Konia z rzędem temu, kto precyzyjnie wyjaśni różnicę między przynętą a zanętą albo między przekąską a zakąską. Marek Ryński w cywilu znał się na łowieniu ryb jak mało kto, ale językowymi duperelami w ogóle nie zawracał sobie głowy. Zanęta czy przynęta – jeden czort. Byle ryba brała. Co do różnicy w zakąszaniu, wystarczyła mu stara prawda, żeby nie pchać się między wódkę a zakąskę. Jako komisarz, Marek Ryński nigdy nie pchał się do towarzystwa wyższych stopniem. Lubił swoją robotę. Nawet w weekendy, jak teraz, kiedy wzywano go do wypadku nad jezioro Bobrówko.

Na brzegu jeziora policyjny patrol zabezpieczał teren wokół ciała mężczyzny, zapewne wędkarza (sądząc po woderach), które leżało na brzegu. Nieco dalej stali mężczyzna i kobieta.

– Panie komisarzu, to właśnie ten pan zgłosił wypadek – powiedział jeden z policjantów, wskazując na mężczyznę ubranego w wędkarską kamizelkę „nafaszerowaną” kieszeniami i zapinkami.

– Kowalik jestem, Andrzej Kowalik, kolega denata, znaczy Brzozowskiego Stefana, kolegi naszego… – Kowalik plątał się, wyraźnie zdenerwowany.

Marek Ryński, komenda policji w P. – przedstawił się komisarz. – Proszę spokojnie opowiedzieć, co tu się wydarzyło.

– Przyjechaliśmy ze Stefanem na ryby. Stefan Brzozowski jest… to znaczy był… moim wspólnikiem. Prowadzimy dużą firmę transportową. Roboty człowiek nie przerobi. Co jakiś czas wpadaliśmy się zrelaksować do ośrodka i na ryby. Wczoraj też… Omawialiśmy sprawy firmowe. Mamy pewne kłopoty, kierowcy odchodzą.

– Bo im słabo płacicie – wtrąciła się milcząca do tej pory kobieta.

Ryński spojrzał na efektowną blondynkę, ubraną w sportowy, gustownie dobrany kombinezon.

– Pani jest… – zawiesił głos.

– Rajewska Danuta, asystentka w księgowości – wyjaśniła wdzięcznie kobieta.

„Asystentka krytykuje szefów. Z facetami na ryby się wybrała? To się nazywa wepchać między wódkę a zakąskę…” – pomyślał Ryński, a głośno zapytał: – I co było dalej?

Stefan chciał podnosić płace, ja argumentowałem, że nas nie stać. Przyjechała asystentka Rajewska z raportami. Stefan zaczął dopytywać panią Danusię o szczegóły. Pokłóciliśmy się i wyszedłem.

„Chyba nie o te szczegóły” – Ryński zaczynał się irytować. Został wezwany do wypadku, a trafił na zwłoki. – To pan znalazł Brzozowskiego? Jak to się stało?

No jak mówiłem… Rozstawaliśmy się w gniewie. Wstałem skoro świt i ruszyłem nad zatoczkę, gdzie zwykle łowiliśmy. Brzozowski już czatował. Minąłem go, żeby dnia nie zaczynać od kłótni. Poszedłem na inne łowisko. Ryba nie brała, ale mijała mi złość. Po godzinie całkiem przeszła. Postanowiłem sprawdzić, czy u Stefana ryba bierze. Wróciłem do zatoczki, Stefan leżał w wodzie, blisko brzegu. Miał rozbitą głowę. Wyciągnąłem go na brzeg. Odwróciłem na wznak. Chciałem reanimować, ale już nie żył. Nawet rąk nie dało się rozprostować. Zadzwoniłem po policję.

– Hm, coś jeszcze pan zauważył?

– Widziałem dwóch ludzi odjeżdżających samochodem. Może to oni napadli Stefana? Albo poślizgnął się na kamieniach i uderzył głową?

Sprawdzimy ślady, a przyczynę zgonu wyjaśni sekcja zwłok. A pani też wybrała się na grube ryby? – nie bez cienia ironii zwrócił się do Rajewskiej Ryński.

Nie gustuję w takich gatunkach – odcięła mu się asystentka. – Zostałam wezwana do przedstawienia raportu o stanie finansów firmy i tyle. Rano pan Kowalik zadzwonił, że był wypadek i Stefan nie żyje. Przykro mi, ale nic więcej nie mogę dodać.

– Tak, to przykry i dziwny wypadek – powiedział Ryński.

 Co zdziwiło komisarza Ryńskiego?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze