Ponad ćwierć wieku po porwaniu Jarosława Ziętary przed poznańskim Sądem Okręgowym rusza proces dwóch byłych ochroniarzy Elektromisu. Ma się rozpocząć w środę 24 października. Akt oskarżenia trafił do poznańskiego sądu 11 maja. Oskarżeni to 60-letni: Mirosław R. ps. Ryba oraz Dariusz L. ps. Lala. Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zarzuca im „uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary”.

W postępowaniu przygotowawczym, powierzonym policjantom z krakowskiego Archiwum X, przesłuchano 283 świadków, przeprowadzono wizje lokalne oraz inne eksperymenty procesowe. Według Ewy Bialik – rzecznika prasowego Prokuratury Krajowej – całość postępowania prowadzona była na podstawie postanowienia z 9 maja 2016 r. o tzw. wyłączeniu materiałów do odrębnego rozpoznania. To procesowa kontynuacja poprzednich postępowań, których bieg rozpoczął się 6 września 1993 r., kiedy Prokuratura Rejonowa Poznań-Grunwald wszczęła śledztwo w sprawie zaginięcia.

24-letni Jarosław Ziętara został porwany 1 września 1992 r. w drodze do redakcji „Gazety Poznańskiej”. Po latach okazało się, że co najmniej od jesieni 1991 r. prowadził dziennikarskie śledztwo, które zagrażało nielegalnym interesom kilku poznańskich firm oraz ludziom powiązanym z wysokimi urzędami państwowymi. Kiedy zorientowali się, że zbierane przez niego materiały mogą zostać opublikowane, postanowili dziennikarza uprowadzić. Przez kilka dni Ziętara miał być torturowany. Został zamordowany, a jego ciało do dziś nie zostało odnalezione.

Według opinii znajomych i wykładowców z Uniwersytetu Adama Mickiewicza Ziętara był bardzo zdolnym młodym dziennikarzem, który jako człowiek był raczej skryty. Nie chwalił się tematami przygotowywanych tekstów czy śledztw dziennikarskich. Znał trzy języki: rosyjski, francuski i esperanto. Uczył się intensywnie angielskiego. Zanim trafił do „Gazety Poznańskiej”, pracował w tygodniku „Wprost”. Tam opublikował teksty dotyczące m.in. UOP, spółki Art-B oraz pogromu kieleckiego. Przez porwaniem jeden z jego tekstów przedrukowała „Rzeczpospolita”.

Od dwóch lat przed Sądem Okręgowym w Poznaniu toczy się już proces związany z uprowadzeniem i śmiercią Ziętary. Oskarżonym jest Aleksander Gawronik, którego prokuratura podejrzewa o podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Były senator nie przyznaje się i twierdzi, że Ziętara żyje, a w 1992 r. mógł wyjechać z Polski, by zacząć nowe życie.

Poznański dziennikarz Krzysztof M. Kaźmierczak – współautor książki „Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa” –  jest przekonany, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Kaźmierczak dodaje w rozmowie z dziennikarzem dziennika „Rzeczpospolita”, że Ziętarę porwano i zamordowano nie za to, co napisał, ale za to, co zamierzał napisać. W rocznicę uprowadzenia nieznani sprawcy uszkodzili w nocy uszczelnienie drzwi do mieszkania Krzysztofa M. Kaźmierczaka i wlali do wnętrza nieznaną substancję. Dziennikarz odebrał to jako próbę zastraszenia, ale prokuratura umorzyła sprawę.

źródło: www.rzeczpospolita.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze