Kinga L. większość czasu sama wychowywała malutką Roksankę. Ojciec dziewczynki siedział w więzieniu za napady i rozboje. Wyszedł tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Od tamtej chwili, przez dwa ostatnie tygodnie, w ich mieszkaniu przy ulicy Wojska Polskiego w Biskupcu trwał dramat.

Mariusz P. zamiast cieszyć się odzyskaną bliskością rodziny szybko zaczął szukać we wszystkim powodu do wszczęcia awantury. Ta, którą urządził w niedzielę 5 stycznia, przeszła wszystko, do czego byli przyzwyczajeni sąsiedzi młodych rodziców. Były więzień nie ograniczał się już do wyzwisk i rzucania przedmiotami po mieszkaniu. Małe dziecko biegało przerażone po klatce schodowej, na którą przed gniewem Mariusza P. uciekała jego konkubina.

Krzyki niosły się po całym budynku.

Sąsiedzi tego nie wytrzymali. Jeden z nich wezwał policję. Patrol szybko pojawił się na miejscu. Mariusz P. na widok radiowozu nagle spotulniał i zaczął zachowywać się jak przykładny ojciec. Pokornie wysłuchał pouczeń policji. Obiecał, że nie będzie się już awanturował. Nawet przeprosił za to, jak się zachowywał. Policjanci spisali notatkę i pojechali dalej. Wystarczyło kilka kolejnych godzin, żeby Mariusz P. zapomniał o swojej obietnicy. Zaczął nową awanturę. Rumor w mieszkaniu był tak wielki, że sąsiedzi znowu wezwali policję. Tym razem tłumaczenia Mariusza P. nie przekonały policjantów. Kazali mu wsiąść do radiowozu i jechać na komendę. Biskupczanin nie stawiał oporu. Posłusznie wykonywał wszystkie polecenia i bez sprzeciwu dał się zawieźć na komendę. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego urządza awantury w domu. Winę za swoje zachowanie próbował zrzucić na stres po niedawno zakończonej odsiadce wyroku więzienia. W poniedziałek wieczorem, po 24 godzinach na policyjnym dołku, blady i niewyspany, 29-letni biskupczanin był znowu na wolności. Jednak w głowie zamiast skruchy miał zemstę na swojej konkubinie i malutkim dziecku. Niedługo potem dobijał się do drzwi mieszkania na poddaszu bloku przy ulicy Wojska Polskiego.

Przerażona Kinga L. z małą Roksanką na ręku nie widziała co robić.

Zza drzwi sypały się najgorsze wyzwiska. Rozjuszony Mariusz P. walił pięściami. Kopał w drzwi z całej siły. Kobieta bała się, że rozjuszony mężczyzna w końcu włamie się do mieszkania. Zastraszona uległa w końcu groźbom i otworzyła drzwi. Mariusz L. wpadł do domu i chwycił za nóż…

O dramacie, który rozegrał się chwile potem, świadczą wielkie kałuże krwi na całej klatce schodowej i wycieraczce sąsiadki, u której Kamila L. szukała ratunku razem z córeczką. Drobna kobieta nie miała szans w starciu z zachowującym się, jak opętany przez samego diabła konkubentem.

Kamila L. z ranami po kilku ciosach nożem trafiła do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. Jej córeczka do położonego tuż obok Szpitala Dziecięcego.

Półtoraroczna dziewczynka przeszła w nocy z poniedziałku na wtorek operację. Z informacji, do której dotarła „Gazeta Olsztyńska”, wynika, że Roksanka jest ciągle w ciężkim stanie, a lekarze walczą o jej życie.
Mariusz P. został zatrzymany natychmiast po tym, jak zmasakrował swoja córeczkę i konkubinę. Trafił do aresztu. Tym razem na dobre. W środę prokurator rejonowy w Biskupcu zdecydował o postawieniu mu zarzutów usiłowania zabójstwa. Recydywiście grozi za to nawet dożywocie.
— To są dwa zarzuty. Usiłowania zabójstwa dziecka i jego matki — wyjaśnia prokurator Krzysztof Stodolny, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. — Zatrzymany nie przyznaje się do winy. Został zatrzymany w areszcie na trzy miesiące — dodaje rzecznik.

Źródło: gazetaolszynska.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze