Pan Roman spędzał ubiegłoroczne wakacje w Kołobrzegu i, będąc na zakupach w sklepie, zjadł cukierka na wagę. Jak tłumaczył, „na próbę, ale że mu zasmakował, to poszedł dalej”.

Zauważył to ochroniarz, który postanowił wykazać się i podjął interwencję, która skończyła się najpierw na policji, a potem w sądzie (bo emeryt na miejscu mandatu przyjąć nie chciał). Czy pan Roman zrobił coś nie tak? Obiektywnie rzecz biorąc: oczywiście. Gdyby tak każdy podjadał sobie produkty z półek, właściciele sklepów w końcu odczuliby to w swoich kieszeniach. Czy pan Roman powinien ponieść za to karę ograniczenia wolności? Wątpliwe. Tak jednak uznał sąd pierwszej instancji, ale na szczęście inne zdanie w tej sprawie miał i prokurator, i sędzia wydający wyrok w drugiej instancji.

Kołobrzeski sąd nałożył na emeryta najniższą możliwą grzywnę, czyli 20 złotych.

I dodatkowo obciążył go kosztami sądowymi w wysokości 100 złotych. Co prawda i prokurator, i obrońca nie chcieli żadnej kary, ale sędzia uznała że jakaś nauczka dla emeryta ze Szczecina się należy. Bo nie da się ukryć, że gdyby zapłacił te nieszczęsne 40 groszy za śliwkę w czekoladzie, nie musiałby być bohaterem mediów i nie musiałby brać udziału w tej farsie. Bądź co bądź było to pewnego rodzaju oszukanie sklepu. Trochę był to jego wybór, tym bardziej że pierwszy – tak budzący kontrowersje wyrok – zapadł na rozprawie, na którą się nie pofatygował.

Źródło: www.bezprawnik.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze