Komisarz Markowska lubiła wspólne nocne dyżury z komisarzem Majchrzykiem. Kolega po fachu dopiero od kilku miesięcy pełnił służbę w ich komendzie, a zdążył złamać serca wszystkim chyba funkcjonariuszkom w mieście. Przystojniak, jakich mało. Dwa metry wzrostu, niebieskie oczy i atletyczna budowa, której nie tuszowały nawet luźne dżinsy i sportowy podkoszulek.

Inna rzecz, że Majchrzyk nawet nie próbował ukryć muskulatury, bo wiedział, jak działa na kobiety. Do tego miał poczucie humoru. – Synu, jeśli potrafisz rozbawić partnerkę w kryzysowej sytuacji, masz kobietę – powtarzał mu ojciec.

O matko, żeby takie ciacho nie miało jeszcze dziewczyny – rozmarzyła się Markowska. – Mógłby spróbować mnie poderwać, na pewno bym się nie opierała.

Ej kobieto, nie bujaj w obłokach, mówię do ciebie, a ty nic… Skoczę po hamburgera i frytki, przynieść ci coś na kolację? Przed nami długa noc, oby spokojna – przystojny komisarz sprowadził policjantkę na ziemię.

Wiesz, może jakąś sałatkę, próbuję zrzucić poświąteczne kilogramy, idzie wiosna… – nie dokończyła zdania, kiedy zadzwoniła jej służbowa komórka. Przez chwilę uważnie słuchała rozmówcy po drugiej stronie. Wyraz jej twarzy nie zdradzał nic dobrego.

Majchrzyk, kolacji to ty już raczej dzisiaj nie zjesz. Mamy zabójstwo. Denat to Franciszek Dębski, prezes spółdzielni mieszkaniowej na twoim osiedlu. Zwłoki znalazła gosposia, która przyszła wieczorem posprzątać willę.

Kilka minut później oboje byli na miejscu zbrodni. Mężczyzna początkowo leżał twarzą do podłogi. Gdy lekarz go obrócił, wszystko stało się jasne. Ktoś strzelił mu w plecy! Jak stwierdził lekarz, pocisk trafił go pod łopatką i wyszedł z lewej strony klatki piersiowej. Denat był w pogniecionej, białej koszuli. Najprawdopodobniej założył ją rano i nie zdążył się przebrać po całym dniu pracy. Zresztą jego szyję krępował jeszcze niebieski krawat.

-Zabójca chyba zaskoczył go, gdy wszedł do domu – stwierdził Majchrzyk.

-Jak na to wpadłeś, Watsonie? – zapytała Markowska. – Nigdy bym się tego nie domyśliła.

Koszula była zakrwawiona w miejscu wejścia pocisku na plecach i w miejscu wyjścia. Oprócz tego kilka plam krwi widać było na jasnym dywanie. Policjanci zaczęli szukać pocisku, kiedy nagle usłyszeli krzyk kobiety, która weszła do mieszkania i spostrzegła denata leżącego na plecach.

– O Boże, co się stało?

Zamordowano Franciszka Dębskiego, który tutaj mieszkał. A pani to kto, przepraszam? – zapytał Majchrzyk.

Agata Nowakowska, jego asystentka. Mieszkam, to znaczy mieszkałam razem z Franciszkiem od kilku tygodni. Od dwóch lat jestem jego sekretarką. Ostatnio zbliżyliśmy się do siebie, zaproponował mi, żebym się do niego przeniosła. Wcześniej wynajmowałam mieszkanie, więc teraz zostawało mi w portfelu chociaż trochę pieniędzy.

Czy domyśla się pani, kto i dlaczego mógł zabić prezesa?

– W pierwszym momencie przychodzi mi na myśl mój były chłopak, Janusz Karbacz. Był o mnie chorobliwie zazdrosny, dlatego się rozstaliśmy. Odgrażał się, że jeszcze urządzi Dębskiego, bo nie mógł się pogodzić, że jesteśmy razem. Wiedziałam, że Karbacz to świr, ale żeby zaraz strzelać człowiekowi w plecy! Nie spodziewałam się, że może się do czegoś takiego posunąć.

Nie wiem, czy Karbacz to świr, bo go nie znam, ale na pewno nie ma on nic wspólnego z zabójstwem prezesa – nagle odezwała się Markowska, przysłuchująca się z boku rozmowie. – Pani Agato, jest pani zatrzymana.

Majchrzyk ze zdziwieniem patrzył na koleżankę.

Nie za wcześnie na zatrzymanie? – spytał.

Wiem, co robię. Chodź, pojedziemy na hamburgera i frytki, to ci wszystko wyjaśnię. Ale ty płacisz! – powiedziała komisarz Markowska.

Czy komisarz Markowska miała podstawy do zatrzymania Agaty Nowakowskiej?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze