą iść do kościoła pomodlić się, a niewierzący na wódkę. Część pasażerów, która po raz pierwszy leciała samolotem, myślała, że samolot zawsze ma takie twarde lądowanie…

Kilka miesięcy później (2 kwietnia 1969 roku) samolot tej serii SP-LTF rozbił się pod Skawicą. Zginęły wówczas 53 osoby. O tym wydarzeniu napiszemy w kolejnym numerze „Detektywa Extra”.

 

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze