To jedna z najmroczniejszych femme fatale we współczesnej historii Polski. Piękna i namiętna Jolanta W.–K. z Trójmiasta, strzałem w tył głowy zamordowała swego kochanka, a potem zabetonowała jego ciało w garażu. Przez całe lata mamiła mężczyzn i wysługiwała się nimi, by ukryć swą zbrodnię – tak przynajmniej uznał sąd. Uciekła do USA, gdzie związała się z bogatym Polonusem. W końcu jednak dopadł ją wymiar sprawiedliwości. Usłyszała wyrok 25 lat więzienia. Podczas procesu zarzekała się, że jest niewinna, a jej kochanek żyje i ukrywa się w Ameryce Południowej…

Wszystko zaczęło się jeszcze w latach 80. XX wieku w Trójmieście. To tutaj mieszkała lokalna piękność – Jolanta. Mężczyźni się za nią oglądali, kobiety jej zazdrościły, a ona szybko zdała sobie sprawę ze swoich atutów. Jak nikt inny potrafiła z nich korzystać.

Na jednej z zabaw w tancbudzie o nazwie „Piekiełko” napotkała pewnego siebie i trochę hałaśliwego Sławomira K. Potańczyli trochę, napili się wódki. Ich ciała „rozumiały się” bez słów. Była w tym chemia.

Spodobał się jej nie tylko dlatego, że był przystojny i miał w oczach błysk. Opowiadał, że sporo zarabia na biznesie przewozowym, jeździ ciężarówkami, a w planach ma otwarcie butiku odzieżowego. W Polsce dogorywała komuna, co inteligentniejsi przygotowywali się na zmianę zasad gry. Kto miał żyłkę do interesów, ten mógł się nieźle obłowić.

Wkrótce zostali parą. Na początku zamieszkali w wynajętej kawalerce w bloku, ale Sławek okazał się słowny. Zarabiał, handlując ciuchami sprowadzanymi z Jugosławii i Węgier. Później założył blaszak na lokalnym targowisku, a wkrótce butik z odzieżą. Prawdziwe pieniądze zarobił, jeżdżąc tirem. Szybko standard ich życia znacznie się podniósł. Już po kilku latach Sławomir K. dorobił się willi, dwóch luksusowych samochodów i prywatnego jachtu.

Piękna Jolanta miała prawo czuć się jak księżniczka. Jednak choć pozornie wszystko układało się wzorowo, urodziwa blondynka z czasem zaczęła dusić się w związku ze swym „nadzianym” partnerem. Krew nie woda, a jej konkubent miał coraz mniej czasu na miłosne igraszki.

Często przez wiele dni nie było go w domu. Do wszystkiego podchodził bardzo poważnie. Jolanta nie chciała być kurą domową. Piękna kobieta z ogromnym apetytem na życie, miała zgoła inne plany.

Kilka razy zdarzyły jej się przelotne miłostki. Podczas nieobecności Sławka w domu spotykała się z innymi mężczyznami. Podczas kolejnej dłuższej trasy konkubenta, poznała młodszego od siebie Daniela O. Umięśniony przystojniak od razu wpadł jej w oko. Co z tego, że według plotek był „człowiekiem mafii”? W tamtych czasach w Trójmieście i w okolicy działało co najmniej kilka gangów – zajmowały się sutenerstwem, wyłudzaniem haraczy, porwaniami dla okupów itp.

Szybo wylądowali w łóżku. Tak zaczął się ich romans. Spotykali się w wynajętej kawalerce. Spędzali wspólnie noce, gdy Sławomir K. wyjeżdżał służbowo. A że zdarzało się to często, na miłosne uniesienia nie brakowało im czasu.

Jednak konkubent, mimo że zapracowany, nie był ślepy. Poza tym docierały do niego różne ploteczki. Wkrótce usłyszał o Danielu O. Doszły go słuchy, że namiętne schadzki kochanków trwają tygodniami. „Życzliwy” wskazał nawet mieszkanie, gdzie gruchały zapatrzone w siebie gołąbki.

Sławomir K. postanowił to samodzielnie sprawdzić i gdyby plotki się potwierdziły, natychmiast zerwać z wiarołomną partnerką. Pewnego razu oznajmił Joli, że znów wyjeżdża – na trzy tygodnie. W rzeczywistości nie było go tylko trzy dni. Wrócił do domu na noc tak, by przekonać się, gdzie sypia partnerka. Zgodnie z tym, czego się spodziewał, ich willa stała pusta. Wsiadł więc do auta  i podjechał pod mieszkanie wskazane przez „życzliwego”.

Wszedł do klatki i zadzwonił do partnerki. – Kochanie, wróciłem do domu szybciej. Gdzie jesteś? rzekł, pozorując neutralny ton. W odpowiedzi usłyszał stek kłamstw i z trudem maskowane zdenerwowanie. Jolanta W.-K. oznajmiła, że siedzi u koleżanki, „oglądają filmy”, ale że zaraz wróci. Kilkanaście minut później wyszła z mieszkania i zbladła na widok czekającego na klatce Sławka.

 

A więc tak spędzasz czas? Przedstaw mnie swemu gachowi! – powiedział zdecydowanym tonem. Wymiana zdań przerodziła się w karczemną awanturę, do której włączył się też Daniel O. Jako że był wyższy i silniejszy niż Sławek, zagroził, że użyje siły: – Spier… stąd, albo zgubisz zęby! – wycedził.

Sławomir W. wycofał się i rzucił tylko w kierunku Joli: – Z nami koniec. A skoro tak, to zapamiętaj sobie dobrze, puszczę cię z torbami – po czym obrócił się na pięcie i zniknął.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze