Nie ma chyba lepszego sposobu na spędzanie letniego, sobotniego wieczoru jak wspólne grillowanie z rodziną albo znajomymi. Kiełbaska, marynowana karkówka, kaszanka dla mięsożerców, warzywa dla wegetarian. Albo szaszłyki – nie wymagają żadnych zdolności kulinarnych – wystarczy umieć pokroić mięso i warzywa, aby cieszyć się różnorodnością smaków na patyku. Tym bardziej, kiedy zaskakują oryginalnością.

Komisarz Marczak był mistrzem w przygotowywaniu takich szaszłyków. Nie dość, że wyglądają bardzo atrakcyjnie na talerzu, nie dość, że doskonale smakują, do tego wszystkiego zawierają mnóstwo zdrowych składników.

– Lato bez grilla to nie lato – mawiał. – Ten pierwszy w sezonie zawsze smakuje najlepiej.

W tym roku pierwszy grill był wyjątkowo późno. Marczak pod koniec kwietnia wyjechał na kilkutygodniowy kurs do szkoły policyjnej poświęcony socjotechnice w cyberprzestępczości. To coraz większy problem we współczesnym świecie. W powszechnym mniemaniu wielu osób cyberprzestępcy używają zaawansowanych technologii, aby włamać się do komputerów, na konta internetowe i urządzenia mobilne. To część prawdy. Okazuje się, że dużo częściej wykorzystują do tego ludzkie słabości: naiwność, łatwowierność czy podatność na manipulację, aby np. przejąć kontrolę nad naszym urządzeniem, uzyskać hasła czy kody dostępu… Regularnie dochodzi do ataków, które bazują na fałszywych SMS-ach, rzekomo od firm kurierskich, banków, instytucji państwowych. Nadawca namawia jedynie do kliknięcia w jeden link. Ten, kto to zrobi, może przysporzyć sobie sporo kłopotów!

Na lipcowego grilla Marczak przygotował trzy nowe miksy. Pierwszy to oscypek z batatem i czerwoną papryką, polany po upieczeniu konfiturą żurawinową, drugi to łosoś z awokado i cukinią, w towarzystwie sosu miętowo-limonkowego, wreszcie tuńczyk z pomidorkami koktajlowymi, czarnymi oliwkami i sosem cytrynowo-bazyliowym.

– Nie mam pojęcia, skąd on bierze te wszystkie przepisy. Na co dzień trudno go namówić do pomocy przy robieniu kolacji, ale kiedy tylko usłyszy hasło grill, to przekopałby cały internet, żeby znaleźć coś nowego. On lubi wynalazki, a dla mnie nie ma nic lepszego nad kawał dobrej kiełbasy znad ogniska – opowiadała jego żona, kiedy wraz z grupą znajomych siedzieli przy rozżarzonych kawałkach węgla drzewnego.

Przed kilkoma dniami wygrała konkurs na dyrektora szkoły, była okazja by nie tylko coś zjeść, ale i napić się czegoś zacnego.

– Nie ukrywam, że lubię dobrze zjeść, ale jeszcze bardziej przyrządzić coś niebanalnego – Marczak wszedł żonie w słowo.

– Mam nadzieję, że dzisiejsze szaszłyki wam smakują. A na deser, tak jak zawsze, mam dla was zagadkę. Wprawdzie nie ma w niej trupa, ale usłyszałem ją na ostatnim szkoleniu policyjnym. Jej rozwiązanie jest trudne, a jednocześnie bardzo proste. Pokazuje tylko, że na co dzień myślimy rutynowo i schematycznie, a to często wykorzystują przestępcy. Sam się na tym złapałem! Uważnie słuchajcie…

Czerwcowy wieczór, jeden z najdłuższych dni w roku. Było jeszcze jasno, chociaż minęła już godzina 21. Anna Kowalska poczuła nieprzyjemne dreszcze.

– Jak nic, bierze mnie przeziębienie – powiedziała do stojącej obok koleżanki, Marty Zapały. – Oby tylko przeziębienie nie przeszkodziło mi w jutrzejszej konferencji, na której mam wygłosić bardzo ważny referat. Będą moi szefowie i zagraniczni goście.

– Najlepiej połóż się od razu do łóżka, a na pewno do jutra ci przejdzie – zasugerowała Zapała.

Kowalskiej nie trzeba było dwa razy namawiać. Koleżanka nakryła ją kocem, dała jakieś tabletki (jej torba zawsze kryła kilka rodzajów lekarstw), po czym życzyła jej dobrej nocy. Kilka minut później Kowalska już spała. Zanim usnęła, przez okno widziała piękną, strzelistą wieżę miejscowej katedry i zegar, wybijający pierwszy kwadrans po godzinie 21. Kiedy się obudziła, nie czuła już żadnego przeziębienia. Jedna rzecz poważanie ją zaniepokoiła! Za oknem nie było kościelnej wieży, nie słyszała też zegara wybijającego godziny i kwadranse. Co się stało? Trzeba zaznaczyć, że kobieta była w pełni władz umysłowych, nie doszło do żadnej katastrofy budowlanej, okno było odsłonięte tak jak wieczorem, wieży nie zasłonił żaden inny obiekt… Pogoda tamtego ranka, podobnie jak widoczność, była znakomita…

Kiedy komisarz Marczak zakończył opowieść, zapadło milczenie. Powiódł wzrokiem po gościach, ale nikt nie umiał odpowiedzieć, co się stało?

 Czy domyślasz się rozwiązania historyjki, którą komisarz opowiedział przy lipcowym grillu?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze