Kacper B. został zatrzymany. Podczas okazania, Agnieszka S. nie miała wątpliwości, że to on zaczepił jej koleżankę, gdy ta wychodziła z toalety i przez chwilę z nią rozmawiał. 24-latek przyznał, że owszem, był tego popołudnia w tej samej kawiarni i zauważywszy byłą dziewczynę, podszedł i zamienił z nią parę słów.

– Spytałem, co u niej słychać – wyjaśnił podczas przesłuchania. – Odpowiedziała, że wszystko okay i na tym nasza rozmowa się zakończyła. Nawet nie zauważyłem, kiedy wyszła z kawiarni, i nie mam pojęcia, w jaki sposób utonęła.

Policja nie uwierzyła w wyjaśnienia Kacpra B. Mężczyzna nie cieszył się dobrą opinią w miejscu zamieszkania. Znany był z nadużywania alkoholu, awanturnictwa i kontaktów z półświatkiem kryminalnym. Kilkakrotnie nocował w izbie wytrzeźwień, był też karany za prowadzenia samochodu po pijanemu.

Rozmawiając z policją na temat Dominiki N. uciekał wzrokiem, nerwowo skubał rękaw kurtki, najwyraźniej się denerwował. Przesłuchano barmankę i kelnerkę z restauracji „Pedro”. Obie kobiety dobrze zapamiętały Kacpra B. oraz dwóch jego kolegów, z którymi siedział przy barze.

– Byli mocno podchmieleni, ale wciąż chcieli piwa – zeznała barmanka. – Gdy oświadczyłam, że więcej im nie podam, zaczęli mnie obrażać. Niewiele brakowało, by ochrona ich wyrzuciła z lokalu.

Z kolei kelnerka przypomniała sobie, że niedługo po tym incydencie do Kacpra B. podeszła dziewczyna, która niedawno opuściła kawiarnię w towarzystwie koleżanki. Szczupła, jasnowłosa, o niebieskich oczach, w krótkiej białej kurtce i kolorowych spodniach. Przez kilka minut rozmawiali z ożywieniem, po czym cała czwórka opuściła kawiarnię. Mówili, że muszą zaliczyć jakąś dyskotekę. Wstąpili do sąsiadujących z kawiarnią delikatesów, gdzie kupowali alkohol.

 

* * *

– No dobrze, skłamałem, bo nie chciałem być zamieszany w to wszystko – stwierdził Kacper B. podczas kolejnego przesłuchania i obiecał, że teraz powie całą prawdę. Spotkawszy 31 marca Dominikę w kawiarni, podszedł do niej i zaproponował wspólne spędzenie wieczoru. Wprawdzie nie byli już parą, ale nadal się przyjaźnili, poza tym pracowali w jednej firmie.

– Teraz to niemożliwe, jestem tu z koleżanką – wskazała na stolik, przy którym czekała na nią Agnieszka S.

– Spław ją jakoś. Będę na ciebie czekał.

Dominika zgodziła się. Niebawem wyszła z Agnieszką z lokalu, a po upływie niecałej godziny wróciła. Mieli rzeczywiście udać się na jakąś dyskotekę, ale nigdzie nie chcieli ich wpuścić, bo byli pijani. Zniechęcani tym, postanowili pójść z wódką nad Wisłę.

– I co tam się wydarzyło? – spytali policjanci

Odparł, że nic specjalnego. Pili alkohol, rozmawiali. Jego koledzy zaczynali podsypiać, on także czuł się nieszczególnie. Było zimno, więc gdy skończyła im się wódka uznali, że dosyć tego dobrego. Pora wracać do domu.

Policja dotarła do kolegów Kacpra B., którzy uczestniczyli w libacji na Wisłą. Z ich relacji wynikało, że impreza pod gołym niebem przebiegała spokojnie. Żadnych awantur czy ekscesów. Sporo wtedy wypili, ale pamiętają, że Dominika cały czas siedziała obok Kacpra, tuliła się nawet do niego. Wracali całą czwórką, ale w pewnym momencie Kacper B. i Dominika N. odłączyli się od nich i skręcili w nieutwardzoną ścieżkę, prowadzącą do tamy na rzece. Można tamtędy skrócić drogę do przystanku autobusowego. Tyle tylko, że teren jest bagnisty i grząski, zwłaszcza wczesną wiosną.

– Pewnie chcieli wracać do domu tylko we dwoje – powiedzieli koledzy.

Kacper B. nie zaprzeczył, że poszedł z Dominiką nad tamę. Miał jeszcze w butelce trochę piwa, a poza tym chciał porozmawiać z dziewczyną w cztery oczy. Był jej winny 200 zł, które obiecał oddać w tym tygodniu. Nie miał jednak przy sobie pieniędzy i w związku z tym zamierzał ją poprosić, żeby zechciała sprolongować mu ten dług do najbliższej wypłaty.

Zgodziła się, aczkolwiek niezbyt chętnie. Stwierdziła, że nie ma pewności czy w dniu najbliższej wypłaty będzie jeszcze pracować w hipermarkecie. I to wszystko. Kacper B. zaprzeczył, że poszli razem na przystanek autobusowy. Po zakończonej rozmowie rozstali się, każde ruszyło w swoją stronę.

Policja znowu nie uwierzyła. W jaki sposób każde mogło ruszyć w swoją stronę, skoro oboje mieszkali w tej samej dzielnicy i przynajmniej część drogi powrotnej powinni odbyć razem? Poza tym dziwne, że zostawił dziewczynę samą w zaroślach tuż przy rzece, gdzie było grząsko i zdradliwie. Byli przecież przyjaciółmi, nie powinien więc narażać ją na takie niebezpieczeństwo. No chyba, że się pokłócili. Jednakże Kacper B. stanowczo temu zaprzeczał.

 

* * *

Podejrzenia podejrzeniami, ale formalnie Kacper B. był w porządku. Brakowało podstaw, żeby postawić mu zarzut zabójstwa Dominiki N. Nie było konkretnych dowodów na to, że miał coś wspólnego ze śmiercią dziewczyny. Poszlaki i przeczucia to za mało. Teoretycznie mogło być bowiem tak, jak to opisał – że zostawił ją samą nad rzeką, a ona przez nieuwagę wpadła do wody.

Minęło kilka tygodni. Kacper B. znowu był przesłuchiwany przez policję, ale w innej sprawie. Chodziło o kradzież psa. Podejrzewano, że złodziejem mógł być właśnie Kacper. W trakcie przesłuchania okazało się jednak, że nie miał z tym nic wspólnego. Kobieta, która zgłosiła na policji kradzież, mieszkała w tym samym bloku co Kacper B. Podczas okazania stwierdziła jednak, że złodziej wyglądał zupełnie inaczej.

– No cóż, w tej sytuacji jest pan wolny – powiedzieli policjanci. 24-latek odparł z pretensją, że jest złośliwie nękany przez organy ścigania. I to w sytuacji, kiedy przechodzi załamanie nerwowe. Prawie płakał.

– Mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie! – wykrzykiwał. – Możecie świętować zwycięstwo! Przyznaję się, to ja ją zabiłem!

– Nie rozumiem – mruknął przesłuchujący go funkcjonariusz.

– To ja zabiłem Dominikę N…

Dalej przesłuchanie było kontynuowane w obecności komisarza Krzysztofa C. i kilku innych członków grupy, zajmującej się sprawą utonięcia Dominiki N. Kacper B. potwierdził iż zamordował dziewczynę.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze