Co można zrobić w ciągu 15 minut? Raczej niewiele, chociaż tyle wystarczy, aby wykonać kilka ćwiczeń albo przeczytać fragment książki czy wstawić pranie. Można ten czas wykorzystać na siedzenie w ciszy i relaks. Okazuje się, że w 15 minut można także zamordować 6 osób, w tym własną żonę i dzieci.

Wyspa Jersey jest największą z Wysp Normandzkich położonych na Kanale La Manche. Chociaż słowo „największa” brzmi nieco zabawnie, jeśli uzmysłowimy sobie, że Jersey można objechać rowerem w jeden dzień. Jest to bardzo ciekawe miejsce. Ani to część Wielkiej Brytanii, ani osobne państwo. Podlega koronie brytyjskiej, ale już nie rządowi w Londynie. Ma własny rząd i walutę, ale za jej politykę zagraniczną odpowiada Wielka Brytania. Ten skomplikowany status nie odbiera uroku wyspie Jersey, która jest niezwykle malownicza, ma rozległe plaże i zachwycające klify. Polacy emigrujący za chlebem też polubili to miejsce – mieszka tu i pracuje około 5 tys. naszych rodaków. W sezonie wakacyjnym, kiedy zajęć (i turystów) więcej – Polaków też przybywa.

Jednak o istnieniu Jersey do pewnego momentu wiedziało niewielu naszych rodaków. Wyspa kojarzona była głównie z charakterystycznymi krowami tzw. „dżersejkami” – jeśli ktoś interesował się bydłem… Idąc tym tropem, łatwo się domyślić, że wyspa ma tradycje farmerskie.

Każdy, kto tam trafi, zachwycony jest panującym na wyspie spokojem. Potwierdzają to policyjne statystyki, które wypadają dość dobrze. Najczęściej zdarzają się tu oszustwa, drobne kradzieże czy wykroczenia drogowe.

Morderstwo z 2004 roku było pierwszym na Jersey od 70 lat! O wyspie mówiło się, że to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie.

Niestety, spokój tego miejsca został zmącony w sierpniu 2012 roku. To właśnie wtedy wydarzyła się najkrwawsza zbrodnia w historii Jersey.

 

Całkiem wygodne życie

Darek pochodził z Nowego Sącza. Spędził tam dzieciństwo, ukończył szkołę – tzw. samochodówkę. Nie wyróżniał się wśród kolegów. Wychowywał się razem ze starszym o dwa lata bratem i młodszą o dwa lata siostrą. Była to zwykła, normalna rodzina.

O rok starsza od niego Iga pochodziła z Bydgoszczy, gdzie mieszkała z bratem i rodzicami. Tam też skończyła podstawówkę i uczyła się w Bydgoskim Zespole Szkół Handlowych. Była szczupłą i atrakcyjną blondynką. Uczucie między nią a Darkiem zrodziło się, kiedy chłopak odbywał służbę wojskową w Bydgoszczy. Dziewczyna była jego wielką miłością.

Trzy lata później, w 2005 roku, postanowili szukać szczęścia, a raczej pieniędzy, za granicą. Osiedlili się na wyspie Jersey, gdzie mieszkał ojciec dziewczyny. Tam wzięli ślub cywilny. Rok po ślubie na świecie pojawiła się Klara, a cztery lata po niej Krystian. Modelowa rodzina 2+2. Teść, który od lat pracował w firmie pośredniczącej w zatrudnieniu, załatwił zięciowi pracę. Darek zarabiał na budowie tak dobrze, że Iga nie musiała szukać pracy. Zajmowała się wychowaniem dzieci i dbała o dom.

Mieszkali w cichej, zielonej okolicy w Saint Helier – stolicy wyspy, przy ulicy Victoria Crescent. Idealne miejsce do wychowywania dzieci. Wydawać by się mogło, że wszystko w ich życiu układało się znakomicie. Potem okazało się, że Darek planował kupno mieszkania w rodzinnych stronach. Wpłacił zaliczkę – całe zarobione za granicą oszczędności. Było to 50 tys. zł. Niestety, został oszukany przez developera. Rozpoczęła się walka o odzyskanie pieniędzy. Pełnomocnictwo w sprawie miał ojciec Darka, który był na miejscu i mógł trzymać rękę na pulsie. Ostatecznie deweloper zobowiązał się oddać zaliczkę w ratach. Co miesiąc po tysiąc złotych.

 

Idze i dzieciom dobrze żyło się na wyspie. Chociaż bez wątpienia z dużym sentymentem i czułością myślała o Bydgoszczy. Nazywała ją swoim ukochanym miastem. Czy rzeczywiście para zamierzała wrócić do Polski? Mieszkali na wyspie już kilka lat i mieli status rezydentów. Oznacza to, że stali się pełnoprawnymi mieszkańcami Jersey i gdyby zaszła potrzeba, łatwiej by im było znaleźć dobrą pracę, komfortowe mieszkanie czy korzystać z uprawnień socjalnych. Nie byli już emigrantami, którzy w muszą walczyć o przetrwanie.

 

Ostatnie wakacje

W drugiej połowie lipca 2012 roku rodzina P. wybrała się na wakacje w rodzinne strony. Czas przed podróżą i jej początek musiał być emocjonujący dla Igi, bo na jednym z popularnych portali społecznościowych dzieliła się swoimi bardzo intymnymi wyznaniami. 12 lipca napisała: „Niewielu mężczyzn dostaje to, czego pragnie, niewielu mężczyzn zasługuje na to, co dostaje”. W połowie miesiąca pojawił się kolejny wpis: „Nie ma nic cenniejszego niż życie… Dziękuję przyjaciołom za to, że mogłam na was liczyć”.

Kilka dni późnej, dokładnie 21 lipca następna adnotacja: „Kocham cię nad życie. Razem trzymając się za ręce, zniesiemy wszystko, bo jesteś moją miłością, wiarą, pokorą, a przede wszystkim moją drugą połową”. Do tego wpisu załączyła zdjęcie swojego męża i link do piosenki zespołu Varius Manx „Dziękuję Ci”.

W niedzielę, 14 sierpnia 30-letnia Iga P., 31-letni Dariusz P. i ich dzieci (6-letnia Klara i 2-letni Krystian) byli już w domu na Jersey. Z Polski wrócili rankiem. Popołudnie spędzali razem z 56-letnim Andrzejem G., ojcem Igi i jej 34–letnią przyjaciółką – Magdą oraz jej 5-letnią córeczką, Mają. Magda, mieszkająca już kilka lat na Jersey, zostawiła w domu męża (Brytyjczyka).

Nie była szczęśliwa w małżeństwie. Kilka dni wcześniej dowiedziała się, że jej mąż ma romans. Rzuciła się na niego z pięściami, a potem zaatakowała przybyłych na miejsce funkcjonariuszy.

15 sierpnia miała mieć proces. Potrzebowała stałego adresu, by nie trafić do aresztu, a jej córka pod opiekę ojca. Przeniosła się więc do Igi, kiedy tylko rodzina P. wróciła z wakacji w Polsce.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze