Stanisław R. jest zapalonym wędkarzem. Łowi od 40 lat. Oprócz szczupaków, leszczy i płotek, różne rzeczy zdarzało mu się wyciągać z wody: stare buty, części garderoby, dziurawe garnki, koła od roweru, fragmenty sprzętu rtv, a swego czasu nawet portfel, w którym znajdował się banknot 50-złotowy. Nawet nie za bardzo zbutwiały. Ale coś takiego – pierwszy raz.  – I oby ostatni – mówi ze zgrozą w oczach pan Stanisław. Minęło już trochę czasu, a on wciąż to przeżywa. Kilkakrotnie przyśnił mu się koszmar, którego był świadkiem.

Wczesnym rankiem, 1 maja 2008 roku, wybrał się z wędką nad Wisłę w okolicach D. Była ładna pogoda, świeciło słońce. Usiadł przy brzegu na stołeczku, zarzucił wędkę i czekał. Upłynęło może pięć minut, gdy ją zobaczył. Długie jasne włosy, więc od razu wiadomo było, że kobieta. Ciało kołysało się w płytkiej wodzie, nieopodal przybrzeżnych szuwarów. Stanisław R. łudził się jeszcze, że to może manekin lub jakaś duża lalka; bardzo chciał żeby tak było. Po chwili jednak przekonał się, że w wodzie pływa ludzkie ciało. Drżącą ręką sięgnął po komórkę i wystukał 997.

 

* * *

Martwa dziewczyna nie miała przy sobie żadnego dokumentu tożsamości, ani nawet przedmiotu, który mógł być pomocny w ustaleniu jej imienia i nazwiska. Niewykluczone, iż takie rzeczy, jak np. telefon komórkowy czy notes z adresami znajomych, wypadły jej w wodzie. W pobliżu zwłok niczego takiego jednak nie znaleziono, mimo iż ekipa płetwonurków dokładnie spenetrowała rzeczną zatoczkę, gdzie Stanisław R. przyszedł łowić ryby.

Mogła mieć około 20 lat. Ubrana była w ciepłą, zimową kurtkę i gruby sweter. W jednej z kieszeni policja znalazła wełnianą rękawiczkę. To mogło wskazywać, że znalazła się w rzece co najmniej kilka tygodni wcześniej, kiedy jeszcze panowały wczesnowiosenne chłody. Pod koniec kwietnia i na początku maja ludzie na ogół ubierali się już znacznie lżej.

Lekarze to potwierdzili. Ich zdaniem przebywała w wodzie od około 3-4 tygodni. Na jej ciele nie stwierdzono żadnych obrażeń sugerujących, że została przed śmiercią pobita lub że już nie żyła, kiedy wrzucono ją do rzeki. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu dziewczyny było utonięcie. Młoda, zdrowa i urodziwa dziewczyna. Miała piękne jasnoniebieskie oczy i długie jasne włosy.

Można było więc uznać jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek. Cóż, przypadkowe utonięcia zdarzają się nie tylko latem.

W grę wchodziło także samobójstwo. Jednakże prowadzący śledztwo policjanci z komendy w P. nie spieszyli się z zamknięciem sprawy. I tak przecież należało ustalić tożsamość dziewczyny.

Ponadto, nie do końca byli przekonani, że utonęła przez przypadek. W samobójstwo nie wierzyli. W zasadzie nie dysponowali żadnymi materialnymi przesłankami, które mogłyby wskazywać na zabójstwo. Chodziło bardziej o przeczucia, niż dowody.

– Może dlatego, że była taka młoda i ładna – zastanawia się jeden ze śledczych. – Bardzo trudno pogodzić się ze śmiercią takiej osoby, a jeszcze trudniej uwierzyć, że zgon był dziełem przypadku… Dlatego postanowiliśmy szukać jakichś punktów zaczepienia, które nasze przeczucia zamieniłyby w dowody.

W ciągu kilku dni ustalono tożsamość wyłowionej z Wisły dziewczyny. Była to 21-letnia Dominika N. Mieszkała w P. dziadkami. Jej rodzice nie żyli od ponad 4 lat. Oboje zginęli w wypadku samochodowym, wracając z wesela u krewnych. Jak się okazało, Dominika była od miesiąca poszukiwana przez policję w związku z zaginięciem, które zgłosił jej dziadek.

 

* * *

Ustalenia policji w tej sprawie, poczynione przed znalezieniem zwłok Dominiki, były dość skromne. Babcia dziewczyny w rozmowie z prowadzącym sprawę komisarzem Krzysztofem C. stwierdziła, że 31 marca jej wnuczka najprawdopodobniej szykowała się na jakąś imprezę. Dyskotekę, albo inną potańcówkę. Dużo czasu spędziła w łazience, kąpiąc się, myjąc głowę i nakładając na twarz makijaż. Potem długo wybierała ubranie.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze