Aneta Kochańska była coraz bardziej zdenerwowana. Zbliżała się godzina 18., a syna nadal nie było w domu. – Pewnie znowu zagadał się z kolegami albo poszedł z nimi do pubu po zajęciach –  sama do siebie usprawiedliwiała jego nieobecność. Maciek, ukochany jedynak, od kilku miesięcy studiował na prywatnej uczelni informatykę. Dzwoniła na jego komórkę, jednak nikt nie odbierał. Godzinę później, głodna i zdenerwowana, sama zjadła ziemniaki i pulpety w sosie pomidorowym. Dopiero o godzinie 20. dostała SMS, który wszystko tłumaczył: „Maciek został porwany. Szykuj 20 tysięcy euro. Ani słowa policji. Albo okup albo śmierć. Czekaj na kolejne instrukcje”.

Kochańska nie ryzykowała. Wprawdzie nie powiadomiła policji, jednak skontaktowała się ze znajomym prywatnym detektywem Andrzejem Markowskim. O pieniądze dla porywaczy nie musiała się martwić. Mąż, ceniony informatyk, od ponad roku pracował na kontrakcie w Norwegii, w firmie zajmującej się poszukiwaniem ropy naftowej. Rozłąka z ukochanym to przykra rzecz, ale prawie 10 tysięcy euro, które co miesiąc wpływało na ich konto bankowe wynagradzało brak męża pod jednak dachem. Natychmiast zadzwoniła do niego i powiedziała o porwaniu. Małżonek nie zastanawiał się ani chwili: – Wykonuj ich polecenia, nie narażaj Maćka na żadne niebezpieczeństwo. Najważniejsze, żeby cały i zdrowy wrócił do dom. Zadzwoń do Andrzeja Markowskiego, tego detektywa, na pewno ci pomoże.

Porywacze odezwali się następnego dnia, rano. Podali szczegóły gdzie i jak ma być przekazany okup. Matka porwanego mężczyzny nie próbowała zwodzić bandytów. Wyjęła pieniądze z konta bankowego i – tak jak zażądali porywacze – o godzinie 20. zostawiła paczuszkę z pieniędzmi w koszu na śmiecie przy fontannie w miejskim parku. O tej porze jesienią prawie nigdy nikt tam nie spaceruje. Czuła się nieswojo w tej okolicy tym bardziej, że porywacze nakazali, by przyszła tam sama. Detektyw Markowski towarzyszył jej do wejścia do parku. – Dalej musi pani iść sama, lepiej nie prowokować bandytów – stwierdził.

Maciek wrócił do domu jeszcze tego samego wieczora, przed północą. Matka ze łzami w oczach rzuciła mu się na szyję. – Syneczku, dobrze, że ten koszmar już się skończył. Nic ci się nie stało? – spytała.

Na szczęście wszystko w porządku. Bandyci porwali mnie jak wracałem do domu – zaczął opowiadał o wydarzeniach ostatniej doby. – Szedłem chodnikiem, kiedy zatrzymał się przy mnie samochód. Chyba ford albo opel. Jakiś facet wyskoczył i wciągnął mnie na tylne siedzenie. Myślałem, że to jakiś żart przed wieczorem kawalerskim kolegi z uczelni, bo dwaj pasażerowie mieli kominiarki na twarzach. Nawet zażartowałem, że udał im się dowcip, ale krzyknęli, że to porwanie i mam się zamknąć. Zaraz też założyli mi opaskę na oczy, abym nic nie widział. Nie wiem, gdzie i jak długo mnie więzili. Rzucili mnie na jakieś łóżko, kazali iść spać. Wydaje mi się, że cały czas ktoś był przy mnie. Obudzili mnie, dali jakiejś pizzy do jedzenia. Nawet całkiem smaczna, akurat taka, jaką lubię: z serem pleśniowym, oliwkami i czerwoną papryką, ale to wszystko, co dzisiaj jadłem. Dobrze, że chociaż cały czas miałem wodę na stoliku. W ciągu dnia włączyli radio, dzięki czemu wiedziałem, która godzina. Po dziesiątej wieczorem wsadzili mnie do samochodu i po kilku minutach jazdy zostawili na przystanku autobusowym. Dopiero tam, jak usłyszałem odgłos odjeżdżającego pojazdu, zdjąłem opaskę, którą miałem na oczach.

Nie mogłeś od razu zadzwonić – z wyrzutem stwierdziła matka. – Tak się o ciebie bałam!

Wczoraj zabrali mi komórkę i nie oddali. Dobrze, że miałem portfel z pieniędzmi to zatrzymałem taksówkę.

Całej tej rozmowie przysłuchiwał się detektyw Markowski. – Porywacze zabierają porwanym telefony, żeby nie zostali namierzeni przez policję. Mi jednak wydaje się, że panu Maćkowi nie mogła stać się żadna krzywda!

Młody mężczyzna spojrzał na detektywa ze zdziwieniem. – Ale o co chodzi? – spytał.

O to, że chyba zmyślił pan tę historię. Coś mi się nie zgadza w tej opowieści… – detektyw zawiesił głos.

Czy miał podstawy, by tak twierdzić?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze