Jedną z najbardziej zagadkowych spraw związanych z zaginięciem dzieci jest zniknięcie braci Palasików. Bohaterowie tej opowieści – jeśli żyją – są panami w średnim wieku. Chłopcy w dniu zaginięcia, tj. 29 kwietnia 1979 roku, mieli 7 i 9 lat.

Wyszli późnym popołudniem z domu pobawić się przed kamienicą w Stroniu Śląskim, gdzie mieszkali od urodzenia. Mama w tym czasie przygotowywała obiad. Co pewien czas zerkała na nich przez okno. W pewnym momencie zauważyła, że malców nie ma. Zbiegła na dół, pytała sąsiadów, ale po dwóch urwisach nie było ani śladu.

Czy ich zaginięcie miało związek z pożarem magazynów miejscowej huty szkła? Podobno w tamtej okolicy widziano chłopców. Pojawiła się hipoteza, że to oni byli sprawcami zaprószenia ognia. Ponoć ktoś widział, jak kręcili się w pobliżu z zapałkami w ręku. Inny świadek zeznał, że widział, jak chłopcy jedli lody w towarzystwie nieznajomego mężczyzny kilkaset metrów dalej.

Dla Milicji Obywatelskiej to była wówczas jedna z priorytetowych spraw, poszukiwania nadzorowała Komenda Główna. Pod uwagę brano różne warianty: ucieczkę, porwanie, a nawet zabójstwo chłopców. Niestety, śledztwo utknęło w martwym punkcie.

Rodzeństwo zaginionych wierzy, że bracia żyją. Mogli zostać porwani i żyją gdzieś, być może za granicą, nie mając pojęcia o swej rodzinie. – Małym dzieciom łatwo zrobić pranie mózgu. Ktoś mógł wmówić im różne rzeczy i wywieźć gdzieś daleko – stwierdziła przed kilkoma laty siostra Andrzeja i Mariusza. Nieżyjąca matka chłopców od jasnowidza usłyszała: – Pani dzieci żyją, dzieli was woda. Proszę się nie martwić, odezwą się.

Jolanta Walewska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze