Nigdy nie dowiemy się, co skłoniło 32-letniego Szymona L. do tak drastycznych kroków. Kilkanaście minut po zamordowaniu 71-letniego Jana T. i jego żony sprawca domowej masakry sam zginął w samobójczym wypadku. Kiedy policjanci przybyli na miejsce, 32-latek już nie żył. Z jego ciała wydobyto kilkadziesiąt kawałków blachy.

Do rodzinnej tragedii doszło w sierpniu 2011 roku w podtarnowskiej miejscowości G. Byłą niedziela, około południa, kiedy żona Szymona, Marzena L., razem z ich półtoraroczną córeczką i jej dziadkami wybrali się do kościoła. Po mszy starsze małżeństwo wróciło do domu, a ich córka z dzieckiem postanowiła odwiedzić mieszkającą w pobliskiej wsi znajomą. Niedziela była również dniem, w którym ojciec dziecka przyjeżdżał do domu żony, żeby spędzić trochę czasu z córką. Od kilku miesięcy małżeństwo żyło w separacji.

 

Bukiet podeptał w progu

Według ustaleń śledczych mężczyzna w domu żony pojawił się około godziny 15. – Przyszedł na cotygodniowe widzenie z 1,5-roczną córką – mówi przedstawicielka z krakowskiej prokuratury. Mężczyzna pojawił się w drzwiach z pluszowym misiem dla dziecka i bukietem czerwonych róż dla żony.

W domu 32-latek nie zastał jednak żony ani córki. Teść zaczął mu tłumaczyć, że Marzena L., musiała zapomnieć o odwiedzinach, i że za chwilę pewnie wróci. To nie przekonało jednak jego zięcia. Z wściekłości rzucił misiem w Jana T., a bukiet podeptał w progu domu. – Kiedy jego agresja zaczęła narastać, 71-latek wezwał policję. Przybycie funkcjonariuszy uspokoiło zdenerwowanego Szymona L. Pozbierał podeptane kwiaty i wrócił do pobliskiego domu swoich rodziców.

Kiedy jego ojciec zobaczył, że syn idzie bez córki, otworzył okno i krzyknął w jego stronę: – Co z ciebie za mężczyzna! Jedna kobieta od ciebie odeszła, a teraz drugą chcą ci odebrać.

Słowa ojca nie dawały Szymonowi L. spokoju. Do domu żony wrócił tuż przed północą z… siekierą.

 

Krzyczała, że mąż chce ich pozabijać

Mieszkający po sąsiedzku Marian W. opowiada, że już kładł się spać, gdy usłyszał dobijanie do drzwi i okien. – Pomyślałem, że to ktoś po pijanemu się tłucze. Czasami się to zdarzało. Trochę się zdenerwowałem. Ale jak otworzyłem drzwi, to zobaczyłem sąsiadkę całą we krwi. Na czole miała okropną ranę, jakby od siekiery. Krzyczała, że mąż chce ich wszystkich pozabijać – opowiada.

Kobieta nie myliła się. Kiedy wezwani na miejsce policjanci weszli do jej domu, ujrzeli makabryczny widok. Jan T. leżał w przedpokoju w wielkiej kałuży krwi. W sąsiednim pomieszczeniu odnaleziono jego żonę. Nie żyła. Na szczęście dziecku nic się nie stało. – Dziewczynka spała w łóżeczku. Gdy policjant poświecił latarką, obudziła się i zaczęła płakać. Od razu wzięliśmy ją do nas – mówi sąsiad. Ranną Marzenę L. karetka przewiozła do szpitala. Na szczęście okazało się, że odniesione rany nie zagrażają jej życiu.

 

Tymczasem policjanci zaczęli szukać Szymona L. Kiedy przeszukiwali dom jego rodziców, ten pędził już Skodą Fabią w stronę Krakowa. Kilka minut później funkcjonariusze otrzymali informację o śmiertelnym wypadku na ulicy prowadzącej do Tarnowa. Wtedy to okazało się, że 32-latek z dużą prędkością wbił się w filar wiaduktu. Policjanci, którzy przybyli na miejsce nie znaleźli śladów hamowania. – On chciał się zabić – skomentował informację o wypadku jeden z sąsiadów ofiary.

 

Bardzo porządni ludzie

Miejscowość, w której doszło do tragedii, wygląda na oazę spokoju. Po lewej stronie bocznej drogi znajduje się kilka gospodarstw. Dwa ostatnie wyglądają szczególnie okazale. W pierwszym wychował się Szymon L. Z kolejnego pochodziła jego żona.

Pobrali się przed dwoma laty. Mieli półtoraroczną córkę. Z informacji uzyskanych od sąsiadów wynika, że ostatnio małżonkowie nie mieszkali razem. Szymon mieszkał ze swoimi rodzicami, a Marzena z córką ze swoimi. – Nie żeby były między nimi jakieś wielkie konflikty, ale – jak to w małżeństwie czasem zdarzały się nieporozumienia – mówią sąsiedzi. Zaraz jednak dodają, że obie rodziny to „bardzo porządni ludzie”. – To nie była żadna patologia. Normalni, uczciwi, pracowici – twierdzi Józef P.

Nic złego nie mówi również o sprawcy zabójstwa. – Bardzo fajny chłopak. Nie miał z nikim żadnych zatargów. Nie pił alkoholu, był wyjątkowo spokojny. Zresztą wystarczy popatrzeć na zadbane gospodarstwo. Było prowadzone wzorowo – przekonuje.

To, co się stało, to się w głowie nie mieści. To taka spokojna wieś – dodaje Edward J., najbliższy sąsiad. To w jego domu szukała najpierw pomocy ranna Marzena L. Sąsiedzi jednak już spali i nie usłyszeli dzwonka.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze