Grupa „Pięciu młodych tenorów” od dwóch lat odnosiła coraz większe sukcesy. Wprawdzie trudno ich było usłyszeć w większości komercyjnych rozgłośni radiowych, jednak dzięki wielu pozytywnym recenzjom w lokalnej prasie i mediach społecznościowych nie narzekali na brak słuchaczy. Wręcz przeciwnie. Często bilety były wyprzedawane do ostatniego miejsca, a niektórzy decydowali się na miejsca stojące na widowni. Nie ma się czemu dziwić. Ich koncerty burzyły wszelkie stereotypy o muzyce klasycznej, która kojarzyła się z czymś trudnym. Jak podkreślali krytycy muzyczni: „ten zespół swoimi występami doskonale łączy pokolenia. Doskonale czują nie tylko klasyków muzyki poważnej, ale także Michaela Jacksona, Beatlesów czy zespołu Queen”.

Młodzi tenorzy (w tym określeniu nie było żadnej przesady, bo najstarszy z artystów nie przekroczył jeszcze trzydziestego roku życia) mieli w swoim repertuarze ogromy wachlarz utworów i doskonale zarażali publiczność swoją pasą do muzyki dosłownie porywając widownię z krzeseł. Byli nie tylko świetnie wyszkolonymi, ogromnie utalentowanymi wokalistami, ale też tancerzami i konferansjerami. Takie połączenie za każdym razem gwarantowało  wspaniale spędzony wieczór, o którym pamięta się przez długi czas.

– Trudno oprzeć się urokowi tych facetów. Jestem pod olbrzymim wpływem ich głosu – często powtarzały młode kobiety po ich koncertach.

W powiatowym R. mieli wystąpić 8 marca. Przed wejściem do miejscowego Domu Kultury od kilku dni wisiały kolorowe plakaty. „Tego jeszcze nie było. Pięciu młodych tenorów zaprasza na koncert z okazji Dnia Kobiet. Ich kompozycje ukołyszą Państwa duszę w tym wyjątkowym dniu! W powietrzu unosić się będzie słodki zapach miłości, a nasi znakomici artyści sprawią, że niejedno serce cudownie zadrży w rytm największych miłosnych przebojów, zabierzemy Państwa w sentymentalną podróż po zakamarkach serca i duszy i podróż ta będzie wyjątkowo miła!!!”

Niestety rankiem 8 marca, na plakatach, ktoś przykleił lapidarną informację: „Z przyczyn niezależnych od organizatora koncert został odwołany”.

Komisarz Morawski był jedną z niewielu osób, które znały przyczynę odwołania występów. W nocy ktoś zamordował Marka Nowakowskiego, jednego z członków zespołu.

Młody artysta został zamordowany w wynajmowanym od kilku miesięcy mieszkaniu. Zwłoki znalazła gosposia, która przyszła wieczorem posprzątać mieszkanie. Denat nie żył co najmniej od kilku godzin. Ciało leżało w gustownie urządzonym saloniku, wśród poprzewracanych mebli, porozrzucanych nut. Na stoliku pod oknem stała napoczęta butelka alkoholu i kieliszek z resztkami trunku. Na szkle doskonale widoczny był ślad szminki.

Bezpośrednią przyczyną śmierci był cios sztyletem zadany w klatkę piersiową. Ostrze weszło kilkanaście centymetrów w głąb ciała. Oprócz tego na twarzy i rękach były ślady głębokich zadrapań.

– Najprawdopodobniej musiał walczyć z napastnikiem. Biorąc pod uwagę tę szminkę na kieliszku, to chyba musiała być kobieta. Ciekawe tylko o co tak się pokłócili – głośno zastanawiał się aspirant Samoraj, który właśnie – razem z komisarzem Morawskim szykował się do przesłuchania dwóch kobiet, mieszkających w tym samy bloku co zamordowany mężczyzna. Były to pianistka Bożena Targowska i blogerka modowa Amelia Gruszczyńska. Z nagrań monitoringu w windzie wynikało, że były ostatnimi, które odwiedziły denata przed śmiercią.

– Nie ukrywam, że byłam u Marka około godziny 15. Zaniosłam mu aranżacje do nowych utworów, które pożyczyłam przed kolejną trasą koncertową. Proponował wypicie drinka, ale byłam samochodem i oczywiście odmówiłam. Pożegnałam się, i przez głowę nie przeszło mi, że ostatni raz widzę go żywego. Ostatnio trochę mnie podrywał, ale ja nie byłam zainteresowana tym związkiem. Ja nie mam nic wspólnego z jego śmiercią  – zeznała pianistka.

– Byłam umówiona z Markiem na godzinę 16, chciałam przeprowadzić z nim krótkim wywiad do mojego bloga, a przy okazji zrobić kilka zdjęć. Byłam nawet kilka minut przed czasem, bo o godzinie 17 miałam wizytę u manikiurzystki. Zadzwoniłam do mieszkania Marka, ale nikt nie otwierał drzwi. Nacisnęłam klamkę, było otwarte. Weszłam… Zobaczyłam, że Marek leży ze sztyletem wbitym w serce. Sparaliżowało mnie. Nalałam sobie whisky, wypiłam duży łyk. Wpadłam w panikę, wróciłam do domu, zastanawiałam się, co dalej robić. Ostatnio za dużo piję. Boję się, że przez ten ślad na kieliszku będziecie mnie podejrzewać, ale ja naprawdę go nie zabiłam – zapewniała blogerka zanosząc się płaczem pod koniec przesłuchania.

Morawski spojrzał na elegancko ubraną kobietę, doskonały makijaż, paznokcie… Mimo że kobieta nie zrobiła manicure, jej dłonie prezentowały się znakomicie. I wtedy coś go olśniło!

Jestem pewien, że to jednak pani zamordowała Nowakowskiego – oznajmił tonem zwycięzcy, a aspirant Samoraj spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem?

Skąd ta pewność w głosie komisarza?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze