Udając się do Muzeum – Zamku w Łańcucie na brak wrażeń z pewnością nie będziemy narzekać. We wnętrzach jednej z najpiękniejszych polskich rezydencji arystokratów, spotkać możemy aż trzy zjawy.

Jedną z nich jest Błękitna Dama. Dlaczego błękitna? Jest to związane z jedną z właścicielek Łańcuta – Izabellą z Czartoryskich Lubomirską, która uwielbiała niebieski kolor. Już za życia nazywano ją „Błękitną Markizą”. To właśnie jej zamek zawdzięcza cenne wnętrza i malowniczy park otaczający rezydencję. Podobno do dzisiaj można spotkać w zamku damę ubraną w błękitną suknię. Błękitną Damę ponoć widziała niejedna osoba, w tym kustosz, który próbował nawiązać z nią kontakt, ale zjawa rozwiała się w powietrzu. Istnieje wiele opowieści o spotkaniach z widmem księżnej.

W trakcie prac nad filmem „Hrabia Cosel”, który kręcono w zamkowych wnętrzach, jedna z osób zauważyła dziwnie ubraną kobietę, spoczywającą na kanapie w dawnym buduarze księżnej… Myślano, że to jedna z aktorek. Tymczasem była to Błękitna Dama. Według wielu relacji Błękitną Damę można najczęściej spotkać w galerii w pobliżu posągu Amora. Czasem można usłyszeć też westchnienia księżnej.

Za życia nieszczęśliwie zakochała się w późniejszym królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, ale nie pozwolono jej poślubić ukochanego. Ponoć jej duch nie lęka się światła dziennego i uchodzi za niegroźnego. Prawdopodobnie księżnej nie chodzi o to, by kogokolwiek nastraszyć, a chce jedynie doglądać swojej posiadłości.

Zwiedzający zamek w Łańcucie mogą też spotkać Białą Damę. Jest nią niespotykanej urody córka Izabeli – Julia. Dziewczyna w wieku 18 lat poślubiła Jana Potockiego. Jednak mąż zamiast towarzystwa żony wolał podróże. Samotna, młoda kobieta szybko zakochała się w jednym z oficerów wojsk rosyjskich – Eustachym Sanguszce. Miłość była płomienna i silna, a kiedy kochanek wyruszał na front, Julia pisała do niego miłosne listy. Niestety, kobieta zmarła młodo na gruźlicę. Podobno dzisiaj można spotkać jej ducha, siedzącego przy małym biurku, na pierwszym piętrze zamku i piszącego listy do ukochanego.

Trzecią zjawą urzędującą na zamku jest Stanisław Stadnicki, nazywany „Diabłem”. Prowadził on liczne sąsiedzkie wojny, dokonywał grabieży i torturował więźniów. Przydomek wziął się stąd, że ludzie – patrząc na jego trudny charakter – twierdzili, że zaprzedał duszę diabłu. Podobno nie było zbrodni, przed którą by się nie cofnął. Mówiono, że potrafił zedrzeć z człowieka skórę czy zakopać żywcem! Zginął zabity przez nadwornego Kozaka swojego wroga, starosty leżajskiego – Łukasza Opalińskiego.

Stanisław „Diabeł” Stadnicki za życia cieszył się ponurą sławą, a dziś, jak mówią legendy, straszy turystów. Patrząc na jego grzechy, nikogo nie dziwi, że nie może zaznać spokoju… Diabła można spotkać nie tylko w zamkowych murach, ale także na ulicach Łańcuta, zwłaszcza w czasie burz. Podobno jego zjawa galopuje na koniu na kolejną potyczkę ze znienawidzonym Łukaszem Opalińskim.

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze