Puszcza Notecka to jeden z największych obszarów leśnych w Polsce, a jednocześnie stosunkowo mało popularny wśród naszych rodaków. Wspaniały las sosnowy i mieszany rozciąga się między Wartą a Notecią w pasie około 100 kilometrów.

Powstało tu wiele miejsc, które są doskonałą bazą wypadową dla odpoczywających z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Jednym z takich urokliwych zakątków jest wieś Zwierzyniec, otoczona ze wszystkich stron lasami. Czyste powietrze, natura, spokój… Ten ostatni gwarantuje choćby odległość od najbliższego przystanku autobusowego, do którego jest prawie 5 kilometrów lokalnymi drogami. Jest raczej małe prawdopodobieństwo, że zabłąka się tutaj przypadkowy turysta. Pewnego dnia w tej idyllicznej okolicy doszło do makabrycznej zbrodni, której ofiarą padły dwie 20-letnie studentki.

 

***

Hanna W. od urodzenia mieszkała w Poznaniu. Tam ukończyła szkołę podstawową i średnią, zdała maturę. Zwykła dziewczyna, pochodząca z przeciętnej rodziny. Swoją przyszłość wiązała z zawodem pielęgniarki i dlatego rozpoczęła naukę w studium pielęgniarskim. Jednak nie samą nauką i pracą żyje człowiek. Już jako nastolatka miała pasję, której poświęcała niemal każdą wolną chwilę.

– Hanka trzyma się w siodle, jakby się w nim urodziła, a koniem kieruje jakby siódmym zmysłem – opowiadali jej znajomi.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się podobno od pocztówki z pięknym źrebakiem.

– Jakie to piękne, duże i mądre zwierzęta. Bardzo chciałabym takie mieć – oświadczyła rodzicom.

Ci nie byli w stanie spełnić jej marzenia, ale kilka miesięcy później poszli z nią na pierwsze zajęcia do szkółki jeździeckiej.

Po godzinnej jeździe niemal z płaczem wracała do domu.

Za nic nie chciała rozstać się z koniem. Zaprzyjaźniła się z właścicielami stajni i zawarła z nimi umowę: w zamian za pomoc w obejściu, będzie mogła jeździć konno. Ci się zgodzili, bo wielu mieli takich pasjonatów, którzy rezygnowali już po pierwszych godzinach ciężkiej pracy w stajni. Ale nie Hania, ona słowa dotrzymywała. Sprzątała budynek, czyściła konie, przygotowywała dla nich jedzenie, a dopiero potem planowała jazdę.

Konie stały się całym jej światem, wolała je nawet od spotkań w gronie rówieśników i dyskotek.

Hani trudno było realizować swoją pasję w wielkim mieście, jakim jest Poznań. Ona potrzebowała swobody podczas cwałowania i galopu na ukochanych koniach. Ktoś jej powiedział o szkółce jeździeckiej w Zwierzyńcu, gdzieś w głębi Puszczy Noteckiej. Za pierwszym razem miała nawet pewne problemy z dotarciem do celu podróży, bo wioska nie była zaznaczona na ogólnie dostępnych mapach. I choć podróż w jedną stronę zajmowała ponad dwie godziny, spędzała tam niemal każdy wolny weekend. Z reguły nocowała wtedy w obejściu 23-letniego Mariana S., miejscowego drwala, który wynajmował turystom pokoje.

 

To miał być zwykły weekend „w siodle”

W piątek, 13 marca 1993 roku, Hanna W. pojechała tam razem ze swoją koleżanką ze studiów, Iwoną G. Iwona pochodziła z pomorskiego Lęborka. Do Poznania przyjechała jesienią 1992 roku i rozpoczęła naukę w tamtejszym studium pielęgniarskim. Hanna była jedną z jej najbliższych przyjaciółek. To ona kilka razy oprowadziła ją po najciekawszych zakątkach stolicy Wielkopolski, zaprosiła na niedzielny obiad do rodzinnego domu, wreszcie zaraziła ją miłością do jazdy konnej. To właśnie Hania namówiła ją na wspólny wyjazd do Puszczy Noteckiej, gdzie miały spędzić weekend w siodle. Tak jak zawsze, pojechały tam autobusem, by na piechotę przejść ostatnie kilka kilometrów do celu podróży. Miały wrócić w niedzielę wieczorem, każda do swojego miejsca zamieszkania.

Kiedy 15 marca Hania nie pojawiła się w rodzinnym domu, rodzice byli trochę zdenerwowani, ale nieobecność córki próbowali usprawiedliwić na różny sposób…

Nie mogli do niej zadzwonić, bo o telefonach komórkowych, ze względu na bardzo wysokie koszty, zwykły człowiek mógł tylko pomarzyć. Wiele osób było nieufnych wobec nowej technologii. Zresztą samo posiadanie i korzystanie z telefonu komórkowego było wówczas zarezerwowane jedynie dla najbogatszych. Ówczesne telefony, ciężkie i nieporęczne, kosztowały więcej niż niejeden współczesny smartfon.

Dzisiaj, w podobnej sytuacji, pewnie co kilkanaście minut dzwoniliby na jej komórkę, ale… w 1993 roku pozostawało tylko nerwowe oczekiwanie… Może spóźniła się na ostatni autobus do Poznania? Może w centrum puszczy doszło do załamania pogody i córka postanowiła przenocować tam i w poniedziałkowy poranek pojechać prosto na uczelnię?

Nie zamartwiali się na zapas, bo wiedzieli, że Hania pojechała ze znajomą ze studiów.

Gdyby była sama, może bardziej by się denerwowali, ale we dwie na pewno jest im raźniej i nie mogło im się stać nic złego… Taką przynajmniej mieli nadzieję w niedzielny wieczór. Dopiero w poniedziałkowe popołudnie, kiedy dowiedzieli się, że ani Hania, ani Iwona G., nie pojawiły się na planowanych zajęciach i nikt z ich znajomych nie potrafił powiedzieć, co się z nimi dzieje, powiadomili o zaginięciu córki policję. Dwa dni później podobne zgłoszenie wpłynęło od bliskich drugiej zaginionej studentki.

Jak zakończyła się ta historia czytaj  najnowszym „Detektywie – Wydanie Specjalne” nr 2/2019

Wiele ciekawych tematów kryminalnych znajdziesz w najnowszym kwartalniku „Detektyw – Wydanie Specjalne” nr 2/2019 w sprzedaży od 4 czerwca 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze