Luksusowa willa Janusza Szymkowiaka była doskonale chroniona. Nowoczesny monitoring i ekipa ochroniarska przyjeżdżająca w kilka minut po wzbudzeniu alarmu  skutecznie zniechęcały nieproszonych intruzów. Dzięki temu znajdujący się w obejściu majątek był doskonale zabezpieczony przed kradzieżą. Tyle tylko, że sprawcami takich zdarzeń  są nie tylko wyrafinowani przestępcy… ale również członkowie najbliższej rodziny.

Najczęściej ofiarami takich kradzieży padają dziadkowie okradani przez wnuczków – twierdzą detektywi z wydziałów dochodzeniowych. – Takie zdarzenia rzadko dotyczą biednych rodzin, po stokroć częściej dochodzi do nich w bogatych domach, gdzie ludzie nie liczą każdego banknotu. Młodym ludziom często nie wystarcza spore kieszonkowe i stąd pokusa, by podebrać rodzicom kilkaset złotych. Na modny ciuch, gry komputerowe, wypad ze znajomymi za miasto.

Taki problem pojawił się ostatnio w rodzinie Janusza Szymkowiaka, właściciela hurtowni z materiałami budowlanymi. Opowiedział o nim swojemu przyjacielowi, komisarzowi Mariuszowi Dymeckiemu, z komendy policji w C.

Słuchaj Mariusz, to delikatna sprawa. Od dwóch tygodni mieszkam sam z synami, żona z córką i zięciem wyjechała na turnus rehabilitacyjny nad morze. W sypialni trzymam kasetkę z pieniędzmi, bywa, że jest tam kilkanaście tysięcy. To takie pogotowie kasowe na niespodziewane wypadki. Wiesz, w interesach niekiedy trzeba mieć gotówkę, by od razu zapłacić za towar, który dostarczył kontrahent. Samo życie. Zdarza się. Ale do rzeczy… Nie liczę dokładnie tych pieniędzy, ale od pewnego czasu mam wrażenie, co jest ich za mało. Nie są to jakieś wielkie kwoty, po kilkaset złotych. Bardzo mnie to smuci. To okropna świadomość mieszkać pod jednym dachem ze złodziejem, którym może być któryś z twoich dwóch  synów.

– To może zainstaluj jakąś miniaturową kamerę w sypialni albo pogadaj z ludźmi z agencji ochroniarskiej. Pewnie coś ci doradzą – zaproponował Dymecki.

Coś ty! To nie wchodzi w rachubę. Na razie… Nie chciałbym popsuć relacji z dzieciakami, które nie zawsze są najlepsze. Starszy ma 18 lat, młodszy 16. Pomyślałem, żebyś może z nimi pogadał. Ty to tak potrafisz podejść człowieka, że niekiedy zdradzi się jakimś jednym szczegółem. Ja nie jestem psychologiem, zdenerwuję się, będzie awantura i nic się nie dowiem!

Przeceniasz mnie, ale dobrze, spróbuję. Choć oczywiście nie ręczę za efekt – zastrzegł się policjant.

Najpierw poszedł do sypialni na pierwszym piętrze, by obejrzeć kasetkę. Otworzył drzwi, zrobił cztery kroki przez wąski korytarz, skręcił w prawo przed stylowym, drewnianym łóżkiem, podszedł do szafy. Na samym dole, w rogu, stała przytwierdzona od dołu metalowa kasetka, w której trzymał pieniądze. Z tego, co powiedział jeszcze gospodarz wynikało, że były do niej dwa klucze: jeden miał on, drugi żona. Żona – przez przypadek zabrała swój do sanatorium, on nosił przypięty do breloczka z kluczami samochodowymi. Od kilkunastu dni nie zamykał kasetki, bo przecież był tylko z synami. I wtedy pojawił się ten problem…

Dymecki najpierw porozmawiał ze starszym synem Szymkowiaka – Bronisławem. Pogadali o szkole, wędkowaniu, które było ich wspólną pasją, planach na wakacje. W pewnym momencie rozmowa – niby to przypadkiem – zeszła na pieniądze. – Odkładam na wyjazd z kolegami z kieszonkowego, bo ojciec ma węża w kieszeni. Pieniędzy ma jak lodu, a pierworodnemu synowi żałuje! Nie mogę tego zrozumieć. Gdyby Jacek, to znaczy mój młodszy brat poprosił, pewnie od razu by dostał bo tak jest w niego wpatrzony! Ojciec przed miesiącem zażartował, że jak chcę jakieś ekstra pieniądze, to mogę u niego zarobić w hurtowni, przy rozładunku ciężarówek z glazurą i terakotą. Myślałem, że to dowcip, ale mówił to całkiem poważnie…

 

 x x x

Kilka minut później komisarz rozmawiał z Jackiem Szymkowiakiem. – Starszy brat żalił się, że tata bardziej cię kocha niż jego, bo spełnia wszystkie twoje zachcianki. Podobno zaproponował mu, żeby zarabiał w hurtowni na wakacje.

Słyszałem o tym. I co w tym złego! Braciszkowi korona by nie spadła, jakby sobie kilka odcisków zrobił. Lubi się zabawić, ale do pracy to nie jest taki chętny.

– A skąd bierze pieniądze. Ojciec przecież nie jest taki rozrzutny.

– Ja tam nic nie wiem, ale przed kilkoma dni widziałem, jak wszedł do sypialni i kręcił się koło sejfu, w którym tatuś trzyma pieniądze.

– Coś ci się tłumaczył?

– Nie, bo pewnie mnie nie zauważył. Przechodziłem korytarzem do swojego pokoju, byłem w samych skarpetkach. Udałem, że nic nie widziałem, a sam tego tematu nie rozpoczynałem. Wie pan, on jest starszy, udaje dorosłego, a mnie traktuje jak dzieciaka, choć jestem tylko o dwa lata młodszy.

– Rozumiem, też mam starszego o kilka lat brata i jak byliśmy w waszym wieku to nie raz się posprzeczaliśmy, ale dzisiaj wspominamy to z humorem.

 

x x x

Już chyba wiem, który z twoich synów ma coś na sumieniu – powiedział komisarz, kiedy usiadł przy kawie z Januszem Szymkowiakiem. – Myślę, że musisz pogadać z…

Jak myślisz, kogo i dlaczego miał na myśli komisarz Dymecki?

Rozwiązanie zagadki na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze