To był już praktycznie koniec snu o potędze Siemienasa. Odsetki od niespłaconych kredytów i należności za przedsiębiorstwo rosły w astronomicznym tempie, komornik był codziennym gościem w firmie, a 200 pracowników dostało wypowiedzenia. Skończyło się tak, jak miało się skończyć: Feliks S. został oskarżony o zagarnięcie mienia wielkiej wartości. Ponieważ show-biznesmen, jak go nazywały media, unikał kontaktu z organami ścigania, w połowie lat 90. prokuratura rozesłała za nim list gończy. Poszukiwany, jakby na przekór, sam w świetle kamer i reporterskich fleszy zgłosił się do organów ścigania, gdzie dostał nakaz aresztowania. Po pół roku odsiadki, którą potraktował jako kolejną porcję doświadczeń życiowych, został jednak wypuszczony na wolność za kaucją. Sąd uznał bowiem, że nie ma sensu przetrzymywać go za kratami, skoro nie może mieć wpływu na przebieg śledztwa.

Jak było ono prowadzone przez prokuraturę, najlepiej można było się przekonać podczas procesu toczącego się przed Sądem Wojewódzkim w Olsztynie. Ciągnął się miesiącami, a tylko początkowo wzbudził zainteresowanie mediów.

Kiedy przyszło do rozstrzygania nudnych kwestii finansowych, sala sądowa świeciła pustkami. Tłoczno zrobiło się w niej ponownie podczas ogłoszenia wyroku. Proces zakończył się wielkim triumfem Feliksa Siemienasa, który został uniewinniony.

Sąd nie stwierdził, aby występując o kredyty miał zamiar ich nie spłacać. W sumie chodziło zaledwie o 4,2 mld zł zaległości, czyli dzisiejsze 420 tys. zł. Praktycznie cała wina spadła na bank, który nierozsądnie udzielił przedsiębiorcy kredytu, nie zabezpieczając się przed wpadką.

 

Rozważania wiejskiego filozofa

Potem oczyszczony z zarzutów biznesmen domagał się odszkodowania za niesłuszny areszt. Początkowo sąd odrzucił jego wniosek, ale odwołanie okazało się skuteczne. Nie dostał jednak milionów, których żądał, ale kilka tysięcy nowych złotych, co i tak uznał za przejaw sprawiedliwości dziejowej. Tymczasem rozpoczęta w lutym 1996 roku upadłość firmy „Siemienas” trwała dwie dekady i jeszcze do dzisiaj się nie zakończyła(!). W tym czasie wierzytelności Skarbu Państwa wobec byłego właściciela zdążyły się przedawnić. Syndyk masy upadłościowej sprzedał trochę ziemi, przekwalifikowanej na tereny budowlane, ale na większość nie ma chętnych, bo leżą za daleko od Olsztyna.

Jakiś czas, już w nowym wieku, biznesmen z Grabina znajdował się we władzach jednego z polskich towarzystw leasingowych, a także spółki akcyjnej The Siemienas House of Russian Cavier. Przedsiębiorczy pan Feliks wziął się za hodowlę jesiotrów, z których wyciskał cenny jak złoto kawior. Jego hodowla osiągnęła już 100 ton tej ryby, która – jak opowiadał – nie mieściła się w Polsce, dlatego wywiózł ją do Grecji.

Sam w pobliżu jaskini Eurypidesa na wyspie Salamina wydzierżawił część domu, gdzie poddał się rozmyślaniom filozoficznym, ustalając m.in. wzrost Pana Boga. Pod greckim niebem nie miał więc głowy do hodowli jesiotrów, które sprzedał Niemcom i Holendrom. Obecnie spędza czas w swojej posiadłości koło Ostródy, wiodąc spokojny żywot emeryta. Wzorem Epikura, Demokryta i Platona nadal rozmyśla o sprawach, które nie śnią się zwykłym ludziom.

Maciej Piast

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]