Przewodniczący składu sędziowskiego podkreślił w uzasadnieniu, że przy wymiarze kary miał na uwadze okoliczność obciążającą – „społeczne niebezpieczeństwo popełnionego przestępstwa, przejawiające się w nagminności tego rodzaju przestępstw i dużej wysokości wyrządzonej szkody”. Sędzia Rink walczył z tym, podobnie jak w stanie wojennym, skazując na pobyt w więzieniu działaczy „Solidarności” rozrzucających ulotki. Natomiast w sprawie oskarżonych o kradzież mosiężnej blachy nie zainteresował się nawet, w jaki sposób trafiła ona na stację w Żabim Rogu.

Brakujące ogniwo

Dokument ujawniający drogę wagonu znajdował się już w aktach sprawy. Kontroler PKP sporządził raport, z którego wynikało, że za zagubienie ładunku powinno odpowiadać pół tuzina kolejarzy. Przesyłka z Jarocina dotarła nazajutrz do Gniezna, skąd przybyła 18 lutego do stacji Olsztyn. Tam wagon podłączono do składu 12 pustych węglarek jadących do Elbląga, by odczepić go po drodze w Morągu. Ale kierownik pociągu potraktował wagon z blachą jako pusty, bo odprawiacz pociągu nie zatroszczył się o list przewozowy, spisując przesyłkę na luźnej kartce, którą pozostawił na stoliku pod okienkiem w kolejowej dyżurce. Dopiero 4 dni później kartkę „ujawnił” inny odprawiacz, ale nie wpisał do rejestru, zaś następny odprawiacz, mając w dokumentach adnotację o braku przesyłki, wystawił raport i z listem przewozowym wysłał do Morąga – stało się to dopiero 25 lutego! Na dodatek, dyżurny ruchu w Żabim Rogu nie sprawdził podstawionych pod żwir wagonów, co było jego obowiązkiem. Inspektor polecił nałożyć na winnych kary dyscyplinarne, a Tadeuszem P. zajął się prokurator.

Obrońcy oskarżonych odwołali się do Sądu Najwyższego, który w innym świetle spojrzał na całe zdarzenie.

Uznał, że wymierzone przez sąd pierwszej instancji kary „są rażąco surowe”, zaś czyny oskarżonych „miały charakter wybitnie przypadkowy, przy czym pomimo wysokiej wartości przedmiotu kradzieży nie osiągnęli oni z przestępstwa żadnej korzyści”. Co więcej, okazało się, że waga i wartość blachy były znacznie zawyżone; ich waga wynosiła 2 tony, a nie 5, a tym samym wartość spadła do niecałych 200 tysięcy złotych. Na dodatek biegły zalecił zregenerować zarysowane arkusze i zamontować w urządzeniach. Na skutek zmniejszenia wartości mienia, obniżono wyroki odpowiednio do 6, 5 i 4 lat więzienia. Na mocy amnestii z 1974 roku wszystkim skazanym zmniejszono kary o jedną trzecią.

Zenon S. po odsiedzeniu wyroku wrócił do żwirowni, gdzie dalej pracował jako operator spychacza. Ożenił się, miał dzieci. Jego życie składało się ze wzlotów i upadków. Zmarł ćwierć wieku temu. Do pracy na koparce wrócił także Józef K., natomiast Jerzy G. i Eugeniusz M. wyjechali „gdzieś w Polskę”. Zwrotniczy Tadeusz P. zmienił zawód i także został operatorem spycharki – w tej samej żwirowni. Kiedy po odbyciu kary we Wronkach wrócił do domu, czekała na niego stęskniona żona i blisko 3-letni synek. Zobaczył go po raz pierwszy.

Potem ktoś wyliczył, że koszt regeneracji blachy wyniósł zaledwie tysiąc złotych!

Marek Książek

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]