W gangu Rafała S., „Szkatuły”, Tomasz Z. nigdy nie grał pierwszych skrzypiec. Owszem, był przydatny, i szef miał do niego wielkie zaufanie, powierzając mu najważniejsze informacje o działalności grupy. To Z. pamiętał, kto i ile jest im winien, i z kim mają nieuregulowane rachunki. Z. spinał cały interes, trzymając kasę. Dlatego w grupie przylgnęła do niego ksywka „Księgowy”.

Jednocześnie Tomasz Z. miał tyle oleju w głowie, by na żadnych dokumentach (na przykład na zaświadczeniach potrzebnych do wyłudzania kredytów, bo tym również parali się ludzie „Szkatuły”) nie zostawiać swojego nazwiska, a w miarę możliwości podczas spotkań z innymi gangsterami w Warszawie, Pruszkowie i Płocku – skąd zresztą pochodził – na których towarzyszył swojemu szefowi, nie przedstawiać się. Być może właśnie dlatego długo nie był aresztowany, a kiedy już w 2012 roku policja zrobiła nalot na mieszkania bandytów wysługujących się „Szkatule”, jego zatrzymano jako ostatniego. Tomasz Z. mógł mówić o wielkim szczęściu, bo niewielu z zatrzymanych zeznawało na jego temat przed prokuratorem i w sądzie…

Czy Tomasz Z. wpadł w ręce wymiaru sprawiedliwości? Czy może zdołał umknąć śledczym? O tym przeczytasz w tekście Adama Wernera „Księgowy”.

Ten i  więcej wciągających artykułów o tematyce kryminalnej znajdziesz w najnowszym miesięczniku „Detektyw” nr 11/2018 w sprzedaży od 16 października 2018 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze