– Jeśli myślisz, że maczałem w tym palce, to się mylisz. Moim zdaniem dostałaś odmowę z powodu mamusi, która wyjechała na 3 miesiące i nie ma jej do tej pory – oświadczył Paweł.

Teraz nikomu prawie nie odmawiają. Chyba możesz pogadać w mojej sprawie? Raz się na coś przydasz – Barbara nie ukrywała irytacji.

– Mogę spróbować, ale niczego nie obiecuję.

Milicyjna interwencja okazała się jednak skuteczna i po dwóch tygodniach Barbara Zimna otrzymała wymarzony paszport.

Błyskawicznie pozałatwiała najpilniejsze sprawy, złożyła wniosek o zawieszenie działalności gospodarczej i zadbała o odpowiednią opiekę nad mieszkaniem. W tym celu odwiedziła swoją najlepszą przyjaciółkę Lucynę.

Będę ci przysyłać co miesiąc paczkę, jeśli zaopiekujesz się mieszkaniem jak należy – obiecała Lucynie.

Ale wizę masz tylko na 3 miesiące? – zdziwiła się Lucyna.

Nic nie szkodzi, jak popracuję trochę i uskładam sobie na porządne auto! Zresztą Kubie też trzeba pomóc, studia kosztują.

Po załatwieniu wszystkich spraw Barbara opuściła Polskę i swoim czerwonym maluchem odważnie popędziła na spotkanie z wymarzonym zachodnim rajem.

 

Zamki wymienione

Barbara Zimna nie miała trudności ze znalezieniem pracy. Jej kuzyn Markus był człowiekiem zamożnym, posiadającym tartak, przetwórnię owoców i piwiarnię, w której chętnie zatrudnił obrotną kuzynkę w charakterze kelnerki. Basia, chociaż nie miała doświadczenia w takiej pracy, szybko zyskała sympatię stałych klientów. Hojne napiwki, jakie wsuwali jej piwosze do kieszeni fartuszka lub za dekolt, sprawiły, że wizja wymarzonego zachodniego auta stawała się coraz bardziej realna. Wszystko byłoby jak należy, gdyby nie złe wieści od Lucyny.

List od przyjaciółki informujący, że w mieszkaniu Barbary rozgościł się Paweł, tak zdenerwował kobietę, że natychmiast chwyciła za telefon.

– Co to ma znaczyć? Dlaczego dałaś temu łobuzowi klucze? – napadła na Lucynę.

– Wcale mu nie dałam kluczy! Tydzień temu przyszłam podlać twojego fikusa, ale nie mogłam otworzyć drzwi. Jak grzebałam w zamku, drzwi otworzył Paweł i oświadczył, bym się tam więcej nie pokazywała.

Trzeba zgłosić do spółdzielni, że ten łobuz włamał się do mojego mieszkania i wymienił zamki! No i na milicję! – gorączkowała się Barbara.

No to zgłoś, proszę bardzo! Ja przecież nie mogę, bo formalnie do twojego mieszkania nie mam żadnego prawa. A ty przez telefon też nic nie wskórasz. Poza tym, o ile wiem, to po rozwodzie nie wymeldowałaś swego eksmęża i nie ma siły, by go eksmitować – cierpliwie tłumaczyła Lucyna.

Gdy Barbara nieco ochłonęła, musiała przyznać przyjaciółce rację. Sprawę mogła załatwić tylko na miejscu i osobiście. No, ale jeśli wróci do kraju, to koniec z pensją w zachodniej walucie, napiwkami i porządnym autem! Do wymarzonego passata brakowało jej jeszcze trochę i mimo obaw o mieszkanie postanowiła popracować u kuzyna jeszcze kilka miesięcy.

 

Passatem donikąd

Nadszedł wreszcie upragniony dzień, kiedy Barbara wsiadła do własnego passata. Chociaż matka chętnie zatrzymałaby córkę na stałe, Barbara tęskniła już za synem, a sprawa bezprawnie zajmowanego przez Pawła mieszkania nie dawała jej spokoju. Błyskawicznie spakowała manatki, prezenty i wyładowanym po dach autem ruszyła z powrotem do kraju.

Na jej widok Paweł nie zmieszał się ani trochę.

– A jednak wróciłaś! Ciekawe po co?

– Choćby po to, by wyrzucić cię z mojego mieszkania!

Twojego? Żartujesz chyba. Mieszkanie jest tak samo twoje, jak i moje. A właściwie teraz moje i Gosi.

To się jeszcze okaże! – ponieważ zza pleców Pawła wyglądała jego nowa żona, Barbara, purpurowa ze złości, odwróciła się na pięcie i pojechała do Lucyny, u której musiała się zatrzymać do czasu odzyskania mieszkania.

Sprawa nie była jednak tak prosta. W spółdzielni, do której udała się nazajutrz uzyskała informację, że na jej prośbę głównym lokatorem mieszkania jest jej były mąż. Na próżno upierała się, że takiego wniosku nie składała.

Na wniosku o zmianę głównego lokatora jest pani podpis – wzruszyła ramionami urzędniczka.

W takim razie podpis jest sfałszowany – zdenerwowała się Barbara.

Jeśli tak pani uważa, to proszę iść z tym na milicję!

Barbara Zimna poszła więc ze skargą do samego komendanta, który zapewnił ją, że zajmie się sprawą. Ale gdy po miesiącu nic się nie zmieniło, Barbara Zimna postanowiła zasięgnąć porady adwokata i dochodzić swoich praw w sądzie.

Kobieta poniosła znaczne wydatki na dochodzenie swoich roszczeń, ale mieszkania nie udało się jej odzyskać. Jej były mąż przedstawił dwu wiarygodnych świadków – kolegów milicjantów, którzy zeznali, jakoby Barbara Zimna przed wyjazdem za granicę w ich obecności osobiście podpisała wniosek o zmianę głównego lokatora mieszkania. Lucyna, którą Paweł postraszył milicyjnymi szykanami, oświadczyła w sądzie, że nic jej w sprawie sporu małżonków nie wiadomo, a innych świadków Barbara Zimna nie mogła przedstawić.

– Zapamiętaj sobie, durna babo – z władzą ludową nie zadzieraj! – oświadczył jej po wyjściu z sali rozpraw były mąż.

 

 Barbara Marcinkowska

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]