Babcia nie wiedziała jednak dokąd konkretnie Dominika N. się wybierała. – Spytajcie o to jej koleżankę, Agnieszkę S. Ona się z nią przyjaźniła i zdaje mi się, że umawiały się na ten dzień przez telefon – poradziła policjantom starsza pani.

22-letnia Agnieszka S. mieszkała w niedużej wsi, kilka kilometrów od P. Znała się z Dominiką ze szkoły średniej. Potwierdziła, że ostatniego dnia marca spotkały się około godziny 17. Miały pójść na dyskotekę do klubu „Kogut”, jednakże plany im się zmieniły.

– Dominika chciała najpierw ze mną pogadać i poszłyśmy do kawiarni „Pedro” w centrum P. Spędziłyśmy tam ponad 2 godziny, a potem już nam się odechciało dyskoteki.

– O czym rozmawiałyście tak długo? – spytali policjanci.

– Dominika chciała się wyżalić. Miała pewne problemy w pracy. Liczyła się z tym, że może zostać zwolniona. Prawdę mówiąc, nie była w nastroju na imprezę.

Dominika N. pracowała jako kasjerka w jednym z hipermarketów w P. Kierownictwo rzeczywiście zastanawiało się, czy jej nie zwolnić, a powodem były częste spóźnienia i niedbałość w wykonywaniu zawodowych obowiązków.

Agnieszka S. zeznała, że po wyjściu z kawiarni przez jakiś czas spacerowały po mieście, a następnie postanowiły wracać do domu. Było już późno, a nazajutrz obie musiały wcześnie wstać do pracy. Rozstały się na dworcu autobusowym. Tu ślad się urywał. Agnieszka wsiadła do busa, który zaraz ruszył. Dominika miała udać się na przystanek komunikacji miejskiej i pojechać do domu autobusem. Nie wiadomo jednak, czy to zrobiła, nie wiadomo co dalej się z nią działo. – Wtedy widziałam ją po raz ostatni – powiedziała jej koleżanka.

 

* * *

Po znalezieniu zwłok Dominiki N. policja ponownie przesłuchiwała Agnieszkę S. Wiadomo było, że Dominika tego dnia miała na sobie to samo ubranie, w którym znaleziono ją martwą. Wynikało z tego, że 31 marca był ostatnim dniem jej życia. Agnieszkę S. spytano, czy przy stoliku w kawiarni siedziały tylko we dwie.

– Nikt się do was nie przysiadał? Choćby na chwilę?

Dziewczyna zaprzeczyła. Przypomniała sobie jednak, że kiedy Dominika wracała z toalety, podszedł do niej młody mężczyzna, który siedział przy barze w towarzystwie kilku znajomych i popijał piwo. Zamienili kilka słów. Zdaniem Agnieszki S., oboje sprawiali wrażenie, jakby dobrze się znali. Następnie Dominika wróciła do stolika. Nie powiedziała co to za facet, a koleżanka nie spytała o to.

– Po prostu nie jestem wścibska – powiedziała Agnieszka S.

– Potrafiłaby go pani opisać?

– Jakieś 24-28 lat, szczupły, dość wysoki. Zdaje się, że tleniony blondyn. Dłuższe włosy z tyłu. Tyle mogę powiedzieć. Nigdy wcześniej go nie widziałam.

Pojawił się konkretny trop. Szkopuł w tym, że opis Agnieszki S. był mało precyzyjny, mógł pasować do tysięcy młodych mężczyzn. Przesłuchującym ją policjantom wydało się trochę dziwne, że dziewczyna prawie nic nie wie o znajomych swojej przyjaciółki. Jednakże wyjaśnienie takiego stanu rzeczy było w tym przypadku proste. Agnieszka S. ostatnie dwa lata spędziła, pracując na Wyspach Brytyjskich. Do Polski wróciła na stałe zaledwie dwa tygodnie przed zaginięciem Dominiki. Straciła bliższy kontakt nie tylko z nią, ale z wieloma swoimi wcześniejszymi znajomymi.

 

* * *

Niecały tydzień później ustalono tożsamość człowieka, który przez chwilę rozmawiał z Dominiką N. w kawiarni. Dopomógł w tym przypadek. W trakcie rozmowy z personelem hipermarketu, w którym pracowała Dominika, policjanci zwrócili uwagę na krzątającego się między regałami magazynu młodego mężczyznę o długich, farbowanych na blond włosach. Był to 24-letni Kacper B., zatrudniony w sklepie od blisko roku.

Był chłopakiem Dominiki. Zerwali ze sobą niecałe dwa miesiące temu. Dziewczyna ciężko znosiła rozstanie, a to odbijało się na jakości jej pracy. Nie było tygodnia, żeby się nie spóźniła. Kilkakrotnie pomyliła się, źle wydając klientowi resztę. Raz z tego powodu doszło do awantury. Dlatego też chciano ją zwolnić z pracy.

– Nie mogliśmy dłużej tolerować takich przypadków – powiedział policjantom kierownik sklepu. – Domyślałem się, że powodem są jakieś problemy osobiste i nawet jej współczułem, ale nic nie mogłem zrobić. To nie jest moja prywatna firma.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze